leki a szczęście a nieszczęście

Moderator: moderatorzy

Regulamin forum
W tym dziale można pisać teksty wykraczające poza uporządkowaną dyskusję na konkretny temat. Nie polecam go osobom szukającym spokojnej rozmowy.
grow up
bywalec
Posty: 557
Rejestracja: czw paź 01, 2020 2:14 pm
płeć: mężczyzna

Re: leki a szczęście a nieszczęście

Post autor: grow up »

tak naprawde to JA ale jak jak reklama pepsi to TY.
*

Awatar użytkownika
Hipis
zaufany użytkownik
Posty: 2764
Rejestracja: pt lip 24, 2020 3:07 pm
płeć: mężczyzna

Re: leki a szczęście a nieszczęście

Post autor: Hipis »

Zobaczysz po co w swoim czasie.
E ?= m + (*c²)

Awatar użytkownika
karuna
zaufany użytkownik
Posty: 14890
Rejestracja: pt lut 06, 2015 7:06 pm
Status: student
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: nie mam
Lokalizacja: Ziemia teraz

Re: leki a szczęście a nieszczęście

Post autor: karuna »

Leki dobrze brać, chyba że wyraźnie szkodzą.
nic.

Awatar użytkownika
Digital
zaufany użytkownik
Posty: 3308
Rejestracja: wt sty 22, 2019 7:24 pm
płeć: mężczyzna

Re: leki a szczęście a nieszczęście

Post autor: Digital »

Wtedy idzie się do lekarza i mówi się o skutkach ubocznych z prośbą o zmianę lekarstwa na inne lub korekcję dawkowania. Lekarz ma obowiązek zareagować.

Awatar użytkownika
tylkoktoś
zaufany użytkownik
Posty: 582
Rejestracja: czw lis 19, 2020 4:22 pm

Re: leki a szczęście a nieszczęście

Post autor: tylkoktoś »

Digital pisze: śr mar 24, 2021 1:22 pm Wtedy idzie się do lekarza i mówi się o skutkach ubocznych z prośbą o zmianę lekarstwa na inne lub korekcję dawkowania. Lekarz ma obowiązek zareagować.
Dobrze by mieć kontakt telefoniczny z lekarzem,by można było zadzwonić chociażby w takiej sytuacji.Ewentualnie umówić się na wcześniejszą wizytę by problem z lekami obgadać i coś postanowić.Nie czekając dwa miesiące na kolejną wizytę ,będąc z problemem samemu.W końcu leki zostaną dobrane i to będzie początek drogi do remisji.Pozostaje dobrze wsłuchiwać się w to jak działają ,by mieć jasny pogląd na to jak się po nich czujemy,czym bardziej trafnie ,tym lepszą wiedzą podzielimy się z lekarzem.

137
nadużywający
Posty: 233
Rejestracja: czw cze 15, 2017 7:08 am
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 1858945
Lokalizacja: Kraków

Re: leki a szczęście a nieszczęście

Post autor: 137 »

ja sie boje lekarzowi cokolwiek mowic, bo ciezko powiedziec cos o swoim stanie, jesli sie go do konca nie rozumie.

lekarka mnie raz pyta "głosy pan słyszy?". ja sie zastanawiam no i mowie ze jeden raz slyszalem lekki krzyk. na tej podstawie przepisala mi olanzapine, ktora potem zazywalem pół roku, a tak naprawde żadnych głosów nie słyszałem. dziękuje za taki biznes...

Awatar użytkownika
Digital
zaufany użytkownik
Posty: 3308
Rejestracja: wt sty 22, 2019 7:24 pm
płeć: mężczyzna

Re: leki a szczęście a nieszczęście

Post autor: Digital »

Wiesz jak nie zaczniesz gadać szczerze i nie zaufasz swojemu lekarzowi to nici ze skutecznej terapii.

Awatar użytkownika
Meduzola
zaufany użytkownik
Posty: 2292
Rejestracja: śr wrz 13, 2017 6:44 pm

Re: leki a szczęście a nieszczęście

Post autor: Meduzola »

Leki biorę sumienie, regularnie: Mam diagnozę. Mam też rentę. I trochę odpowiedzialności społecznej: może zrehabilituję się kiedyś z tej dwói z PO (przysposobienie obronne) i wykonam kiedyś z powodzeniem "chwyt Heimlicha", albo sztuczne oddychanie. A może poniosę klęskę jak Lord Jim i inni defetyści. Instynkt macierzyński mi niestety zanikł. Za nikogo nie mogę wziąć odpowiedzialności, bo sama borykam się z brakiem równowagi, gdy idę ulicą, moje ciało migdałowate jest pobudzone bez reszty, móżdżek w zaniku. Lekarstwa znane jako neuroleptyki są dobre, gdy załamuje się "dotychczasowa linia życiowa" i raptem zanika samospełnienie jako ODCZUCIE oraz wiara w siebie samego/ siebie samą, tak jakby człowiek mentalnie nie był syty, tak myślę, czy przeczytać "Nienasycenie" Witkiewicza, choć był kokainistą i odebrał sobie życie w 1939. Mój mąż, gdy zachorowałam, powiedział tylko, że nie może "wytrzymać bliskości ze mną", jakiejkolwiek bliskości. Czyli wyczuwał te wibracje, tę wysokoreaktywność. Takie były u mnie początki. Lekarstwa chronią mnie przed "rozdygotaniem" i insomnią, a może nawet przed "globalnym" poluzowaniem struktur osobowości, jej rozpadem. Elektrowstrząsy mi pomogły tyle, co umarłemu kadzidło. Dopaminergiczni "parkinsonowcy" dostają "teraz" specjalne chipy stabilizujące... Kto tu jest skazany na neurodegenerację? I dlaczego psychiatrzy tak podkreślają znaczenie nadaktywności płatu przedczołowego, jakby nie znali całej anatomii tego organu zwanego mózgiem..? Bo im się nie wyświetliło w rezonansie..?

Awatar użytkownika
Digital
zaufany użytkownik
Posty: 3308
Rejestracja: wt sty 22, 2019 7:24 pm
płeć: mężczyzna

Re: leki a szczęście a nieszczęście

Post autor: Digital »

Mają na to swoje przyczyny, a gdy nie wiadomo o co chodzi to zazwyczaj chodzi o pieniądze, jak wszędzie i wszystkim.
Czytając twoje posty śmiem nie zgodzić się z móżdżkiem w zaniku :mrgreen:
Co do odpowiedzialności, to wystarczy moim zdaniem odpowiadać za siebie to już sporo. Tak by nie obciążać niepotrzebnie budżet państwa przez kolejne pobyty w szpitalu, pogotowia itd. Podobno jeden pobyt w szpitalu jednego chorego kosztuje w przybliżeniu państwo tyle co wypłacanie renty chorobowej przez rok czasu. Około 1500zl na dzień czy jakoś tak. Wszystko to jedna wielka manufaktura.

paulus318
zaufany użytkownik
Posty: 498
Rejestracja: pt lut 01, 2019 1:52 am
płeć: mężczyzna

Re: leki a szczęście a nieszczęście

Post autor: paulus318 »

Poważnie? Łącznie z tym żarciem które tam serwują?

Awatar użytkownika
tylkoktoś
zaufany użytkownik
Posty: 582
Rejestracja: czw lis 19, 2020 4:22 pm

Re: leki a szczęście a nieszczęście

Post autor: tylkoktoś »

Pomyśleć że to takie sumy wchodzą w grę ,więcej niż utrzymanie więźnia ,tylko jakość i ilość pożywienia gorsza.

Wróć do „varia”