Już nie mam siły

Moderator: moderatorzy

Awatar użytkownika
Słonecznik1
bywalec
Posty: 5032
Rejestracja: czw sie 16, 2012 10:13 pm
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: Słonecznik1 »

jak na miękko że tak powiem z nim nie idzie to na twardo może by zrozumiał ale współczuje są tez osoby widziałem jak byłem że psychoza w szpitalu i się z taką osobą wogóle w sumie nie ma kontaktu i ona łazi biedna i sprawia problemy czesto mniejsze większe.Ja sam jestem świadomy gorzej jak są osoby co w sumie nie są. To nie jest proste wiem o tym łatwo się mówi czesto .Wiele problemów ,niech się pani trzyma jakieś wsparcie mam nadzieje pani tu znajdzie także odemnie jeśli bedzie pani chciała.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24619
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: cezary123 »

W schizofrenii występuje rozpad osobowości. Pod tym niepozornym pojęciem kryje się prawdziwy koszmar. Pustka, którą czasem tylko najprymitywniejsze odruchy wypełniają. Lęki, zagubienie, niezrozumienie samego siebie i sytuacji. Być może też zaburzenia osobowości. Manifestują się jakieś samoistne zachowania dobre lub złe.
Chyba, że zachowanie syna wynika z uprzedzeń i dykryminacji świata do niego. To potrafi porządnie wnerwić, takie uświadomienie sobie czekających go ograniczeń. Ktoś do niego: Ty wariacie! A on się denerwuje.
Mogą też być właśnie tego typu treści lęków i zagubienie. Potrzebna jest dobra rehabilitacja i terapia. Zmiana środowiska usamodzielnienie i rozwój.

Awatar użytkownika
Słonecznik1
bywalec
Posty: 5032
Rejestracja: czw sie 16, 2012 10:13 pm
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: Słonecznik1 »

a dobra wola?

Sabinawa
zarejestrowany użytkownik
Posty: 14
Rejestracja: śr sie 15, 2018 12:15 pm

Re: Już nie mam siły

Post autor: Sabinawa »

@vanda
Dokładnie tak. Czyli wszystko się sprowadza do regularnego brania leków. Tylko jak dorosłego i wielkiego faceta przekonać, że musi je brać?! Jak mu mijają te najgorsze stany (głosy - uważa za takie), to natychmiast tabletki odstawia i wtedy jest taki okropny... :(
@Słonecznik1
Dzięki za wsparcie i zrozumienie.
@cezary123
To jest straszne i ja zdaję sobie z tego sprawę. Bardzo, bardzo współczuję. Ale co mam zrobić, jeśli ktoś wypiera swoją chorobę i nie daje sobie pomóc.
Raz w szpitalu, jako nastolatek i tam taką traumę przeżył, że szkoda gadać. Nie wiem jak mogło dojść do sytuacji, że na oddziale został pobity przez narkomana, a miał wtedy 15 lat. I był to w ogóle pierwszy kontakt z jakimkolwiek szpitalem. Teraz na samo słowo szpital...oj, szkoda gadać. Za nic w świecie nie dam go na siłę do szpitala. Chyba, że sam zdecyduje. Naprawdę, trudna sprawa.
Widzę, że rozmowy z Wami dużo mi w głowie układają i pozytywnie na mnie wpływają.
Bardzo wszystkim dziękuję.

lukii
bywalec
Posty: 48
Rejestracja: ndz lip 15, 2018 6:54 pm
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: lukii »

Sabinawa pisze: pt sie 17, 2018 12:42 pm Teraz na samo słowo szpital...oj, szkoda gadać. Za nic w świecie nie dam go na siłę do szpitala. Chyba, że sam zdecyduje. Naprawdę, trudna sprawa.
A co sądzisz o oddziale dziennym? Ale nie wiadomo czy dopuściliby go na taką formę leczenia.

vanda
bywalec
Posty: 32
Rejestracja: pt lip 20, 2018 10:48 pm

Re: Już nie mam siły

Post autor: vanda »

A jak znosi sama farmakoterapie? Może tu jest problem. Wiem co miałam ze swoim i mam nadal... Czuje się zmęczony po lekach, a bierze naprawdę małą dawkę. Nwm co by było jakby brał więcej. Z kolei jak czuł sie źle, tj. lęki, natłok myśli, to usiłował mnie przekonać, że musi zażywać je codziennie. Powiem szczerze, że zaburzenia psychiczne to dla rodziny ciężar często nie do udzwigniecia.

danielek
zaufany użytkownik
Posty: 1485
Rejestracja: czw sie 17, 2017 6:26 pm
Status: portier
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Już nie mam siły

Post autor: danielek »

Poważna sprawa. Nie wiem jak to ugryźć. Sam się szwendałem po szpitalach. Fakt, że tylko 5 razy. Ktoś Ci może doradzi.

vanda
bywalec
Posty: 32
Rejestracja: pt lip 20, 2018 10:48 pm

Re: Już nie mam siły

Post autor: vanda »

Raz w szpitalu, jako nastolatek i tam taką traumę przeżył, że szkoda gadać. Nie wiem jak mogło dojść do sytuacji, że na oddziale został pobity przez narkomana, a miał wtedy 15 lat. I był to w ogóle pierwszy kontakt z jakimkolwiek szpitalem. Teraz na samo słowo szpital...oj, szkoda gadać. Za nic w świecie nie dam go na siłę do szpitala. Chyba, że sam zdecyduje. Naprawdę, trudna sprawa.
Widzę, że rozmowy z Wami dużo mi w głowie układają i pozytywnie na mnie wpływają.
Bardzo wszystkim dziękuję.
[/quote]
Ja z trochę z innym pytaniem...Co się działo, że trafił do szpitala? Analizuję cały czas naszą sytuację i się zastanawiam czy dobrze zrobiłam znosząc to wszystko...
Poza tym jak było ze szkołą? Wiem, że to kawałek czasu temu, ale każda informacja jest dla mnie cenna.

Awatar użytkownika
wowo
zaufany użytkownik
Posty: 5128
Rejestracja: wt maja 28, 2019 10:30 pm
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9697465

Re: Już nie mam siły

Post autor: wowo »

Wszystko rozbija się o świadomość choroby. Czym prędzej zrozumie że jest chory i że jest niezbędne leczenie tym prędzej będzie mniej z nim kłopotów. Dla mnie stan w którym nie jest się świadomym swoich objawów jest stanem chorobowym. W takim wypadku tylko szpital i terapia gdzie uświadomią chorobę i ukażą sytuację w jakiej się znajduje. Wiem z pobytów w szpitalu że niektórym to bardzo ciężko przychodzi albo wcale, w takim wypadku nie ma co liczyć na poprawę zdrowia i stałą remisję. Niestety leczeniu trzeba się poddać.

Awatar użytkownika
hvp2
zaufany użytkownik
Posty: 10174
Rejestracja: ndz lis 04, 2007 4:14 am
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: hvp2 »

Sabinawa pisze: śr sie 15, 2018 12:46 pm U syna zdiagnozowano schizofrenia, kiedy był nastolatkiem. Obecnie przekroczył 30-kę. Nigdy nie zaakceptował swojej choroby i właściwie leczy się dopiero od niedawna. W dodatku często leki odstawia.
Miał tylko kilka stanów silnej psychozy, jeden raz był w szpitalu.
Problem jest taki, że jestem z tym wszystkim zupełnie sama od zawsze. Nie mam już siły. Jestem już w podeszłym wieku, leczę się na depresję (bez większych efektów), ale ostatnio chyba coś we mnie pękło. Syn źle się do mnie odnosi, ale ostatnio granice zostały mocno przekroczone. Wyzwiska, jakimi mnie obficie obrzuca są tak dołujące, że jestem bliska jakiejś "ucieczki w nieznane", porzucenia wszystkiego i niech się dzieje co chce. Moja cierpliwość i siły chyba się wyczerpały.
Właściwie w ogóle się do siebie nie odzywamy, syn nie chce rozmawiać, a o jakichś konkretnych i problematycznych sprawach ... w ogóle. Każde, nawet najzwyklejsze pytanie, stwierdzenie na zupełnie obojętne tematy jest przez niego postrzegane jako "atak" na niego?. Odpowiedzią są tylko wyzwiska. Przestałam więc reagować i siedzę jak mysz w swoim pokoiku. Sporadycznie, kiedy jestem mu potrzebna, np.aby zawieźć go w jakieś miejsce, potrafi odezwać się normalnie. Ale już w samochodzie mam piekło. Po ostatnim wyjeździe obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie wpuszczę go do auta. Od kilku dni (po takim incydencie) nie mogę dojść do siebie, nie mam już siły.
Mieszkamy obecnie na wsi (synowi bardzo przeszkadzał hałas dużego miasta).
Czuję się kompletnie zaszczuta i w sytuacji bez wyjścia. Żal mi go, ale jak tak dalej pójdzie to wkrótce on zostanie zupełnie sam (nie, nie jest to zapowiedź samobójstwa, ale widzę co się ze mną dzieje i po prostu jestem na najlepszej drodze do grobu).
Czy macie takie sytuacje, jak sobie radzicie?
Przykro mi czytać takie coś i jeszcze bardziej przykro pisać to co zaraz napiszę.

Otóż nie wiadomo dokładnie, jaka jest przyczyna takiego zachowania Pani syna.

Jeśli np. Pani zbytnio go kontroluje to syn może się przed taką, jego zdaniem nadmierną kontrolą bronić poprzez agresję. Nadmierna kontrola to jest przykładowo wchodzenie ze swoimi radami i swoimi działaniami na obszary życia i obszary mieszkania, które - według Pani syna - powinny należeć po prostu do niego, wręcz wyłącznie do niego :!: Najbardziej oczywistym przykładowym obszarem są tu kwestie związane z seksualnością syna, a jak on ma 30 lat i nie bierze żadnych lekow to przecież on tą seksualność w sobie ma i "musi sobie jakoś radzić".

Ponadto ogólna prawda socjologiczna o relacjach międzyludzkich jest taka, że za charakter danej relacji odpowiadają jednak dwie osoby, a nie wyłącznie jedna z nich.

Powyżej przedstawiłem próbę psychologicznego naświetlenie problemu oraz jakąś wizję również psychologicznego rozwiązania.

Natomiast istnieje jeszcze też po prostu chamskie rozwiązanie siłowe, czyli zmusić syna do leczenia neuroleptykami na drodze sądowej. Informacji na temat jak to przeprowadzić w praktyce powinna udzielić jakaś poradnia zdrowia psychicznego lub placówka opieki społecznej.

PS. Rozwiązenim pośrednim byłoby zaś namówienie syna żeby chodził na jakiś oddział dzienny lub do srodowiskowego domu samopomocy... :idea:
Nawet finansowo go do tego zmotywować gdyby się nie dało inaczej...

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24619
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: cezary123 »

No tak, dziewczyna go wychowa. Lub zniszczy i rzuci. Miłość bywa nieprzewidywalna.

Awatar użytkownika
hvp2
zaufany użytkownik
Posty: 10174
Rejestracja: ndz lis 04, 2007 4:14 am
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: hvp2 »

cezary123 pisze: sob sie 18, 2018 9:03 am No tak, dziewczyna go wychowa. Lub zniszczy i rzuci. Miłość bywa nieprzewidywalna.
Ty jesteś jakimś nieprawdopodobnym mizoginem chyba :?: :?: :?: :?:

Z jakiej niby motywacji kobieta czy dziewczyna miałaby kogoś niszczyć :?: :?:
Albo jest zainteresowana i chce kontaktów (w ogóle),
albo nie jest zainteresowana i olewa, traktuje człowieka jak powietrze, jak niebyt.

Serio Cezary123 masz jakieś osobiste doświadczenie z dziewczyną, która "zniszczyła i rzuciła" :?: :?:

Może poczytaj sobie Augusta Strindberga.
On też był mizoginem. On (też?) cierpiał na schizofrenię.

Sabinawa
zarejestrowany użytkownik
Posty: 14
Rejestracja: śr sie 15, 2018 12:15 pm

Re: Już nie mam siły

Post autor: Sabinawa »

lukii

Teraz na samo słowo szpital...oj, szkoda gadać. Za nic w świecie nie dam go na siłę do szpitala. Chyba, że sam zdecyduje. Naprawdę, trudna sprawa.

A co sądzisz o oddziale dziennym? Ale nie wiadomo czy dopuściliby go na taką formę leczenia.
Nie ma takiej możliwości z czysto technicznego punktu widzenia oraz finansowego. Odległość, małe dochody.
Otóż nie wiadomo dokładnie, jaka jest przyczyna takiego zachowania Pani syna.

Jeśli np. Pani zbytnio go kontroluje to syn może się przed taką, jego zdaniem nadmierną kontrolą bronić poprzez agresję. Nadmierna kontrola to jest przykładowo wchodzenie ze swoimi radami i swoimi działaniami na obszary życia i obszary mieszkania, które - według Pani syna - powinny należeć po prostu do niego, wręcz wyłącznie do niego :!: Najbardziej oczywistym przykładowym obszarem są tu kwestie związane z seksualnością syna, a jak on ma 30 lat i nie bierze żadnych lekow to przecież on tą seksualność w sobie ma i "musi sobie jakoś radzić".

Ponadto ogólna prawda socjologiczna o relacjach międzyludzkich jest taka, że za charakter danej relacji odpowiadają jednak dwie osoby, a nie wyłącznie jedna z nich.
Też chciałabym wiedzieć, jaka jest przyczyna. Czy to "tylko" choroba, czy zwykłe chamstwo i wykorzystywanie swojej sytuacji do pomiatania matką, którą traktuje się jak darmową służącą.
Może problem w tym, że ja go w ogóle nie kontroluję. Może gdybym dawno temu stosowała zamiast łagodności tzw. zamordyzm, to inaczej by teraz wszystko wyglądało.
Pisałam już, że nie wchodzimy sobie w drogę. Mieszkamy pod jednym dachem, ale bywa tak, że nie widzimy się nawet kilka dni. Każde ma dostęp do kuchni, każde z nas funkcjonuje w innych godzinach (ja za dnia, on w nocy). No cóż, seksualnych problemów ja za niego nie rozwiążę. Spotyka się co jakiś czas z dziewczyną, więc myślę, że to nie jest przyczyna.

cezary123 » sob sie 18, 2018 8:03 am
No tak, dziewczyna go wychowa. Lub zniszczy i rzuci. Miłość bywa nieprzewidywalna.
Tego zdania zupełnie nie rozumiem. O jakiej dziewczynie piszesz? Ja jestem jego matką, a nie dziewczyną i nigdy go nie porzuciłam. Miłość matki jest inna niż jakiejkolwiek dziewczyny czy partnerki.
Jak mogłabym z premedytacją niszczyć własne dziecko ( i wiek dziecka nie ma nic do rzeczy, dla mnie będzie zawsze dzieckiem, chociaż wiem, że to dorosły mężczyzna).
vanda pisze:
Ja z trochę z innym pytaniem...Co się działo, że trafił do szpitala? Analizuję cały czas naszą sytuację i się zastanawiam czy dobrze zrobiłam znosząc to wszystko...
Poza tym jak było ze szkołą? Wiem, że to kawałek czasu temu, ale każda informacja jest dla mnie cenna
Źle się czuł i poprosił mnie, że chce iść do lekarza, rodzinnego, ogólnego. Nie wiem, co mówił lekarzowi, bo w gabinecie był sam (15-latek przecież), ale lekarz natychmiast skierował go do szpitala i osobiście go tam zawiózł. Wcześniej ja nie zauważyłam absolutnie żadnych dziwnych objawów. Syn zawsze był samotnikiem, spokojnym chłopakiem, ma dużo zainteresowań, które mało kto podzielał. Nie lubił "kopać piłki", raczej czytał, malował, rysował itp.
Po szpitalu wrócił inny człowiek, poraniony duchowo, wycofany, nierozmowny, nieufny.
I tak to trwa.
Do szkoły już nie wrócił, podstawówkę ukończył w trybie indywidualnym, ale do liceum chodził, zdał maturę a potem pomaturalna szkoła, też uczęszczał na zajęcia.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24619
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: cezary123 »

Sabinawa pisze: sob sie 18, 2018 11:42 am

Tego zdania zupełnie nie rozumiem. O jakiej dziewczynie piszesz? Ja jestem jego matką, a nie dziewczyną i nigdy go nie porzuciłam. Miłość matki jest inna niż jakiejkolwiek dziewczyny czy partnerki.
Jak mogłabym z premedytacją niszczyć własne dziecko ( i wiek dziecka nie ma nic do rzeczy, dla mnie będzie zawsze dzieckiem, chociaż wiem, że to dorosły mężczyzna).
No właśnie. A jego potencjalna dziewczyna, czyli partnerka nie będzie go kochała bezinteresownie. I wcale nie musi z premedytacją dążyć do złego, tylko też ma określone potrzeby, cele w życiu. I dlatego mówię, że albo go wyciągniei zmotywuje do poprawy kultury i jakości życia, albo po pewnym okresie użytkowania i próby partnerstwa wystawi rachunek z życia od którego chorującemu oko zbieleje. I nie mówię tu o długu finansowym a o rzeczach z samego życia. I istoty człowieka i jego spraw. I niestety jest takie ryzyko. Spłycanie relacji z dziewczyną do wzajemnego zaspokajania potrzeb tylko seksualnych jest smutne i kończy się brakiem perspektyw. Oczywiście powinien wchodzić w pełnoprawne relacje z kobietami ze swojego pokolenia.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24619
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: cezary123 »

hvp2 pisze: sob sie 18, 2018 9:29 am
cezary123 pisze: sob sie 18, 2018 9:03 am No tak, dziewczyna go wychowa. Lub zniszczy i rzuci. Miłość bywa nieprzewidywalna.
Ty jesteś jakimś nieprawdopodobnym mizoginem chyba :?: :?: :?: :?:

Z jakiej niby motywacji kobieta czy dziewczyna miałaby kogoś niszczyć :?: :?:
Albo jest zainteresowana i chce kontaktów (w ogóle),
albo nie jest zainteresowana i olewa, traktuje człowieka jak powietrze, jak niebyt.

Serio Cezary123 masz jakieś osobiste doświadczenie z dziewczyną, która "zniszczyła i rzuciła" :?: :?:

A z jakiej ma bezinteresownie dawać?
Niestety nie doceniasz kobiecej przewrotności i wyrachowania. One nie urywają kontaktów w momencie, kiedy obie strony nie są nic sobie winne. Albo jeszcze nic nie zaistniało i nie ma na to widoków. One potrafią rozkochać a potem obarczyć poczuciem winy za to, że ktoś je kocha. I ciągle będzie to dla nich miłość nie taka jak trzeba, życie partnera będzie je wkurzało, a relacja będzie dla nich za słaba. I potrafią odejść w momencie, w którym już mężczyzna zainwestuje w nie wszystko, ekonomicznie, duchowo i emocjonalnie. I nikt im nic nie zrobi. Najwyżej można im pomachać życzliwie, kiedy zaczną z innym samcem od nowa, nie troszcząc się o przeszłość i los tamtego człowieka, który ich kochał. Relacje damsko męskie są ostre, głęboko raniące i wciągające, bezlitosne i warto wiedzieć w co się gra.
"Zniszczenie" następuje samoistnie na rynku doboru partnerkiego.

Osobiście musiałem wykazywać się wielką wyrozumiałością do kobiet, żeby nie utonąć w tym bagnie. Ale też już ich nie kocham. Nie uruchamiam osobistych pokładów najcenniejszych wartości. Śmieję się z nich i ich samców. A potem rozwodów i kłótni.
Potrzeby seksualne też już nie są dla mnie najważniejsze.
I nie jestem mizoginem. Jestem obojętny na ich ..... :)

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24619
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: cezary123 »

No dobra, dziewczyna chorująca psychicznie zraniła moje uczucia, bo zakochałem się naiwnie a pewne bliskie zdrowe kobiety lubowały się w okazywaniu mi uprzedzeń i dyskryminacji ze względu na moje dawne leczenie psychiatryczne i obecne powiązania z chorującymi psychicznie. Ewolucja i dziobanie osobników z jakąś wadą. Samice też w tym uczestniczą, nie są aniołami :)
Skomplikowana psychologicznie sprawa, ale takie są problemy w rzeczywistym życiu.

Awatar użytkownika
hvp2
zaufany użytkownik
Posty: 10174
Rejestracja: ndz lis 04, 2007 4:14 am
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: hvp2 »

Osoby chorujáce psychicznie są zapewne bardziej pokręcone psychicznie od tych nie chorujących...

Ja już też nie mam zamiaru wchodzić w żadne związki... Musiałbym być bardzo bogatym człowiekiem żeby zrekompensować młodej kobiecie lata stracone ze mną, dość już starym i schorowanym... Posiadanie dzieci nie interesuje mnie zupełnie, a wszak z tej przyczyny ludzie łączą się w pary. Kobiety jednak lubię bo są ładne i są odmienne psychologicznie. Podam Ci przykład tego ostatniego: w pewnym zamku na belce siedział gołąb, no i jakaś dziewczyna zaczęła poić tego gołębia wodą nalaną do zakrętki od butelki... Inna dziewczyna zbierała z asfaltu ślimaki winniczki i odkładała je na trawę... To tylko dwa przykłady... Uważam że kobiety są bardzo fajne!!! ....ale już nie dla mnie.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24619
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Już nie mam siły

Post autor: cezary123 »

Te przykłady to jakieś przebłyski kobiecej idealnej delikatności, współczucia i życzliwości do całego świata. Ale to tylko przebłyski, czasem jak kobieta się zakocha, albo odczuje rzeczywistość macierzyństwa to biega i chciałaby uściskać cały świat. Niestety zaraz potem wraca zmora życia i ewolucji.

Awatar użytkownika
Pamal
zaufany użytkownik
Posty: 7381
Rejestracja: ndz gru 30, 2007 1:07 am

Re: Już nie mam siły

Post autor: Pamal »

To wszystko teorie. Może gdybyście spotkali odpowiednią osobę....

Sabinawa
zarejestrowany użytkownik
Posty: 14
Rejestracja: śr sie 15, 2018 12:15 pm

Re: Już nie mam siły

Post autor: Sabinawa »

@cezary123
Każdy ma jakieś doświadczenia. Wierz mi, że równie złą ocenę ja mogłabym wystawić mężczyznom. A świadectwem prawdomówności niech będzie moje 30-letnie wdowieństwo i całkowita niechęć do bliższych kontaktów z mężczyznami.
Rozumiem, że jesteś rozgoryczony z powodu zawodu, jaki sprawiła ci dziewczyna. Zapytam: czy ty nigdy jej nie zawiodłeś?
Nie wszystkie jesteśmy pazerne na pieniądze. Bywa, że i my z związku wychodzimy ogołocone materialnie i duchowo.
I wcale nie dotyczy to tylko osób chorych (na cokolwiek) ale każdego człowieka.
Pomyśl na przykład, jak może się czuć żona zdradzona i porzucona po 20, 30 latach małżeństwa? Pan idzie do małolaty, bo stara się zużyła. I w drugą stronę tez to działa, niestety.
Przykro mi, że doświadczyłeś zła, bądź w przyszłości może mniej ufny, dłużej sprawdzaj zanim się zaangażujesz. Życzę ci, abyś znalazł jak najlepszą żonę.

Wróć do „moje dziecko jest chore”