nie dam rady?

Moderator: moderatorzy

pSych0
zaufany użytkownik
Posty: 150
Rejestracja: czw lip 04, 2013 6:07 am
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Północ

Re: nie dam rady?

Post autor: pSych0 »


janane
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: pn lut 27, 2012 8:03 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: janane »

droga lawendo, widzę, że oceniając moje emocje kierujesz się stereotypami albo wręcz archetypami:
-matka/ojciec bezwzględnie kocha swoje dziecko
-matka/ojciec nigdy nie czuje zmęczenia, zniechęcenia
-matka/ojciec nie ma prawa do życia prywatnego, własnych ambicji, marzeń, celów
-matka/ojciec jest gotowa do poświęceń dla dobra dziecka
-matka/ojciec żyje tylko dla dziecka
przeczytaj kochanie jeszcze raz wszystkie moje posty, mam nadzieję, że zobaczysz, że robię wszystko, by mój syn przestał cierpieć, ale jednocześnie próbuję uchronić córkę, siebie i męża przed ranami, które odnosimy na tej wojnie, tak to widzę, wojna, tytuł mojego postu "nie dam rady (?)" chyba pokazuje, że jestem po prostu zmęczona, potrzebuję pomocy, której nie wiem skąd mogłabym wziąć i tyle

tak, nie uważam, żebym musiała cierpieć, bo ja też chcę żyć - ja atrakcyjna kobieta, zdolny tłumacz, niezła kucharka - tak ja nie jestem tylko matką

nie przeżyję życia za mojego syna: nie jestem w stanie kolegować się z jego kolegami, uprawiać za niego sportu, czytać za niego książek, chodzić za niego do szkoły, nie mogę go umyć ani poczesać - stwarzam mu warunki, które może wykorzystać - ale niestety nie robi tego, bo choroba zabrała ma wszystko nawet zainteresowania i chęć posiadania czystych zębów
a mnie choroba zabrała moje kochane dziecko i dała w zamian bezradność, lęk o przyszłość i strach

wiem, nie każdy potrafi to zrozumieć

Awatar użytkownika
Bright Angel
zaufany użytkownik
Posty: 5314
Rejestracja: ndz gru 10, 2006 11:40 pm
płeć: mężczyzna

Re: nie dam rady?

Post autor: Bright Angel »

siostraF20 pisze: Uważam, że rodzina cierpi tak samo jak chory i w pewnym sensie "choruje" razem z nim.
Jeżeli ty porównujesz swoje cierpienia do cierpienia schizofrenika, to jesteś bez serca, empatii i brakuje ci trochę rozumu.
Just remember that death is not the end. Heaven or hell? The choice is Yours.

janane
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: pn lut 27, 2012 8:03 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: janane »

tu nie chodzi o to kto bardziej cierpi, tylko o to że wszyscy
licytowanie się w tej kwestii nie ma sensu, bo emocje odczuwane indywidualnie nie podlegają porównaniom, każdy odczuwa inaczej, i każdy inaczej nazywa to co czuje,

Unknown
zaufany użytkownik
Posty: 5448
Rejestracja: ndz wrz 27, 2015 3:20 pm
Status: Schizo
Lokalizacja: Void

Re: nie dam rady?

Post autor: Unknown »

janane pisze:tu nie chodzi o to kto bardziej cierpi, tylko o to że wszyscy
licytowanie się w tej kwestii nie ma sensu, bo emocje odczuwane indywidualnie nie podlegają porównaniom, każdy odczuwa inaczej, i każdy inaczej nazywa to co czuje,
No to już sama sobie odpowiedziałaś jak można wam pomóc: wszyscy bierzcie psychotropy na te wasze cierpienie rodzinne. :) Farmakoterapia to jedyne wyjście z psychoz schizofrenicznych - chyba temu nie zaprzeczysz? ;]
''Insanity - a perfectly rational adjustment to an insane world.'' http://chomikuj.pl/Antypsychiatra

Zapraszam wszystkich popierających antypsychiatrie do dołączenia: http://www.digart.pl/grupy/16361/Anty-psychiatria/ moja grupa ma charakter otwarty.

janane
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: pn lut 27, 2012 8:03 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: janane »

schizo, nie wiem po co ten sarkazm?
czasem mam wrażenie, że niektórzy nazbyt nerwowo reagują na opinie obcych niezgodne z ich przekonaniami
nie pytam tu o to jak spacyfikować chorego lekami ani jak pozbyć się go z domu, ten wątek powstał, bo szukałam miejsca, w którym ktoś "posłucha" co mam do powiedzenia na ten temat.
leki są bardzo ważne,
- głosy mojego syna przeklinały go, mówiły, że nie jest wart, żeby żyć, cierpiał z ich powodu, tylko leki uwolniły go od tego i dały spokój -miałam go nie leczyć? , powiedział, że słyszał je od urodzenia i myślał, że wszyscy tak mają, w końcu straż pożarna ściągała z okna na trzecim piętrze
- urojenia, powodowały, że żył w strachu przed własnymi rodzicami - miałam go nie leczyć i patrzeć jak spędza dni w szafie, wyjąc ze strachu, kalecząc się, albo nie zadzwonić po karetkę jak ganiał nas z nożem po domu, krzycząc, że pozabija wszystkich
leki dały mu spokój, którego nie miał jako 9-11 -letnie dziecko

rofi
zaufany użytkownik
Posty: 37
Rejestracja: czw sty 14, 2010 4:14 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: rofi »

Droga janane!
Polecam z całego serca, żeby skontaktować się z Kliniką Psychiatrii Dzieci i Młodzieży CM UJ w Krakowie. ja byłem tam gdy miałem 14 lat z bardzo ostrym epizodem psychotycznym. Pobyt tam bardzo mi pomógł. Dobrano mi bardzo dobre leki, skończyłem liceum, studia, napisałem doktorat. Choroba psychiczna nie przekreśla szans na dobre, normalne i pełne życie, nawet jeśli wydarza się dziecku dwunasto- czy czternastotoletniemu. Polecam doktora Macieja Pileckiego, kierownika tej kliniki - bardzo mi pomógł. Trzymam kciuki, żeby wszystko się udało.
mój blog - [krajobrazy psychotyczne] - http://rofitek.blogspot.com

aniusia
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: sob wrz 28, 2013 10:00 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: aniusia »

Janane!

Napiszę kilka słów, jak możesz ułatwić synowi życie w szkole.
Po pierwsze- idź z synem do Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej, by syn został zbadany. Poradnia wskaże nauczycielom metody pracy, wskazówki, jak mają postepować.
Po drugie: Poproś o spotkanie z pedagogiem, dyrektorem i wychowawcą. Informujesz ich o tym, że syn jest chory, lekarz nie widzi konieczności na nauczanie indywidualne. Szkoła musi zroić wszystko, żeby pomóc Twojemu synowi.
Jestem nauczycielem. Uczę chłopca, który ma stwierdzone niedostosowanie społeczne. Bierze m.in. Rispolept (nie wiem, czy poprawnie zapisałam). Był czas, że nie mogłam prowadzic lekcji, bo on chodził, krzyczał. Czasem nawet mnie wyzywał. Gdy coś mu nie pasowało, mówił: Kur...jeban...Kur...jeban...
Ja jednak wiedziałam, że to choroba, że to wina mózgu,a nie jego.
Opowiedz pedagogowi i wychowawcy, jakie sytuacje go stresuja, co jest jego największym problemem.
Takie zachowania, jakie Ty opisujesz, sa dla mnie nie do przyjęcia. Nauczyciel musi zrobić wszystko dla dobra dziecka. Nie możesz pzowolić, by ktos mu dokuczał, wyzywał. To Twój syn. Masz prawo żądać odpowiedniej opieki. Jeśli nie będzie współpracy, powiedz dyrektorowi, że zgłosisz sytuacje do Kuratorium.
Wierzę, że wszystko ułozy się dobrze.

aniusia
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: sob wrz 28, 2013 10:00 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: aniusia »

janane pisze:schizo, nie wiem po co ten sarkazm?
czasem mam wrażenie, że niektórzy nazbyt nerwowo reagują na opinie obcych niezgodne z ich przekonaniami
nie pytam tu o to jak spacyfikować chorego lekami ani jak pozbyć się go z domu, ten wątek powstał, bo szukałam miejsca, w którym ktoś "posłucha" co mam do powiedzenia na ten temat.
leki są bardzo ważne,
- głosy mojego syna przeklinały go, mówiły, że nie jest wart, żeby żyć, cierpiał z ich powodu, tylko leki uwolniły go od tego i dały spokój -miałam go nie leczyć? , powiedział, że słyszał je od urodzenia i myślał, że wszyscy tak mają, w końcu straż pożarna ściągała z okna na trzecim piętrze
- urojenia, powodowały, że żył w strachu przed własnymi rodzicami - miałam go nie leczyć i patrzeć jak spędza dni w szafie, wyjąc ze strachu, kalecząc się, albo nie zadzwonić po karetkę jak ganiał nas z nożem po domu, krzycząc, że pozabija wszystkich
leki dały mu spokój, którego nie miał jako 9-11 -letnie dziecko
Nawet ze wzgledu na to, co ten dzieciak przezył, walcz o jego spokój w szkole. Do jasnej cholery---nauczyciele są po to, by dbać o dzieci, by walczyć o ich dobro. Jakim prawem ktoś zabrania mu siedzenia w kapturze na lekcji.
Idę czytać dalej...

janane
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: pn lut 27, 2012 8:03 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: janane »

no właśnie, muszę chyba wyprostować kilka spraw, tamten post do którego się odnosisz aniusia, jest początków naszej przygody ze schizofrenią, po tym czasie przeszliśmy już drogę nauczania indywidualnego w szkole, w domu,
syn zachęcany przez nas podejmuje "próby socjalizacji" ale raczej kończą się jego zniechęceniem, problemem są jego niedostosowane reakcje - bije innych uczniów (tzn. pobił), wyzywa nauczycieli i to naprawdę za drobiazgi (jego reakcje są niedostosowane do zdarzenia, np. awantura w reakcji na prośbę, żeby już nie szukał zeszytu i zaczął notować na podanej kartce), do tego chodził do szkoły w kratkę, tzn raz w tygodniu, szkoła podstawowa po pierwszym szoku bardzo nam pomogła, w gimnazjum (teraz jest w pierwszej klasie) nauczyciele są baaardzo wyrozumiali ale nie mogą narażać innych dzieci, z powodu jego skłonności do bójek i gwałtownych, nieprzewidzianych reakcji; do tego zdarzyło się raz, że jakiś debil (do tej pory tak myślę o tym młodym człowieku) w podstawówce "napuścił" P. na pierwszoklasistę (mówiąc, że ten wisi mu pieniądze), którego mój syn o mały włos nie zabił
najlepiej chyba się czuje z nauczaniem indywidualnym w domu

Awatar użytkownika
mei
zaufany użytkownik
Posty: 7518
Rejestracja: ndz cze 10, 2007 9:12 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: mei »

Janane, macie bardzo trudną sytuację. Jednak warto i dla siebie, i dla syna próbować walczyć o lepsze życie. Spróbuj może tego, co doradził Rofi w swoim poście.
Jeszcze jeden link: http://www.aslan.org.pl/. To stowarzyszenie dla dzieci i młodzieży.
Kochajcie tych, których chcecie kochać, żyjcie tak, jak chcecie żyć i nigdy nie pozwólcie by ktokolwiek przeszkodził wam w zmienianiu waszych marzeń w rzeczywistość.
Jared Leto, 13.04.2014.

fheng
zaufany użytkownik
Posty: 543
Rejestracja: ndz wrz 18, 2011 2:07 am

Re: nie dam rady?

Post autor: fheng »

janane pisze:droga lawendo, widzę, że oceniając moje emocje kierujesz się stereotypami albo wręcz archetypami:
-matka/ojciec bezwzględnie kocha swoje dziecko
-matka/ojciec nigdy nie czuje zmęczenia, zniechęcenia
-matka/ojciec nie ma prawa do życia prywatnego, własnych ambicji, marzeń, celów
-matka/ojciec jest gotowa do poświęceń dla dobra dziecka
-matka/ojciec żyje tylko dla dziecka
przeczytaj kochanie jeszcze raz wszystkie moje posty, mam nadzieję, że zobaczysz, że robię wszystko, by mój syn przestał cierpieć, ale jednocześnie próbuję uchronić córkę, siebie i męża przed ranami, które odnosimy na tej wojnie, tak to widzę, wojna, tytuł mojego postu "nie dam rady (?)" chyba pokazuje, że jestem po prostu zmęczona, potrzebuję pomocy, której nie wiem skąd mogłabym wziąć i tyle

tak, nie uważam, żebym musiała cierpieć, bo ja też chcę żyć - ja atrakcyjna kobieta, zdolny tłumacz, niezła kucharka - tak ja nie jestem tylko matką

nie przeżyję życia za mojego syna: nie jestem w stanie kolegować się z jego kolegami, uprawiać za niego sportu, czytać za niego książek, chodzić za niego do szkoły, nie mogę go umyć ani poczesać - stwarzam mu warunki, które może wykorzystać - ale niestety nie robi tego, bo choroba zabrała ma wszystko nawet zainteresowania i chęć posiadania czystych zębów
a mnie choroba zabrała moje kochane dziecko i dała w zamian bezradność, lęk o przyszłość i strach

wiem, nie każdy potrafi to zrozumieć
Ten post jest straszny I mówi wiele o tobie! Na początku ci wspolczulam bo sama jestem siostrą człowieka chorego. Bylam. Bo nie żyje.
Teraz współczuję temu dzieciakowi...daj ty se spokój I uwolnij go od takuej mamuśki! !!! Znajdź mu dobry ośrodek gdzie może dojdzie do równowagi psychicznej bo w domu ewidentnie widać że czuje się źle. A ty spokojnie będziesz mogła przestać juz udawać troskliwą mamusie.
Zajmiesz się gotowaniem, tłumaczeniem I przegladaniem w lustrze. Sama jestemmmatką I to jest niepojete co piszesz! Nie dziwię się ze on tak się czuje. Jak piąte kolo u wozu które przeszkadza mamusi spełniać się w życiu. Piszę to z pełną świadomością tego jak wygląda życie z ciężko chorym człowiekiem na schizofrenię! Mój brat pierwsze objawy miał w wieku 12 lat!
Od piekła I nieba oddziela nad tylko życie-najkrótsza rzecz na świecie. .

Awatar użytkownika
mei
zaufany użytkownik
Posty: 7518
Rejestracja: ndz cze 10, 2007 9:12 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: mei »

Fheng, mocny post. Sama nie wiem co o tym sądzić. Sytuacja chyba jest ciężka w tej rodzinie. Nie obwiniałabym tylko tej kobiety, wina też leży po stronie całego systemu, szpitali, lekarzy, szkół. To rodzina musi szukać wsparcia, a wparcie powinno przyjść do rodziny. Rozumiem, że można być bezsilnym.
Inną kwestią jest sprawa poświęcenia dla dziecka. Znam przykłady kobiet, którym dzieci się przytrafiły i chcą się ich jak najszybciej pozbyć z domu, znam takie, które bardzo poświęcają się dla swoich dzieci. Przypomina mi się kobieta, którą poznałam w szpitalu. Opowiadała o swojej nieżyjącej, niepełnosprawnej córce, która większość życia spędzała w łóżku. Opowiadała, że mimo głębokiej depresji doczołgiwała się, żeby pielęgnować córkę. Bardzo cierpiała z powodu jej śmierci.
Ludzie często myślą, że dziecko, które przyjdzie na świat będzie zdrowe, uśmiechnięte, tak jak w czasopismach i portalach dla sexymam. Życie mocno wszystko weryfikuje.
Kochajcie tych, których chcecie kochać, żyjcie tak, jak chcecie żyć i nigdy nie pozwólcie by ktokolwiek przeszkodził wam w zmienianiu waszych marzeń w rzeczywistość.
Jared Leto, 13.04.2014.

Awatar użytkownika
lawenda
zaufany użytkownik
Posty: 1757
Rejestracja: pn paź 07, 2013 5:03 pm
Lokalizacja: lubelskie

Re: nie dam rady?

Post autor: lawenda »

ja nie zmieniłam zdania. Nie podoba mi się podejście tej kobiety do swojego dziecka. Uważam, że swoją postawą pogłębia jego chorobę, jakby go winiła za to wszystko. A przecież on cierpi.
To jej pisanie, że nie przeżyje życia za swoje dziecko potwierdza, że zostawiła go z chorobą sobie samemu. To dziecko, a nie dorosły.
Oczywiście jest jej ciężko, w to nie wątpię i jej współczuję, ale stało się i przykro mi czytać jej posty, bo sama mam dzieci. Moja córka miała trudności z opanowaniem emocji i rzucała przedmiotami, chodziłam z nią do psychologów i nic to nie dało, usłyszałam że taki jej urok. W domu nie było przemocy, dlatego dziwiłam się tej agresji. Ale nigdy nie pomyślałam, że sama ma sobie z tym poradzić, bo ja za nią tego nie zrobię. To nie schizofrenia, ale podejście do problemów podobne. I jeszcze to eksponowanie, kim jest oprócz matki, słów brak.

Awatar użytkownika
mei
zaufany użytkownik
Posty: 7518
Rejestracja: ndz cze 10, 2007 9:12 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: mei »

lawenda pisze: To jej pisanie, że nie przeżyje życia za swoje dziecko
Rzeczywiście, mnie też to zabolało.
Kochajcie tych, których chcecie kochać, żyjcie tak, jak chcecie żyć i nigdy nie pozwólcie by ktokolwiek przeszkodził wam w zmienianiu waszych marzeń w rzeczywistość.
Jared Leto, 13.04.2014.

Awatar użytkownika
moi
moderator
moderator
Posty: 27824
Rejestracja: czw maja 18, 2006 1:12 pm
Gadu-Gadu: 9
Lokalizacja: Dolny Śląsk

Re: nie dam rady?

Post autor: moi »

Janane, nie rozumiem, dlaczego tak długo zwlekaliście ze zmianą lekarza, jeśli przyjmowane leki nie przynosiły poprawy, lub przynosiły ją połowicznie? Udało się zlikwidować objawy pozytywne - świetnie, ale urojenia, że rodzina chce mu wyrządzić krzywdę nadal u syna pozostały. Jest wiele leków. U mnie dobór optymalnego leku trwał dwa lata. Warto jednak pomęczyć się ze skutkami ubocznymi różnych leków, by wybrać ten najlepszy.

Agresję warto leczyć terapią. Zafundowaliście zamiast tego synowi psychoanalizę- przestarzałą metodę, którą już niewielu terapeutów stosuje, pamięta ona czasy Zygmunta Freuda i przez niego też została wynaleziona. Jeśli po roku terapii nie pojawiły się pozytywne zmiany, to po co kontynuowaliście ją cztery lata?! Strata czasu i pieniędzy. Czy terapeuta, który leczył syna miał certyfikat PST lub innej organizacji certyfikującej terapeutów? Czy poddawał się obowiązkowi superwizji? Moim zdaniem ktoś Was wykorzystał i przez cztery lata bezkarnie wyciągał od Was kasę.
Na początku terapii z terapeutą spisuje się kontrakt: jak często będą spotkania, co chcemy osiągnąć, w jakim czasie. Jeśli warunki kontraktu nie są przestrzegane, głównie przez terapeutę, nie warto korzystać z takiej terapii.


Moim zdaniem, popełniliście kilka błędów, lecz nadal warto walczyć o syna. Czy myślisz, że będziesz mogła spełniać się jako matka, żona, tłumaczka, kobieta i kucharka, gdy oddasz syna an pobyt stały do jakiegoś zakładu leczniczego? Moim zdaniem nie.

Nie wszystkie możliwości zostały wyczerpane, więc warto jeszcze próbować. Rozumiem Twoją tęsknotę za normalnością i spokojem, ale tę samą tęsknotę odczuwa Twój syn. Nie odmawiaj mu pomocy.

Pozdrawiam.m.

fheng
zaufany użytkownik
Posty: 543
Rejestracja: ndz wrz 18, 2011 2:07 am

Re: nie dam rady?

Post autor: fheng »

Jedno jest pewne-rodziny zostają absolutnie same! Nie ma pomocy znika s alternatywa jest szpital. Bez sensu:-( przeraziło mnie że ten dzieciak od urodzenia słyszał głosy. Schizofrenia od urodzenia? To zadkie przypadki ale są. Mój brat zachowywał się b . podobnie. Też klepal, zaczepial itd. Jeśli się nie zwracalo uwagi na jego zachowanie a było to np . udawanie lokomotywy godzinami.
Agresji jako takiej nie było ale doręczenie tak. Tylko mnie przerażalo bardziej co on ma w głowie że tak robi. Co się z nim dzieje. Lekarze mówili że jest bardzo chorych a potem już bez żenady go szybko wypisywali-nawet w psychozie@ w środę w pasach a w pt ozdtowial I go wypuścili ze szpitala! Kiedyś z ulica trafił fo bardzo dobrej kliniki e Poznaniu. Ns początku zajęli się mim solidnie. Po dwóch tygodniach wpisany do domu. Wtedy zrozumiałam że położyli na nim kreskę! Nawet nie udawali że jest inaczej-wypis-bo pacjent nie współpracuje:-D jakby człowiek w ciężkie psychozie współpracował! I do domu. A tsm radz se człowieku sam. Za kilka dni znów lądował w szpitalu tylko innym. Był przezucany jak gorący kartofel między szpitalami. Potem już ho nikt leczyć nie chciał. Byle się pozbyć. Duuzo by mogła napisać:-(
Od piekła I nieba oddziela nad tylko życie-najkrótsza rzecz na świecie. .

siostraF20
bywalec
Posty: 41
Rejestracja: pt lis 13, 2009 8:25 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: siostraF20 »

Tak, rodziny zostają same a jak szukają jakiegokolwiek wsparcia w chwilach bezsilności i beznadziei, bo chcą się poskarżyć, że im też jest źle i zasięgnąć porady, co dalej, to zostają obrzucone błotem. Łatwo jest ferować wyroki przeczytawszy kilka rozemocjonowanych postów. Myślałam, że to forum jest po to, żeby wymieniać się doświadczeniami, żeby pogadać z kimś, kto ma podobny problem, i wreszcie, żeby dodać sobie wzajemnie otuchy i siły w walce z chorobą. Skoro nikt nam nie pomaga, to może chociaż sami dla siebie bądźmy życzliwi i przestańmy się wzajemnie osądzać i potępiać.

Kikimora
bywalec
Posty: 40
Rejestracja: pt lis 02, 2012 12:15 pm

Re: nie dam rady?

Post autor: Kikimora »

Zgadzam się całkowicie z siostraF20. Niektórzy szybko oceniają innych i to na podstawie postów pisanych na forum. Zauważyłam, że ci co tak lubią innych oceniać, siebie samych często stawiają za wzór. Nie wiem dlaczego.... a może wiem.
Janane przyszykuj się na długie boje z psychiatrami, psychologami, nauczycielami.... .Walczysz o najbliższą Ci osobę. Wasze życie nie będzie już takie samo jak przed chorobą, będzie inne. Trzeba na nowo wszystko poukładać. Będzie lepiej i będzie gorzej, jak to w życiu. Będziesz niejednokrotnie zmęczona i masz do tego prawo, ale dasz radę bo jesteś mądrą babką.
Poszukajcie dla siebie grupy wsparcia dla rodzin i mądrego psychologa, który wie co mówi.
Mnie bardzo pomógł psychiatra mojego syna, który znalazł czas , żeby wiele rzeczy mi wyjaśnić. Nie zapominaj o córce. U nas jest podobnie. Małym dzieciom trudno wytłumaczyć na czym polega choroba. Dla nich to straszna sytuacja, ciężka do ogarnięcia. A małym dzieciom należy się beztroskie dzieciństwo.
Ja popełniłam wiele błędów, i pewnie jeszcze wiele ich zrobię. Jak każdy. Pozdrawiam wszystkich idealnych i nieidealnych.

fheng
zaufany użytkownik
Posty: 543
Rejestracja: ndz wrz 18, 2011 2:07 am

Re: nie dam rady?

Post autor: fheng »

Ja rozumiem wszystko. I frustrację itd. Tylko tamten post był porażający. Straszny dla mnie-jako matki I jako osoby bliskiej chorego.
Od piekła I nieba oddziela nad tylko życie-najkrótsza rzecz na świecie. .

Wróć do „moje dziecko jest chore”