Mój chłopak...

Moderator: moderatorzy

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24657
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: cezary123 »

A jak on sam nie zechce dalej z Tobą być, to i tak wyjdziesz na swoje. Jeszcze lepiej będzie.

Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

Będę na pewno informować co się dzieje.
Póki co nie robię nic. To znaczy wysłałam mu wiadomość ze słowami wsparcia i wiary, zapewniłam że go nie opuszczę. Jeśli on nie toleruje nikogo w tej chwili, to nie będę naruszać jego przestrzeni. Nie potrafię tak. Czekam, przeczekam tę niewiadomą. Mocno czuję się odrzucona w tej chwili, może się ta sytuacja poprawi. To dopiero tydzień jak jest w szpitalu, a ja mam wrażenie że z miesiąc minął. Nie wiem jak będzie dalej. Przynajmniej osiem tygodni planowanego leczenia... Patrząc na staż naszego związku, to kupa czasu. Piękny test życie zafundowało.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24657
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: cezary123 »

Znam osoby, dla których byłbym w stanie wytrzymywać ich pobyty w szpitalu psychiatrycznym nawet gdyby przydarzały się co rok, a znam osoby, z którymi nie da się nawiązać takiej głębokiej więzi i mieć wspólnych celów. Pozostają obce i toksyczne dla mnie. Nie ma wspólnej duszy.
Życie bywa ciężkie. Kobiety rodzą dzieci niepełnosprawne i też chcą czy muszą kochać je już zawsze.
Wszystko zależy od wartości więzi z drugą osobą.
Gdybym sam musiał leczyć się na ciężkie choroby, kogo chciałbym widzieć przy sobie jako najbliższą osobę?
Parę lat temu, kiedy jeszcze byłem tak dziwnie (miłośnie) zdesperowany i nieuświadomiony czym grozi małżeństwo z osobą chorującą psychicznie rozmawiałem z bliskimi o tym problemie i usłyszałem coś takiego. "Jeżeli Twoja żona by zachorowała w trakcie związku, to tak, trzeba ją kochać, wspierać i być z nią. Ale jeżeli na etapie dobierania się w pary decydujesz się na obcą chorą zamiast poderwać sobie zdrową to niedobrze. Nic nie musisz. Jedna decyzja a zmienia całe długie życie i jego jakość".
Oburzyłem się, no bo przecież to i tak byłaby być może ta sama osoba i tak i tak chora, a choroba to tylko część życia, ale coś w tym jednak jest. Ludzie są sobie obcy i pozostaną obcy, rzadko kiedy relacja prowadzi do takiej miłości, że nie do pomyślenia byłoby, żeby to był ktoś inny.
Tak, to jest test, czy nasza osoba jest taka, że można zaryzykować dla niej dalszy bieg życia. Ktoś dla nas ryzykuje i wybiera i utrwala swoją historię a my dla niej.
Najważniejsza jest niezależność emocjonalna.
Libellula pisałaś, że odetchnęłaś z ulgą, bo zaczęłaś sobie wreszcie układać życie. Nie ma co opierać tej budowli egzystencji na drugim człowieku, na kimś innym. Związek najlepszy to dobrowolna i bezinteresowna relacja samowystarczalnych podmiotów.

Awatar użytkownika
Bright Angel
zaufany użytkownik
Posty: 5327
Rejestracja: ndz gru 10, 2006 11:40 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: Bright Angel »

libellula pisze: wt lip 25, 2017 8:56 pm Im dłużej ten związek trwał, tym on więcej pił. O paleniu już nawet nie mówię... Bardzo słaby to człowiek.
Obstawiam, że pił i palił, bo bał się powiedzieć Ci o schizofrenii.
Just remember that death is not the end. Heaven or hell? The choice is Yours.

Maniek1234
zaufany użytkownik
Posty: 1453
Rejestracja: pn gru 15, 2014 7:47 pm
Status: trener interpersonalny
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 560878

Re: Mój chłopak...

Post autor: Maniek1234 »

moge byc twoim nowym chlopaczkiem bo juz mnie glowa boli ?
jestem urodzonym przywodca
"Kto nie wygra sam ze sobą, ten nie zwycięży nigdy"
bylem juz na piensku siedmiu piekiel ale teraz...chyba sie nawet nie spoce...

Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

Pora chyba tworzyć obraz przyszłości bez niego. Trzeci tydzień jego pobytu w szpitalu. Innego kontaktu, niż pisanie do niego smsów, nie miałam. I dziś też napisałam, a on w końcu odpisał. Doskonale się czuje z tą swoją wizją świata ewidentnie, i jaki to on nie jest wspaniały a ja niegodna jego wspaniałości. Mało czasu minęło w sumie, leczenie jeszcze potrwa trochę. Ale ile razy ja mam jeszcze dowiadywać się że to koniec, ubrane w różne słówka. Ja tak nie potrafię...

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24657
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: cezary123 »

libellula pisze: i jaki to on nie jest wspaniały a ja niegodna jego wspaniałości.
A dla dziewczyny w depresji bywa to zabójcze.
Tymczasem mogą to być tylko jego objawy.
Mówię ciągle ludziom, że związek i w ogóle życie z osobą zaburzoną czy chorą psychicznie jest niesamowicie trudny, ale oni nie wierzą, dopóki sami się nie przekonają. Ale przecież w miłości nie zawsze jest łatwo i przyjemnie. Sama musisz wiedzieć co robić.

Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

Wiesz co, ja właściwie to widzę teraz. Tak się przyzwyczaiłam do tej depresji, ale ja chyba jej już nie mam. Nie czuję się jakoś specjalnie skrzywdzona przez te jego słowa. Znam swoją wartość, wiem ile mu dałam przez te 10 miesięcy, za dużo, dużo za dużo. Boli mnie, że on tak lekko sobie teraz rezygnuje z tego. Możliwe, że to właśnie objawy. Ale cóż. Tracę nadzieję. Moim problemem jest to, że nie potrafię zabiegać o kontakt. Jak ktoś mnie odrzuca to odchodzę po cichu. I teraz też to czuję, tylko doszło krwawiące wciąż serce.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24657
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: cezary123 »

A tak w ogóle to ten chłopak potrzebny jest Ci do życia, do rozwoju, do jakichś planów i realizacji sukcesu, czy potrafisz żyć bez niego?

Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

Nauczyłam się sama egzystować. Do ludzi mnie nigdy nie ciągnęło, a brak kontaktu z ludźmi nie jest dobry. Serio, mam 32 lata i dopiero z nim jakoś zaczęłam z tego życia korzystać. Zaczęło mi się chcieć, mobilizował mnie do ruchu, do działania. Zaczęłam wychodzić z domu, nie tylko do pracy. No i podobieństwo charakterów, zainteresowania, ogólne dopasowanie. Trochę robi mi się słabo jak myślę, że znowu ta samotność ma wrócić.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24657
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: cezary123 »

Może wróci mu odpowiedzialność i pamięć o Tobie jak psychoza minie. Poczekaj trochę jeszcze, on teraz nie jest sobą.
Samotność na pewno Cię nie czeka. Z pewnością mnóstwo mężczyzn szuka związku i miłości, ale wiadomo jak to jest, kiedy ciągle myśli się o osobie, w której było się do tej pory zakochanym.

Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

Czekam. Ale nie będę zabiegać już o kontakt z nim. Leczenie miało trwać 8 tygodni początkowo, więc to nawet nie jest połowa.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24657
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: cezary123 »

No to mamy dylemat nie z tej Ziemi - czy należy być wiernym/wierną, osobie chorującej psychicznie.
Zdaję sobie sprawę, że to jest czasem ponad ludzkie siły, ale jeżeli gdzieś tam jeszcze tli się uczucie to..

Awatar użytkownika
Ralf
zaufany użytkownik
Posty: 11824
Rejestracja: sob maja 14, 2011 7:23 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: Ralf »

Powodzenia!
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości"
"Nie widzę gwiazd, lecz muszę trwać"

Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

Oczywiście, że trzeba być wiernym/wierną każdemu kogo się kocha! Nie skreślam go bo zachorował. Ja też jestem chora, ale niezdiagnozowana. Fobia społeczna i depresja. Wiem o tym, walczę ze słabościami, idę do przodu w swoim tempie. Teraz po prostu przestanę się z nim kontaktować, tak jak mnie o to poprosił/zażądał w ostatniej wiadomości. Nie wiem jaka będzie jego wola potem i czy on w ogóle wróci do tej "nieprawdy". A jeśli tak, to kiedy? Czy zrozumie, że ten jego "wspaniały" świat jest w jego głowie. Ja go kocham, na prawdę. Ale nie jestem masochistką. Na kolana nie padnę, błagać nie będę. Poczekam jeszcze, cierpliwość jeszcze mam. Jak się ogarnie, zrozumie, że jest chory, że musi się leczyć, to zobaczymy. Jak tego nie zrobi, to nie będzie dobrze. Ale jakoś przestaje mi już zależeć. Może być dobrze i bez niego. Z czasem na pewno.

Awatar użytkownika
zdrowy
zaufany użytkownik
Posty: 483
Rejestracja: ndz wrz 25, 2011 11:07 pm
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Toruń

Re: Mój chłopak...

Post autor: zdrowy »

Przeczytałem pierwszy post i dosłownie kopara mi opadła. Najlepiej to sobie kartkę napiszę na głowie jak będę poznawał kogoś, choruję na schizofrenie. Może chciał Ci powiedzieć? ale się bał, że zostanie odrzucony? Sam bym się nie przyznał od razu, ale po jakimś czasie znajomości. Też nie miałem ochoty się z nikim kontaktować. Nawet z Nią. Toć to wstyd trafić do szpitala psychiatrycznego.. a jeszcze niech stwierdzą chorobę jakąś, a schizofrenie to już tylko wariaci mają i w wariatkowach siedzą. Serio mówię. Takie było moje podejście do tego tematu. No bo przecież ja nie jestem chory , jestem zdrowy. W obecnej sytuacji możesz go wspierać. Jako dziewczyna możesz go odwiedzać nawet chyba.. tak było w moim przypadku. Jeśli nie chce kontaktu to trzeba cierpliwości... nie godzin lub dni a miesięcy lub lat by zrozumieć, że jest się chorym.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24657
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: cezary123 »

zdrowy pisze: Może chciał Ci powiedzieć? ale się bał, że zostanie odrzucony?
Ale z chłopakiem Libelluli jest jeszcze jeden problem.
Nie wiadomo na jakim poziomie była więź i relacja. Teraz tak jakby się sam wycofywał i nie chciał a nawet patrzył z wyższością na nią.
Gdyby powiedział na trzeźwo, przed wybuchem psychozy a ona zaakceptowała, to powinien być niesamowicie wdzięczny. Wszystko pewnie by się potoczyło łagodniej, normalniej i nikt by nie rozdmuchiwał sprawy.

Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

zdrowy pisze: czw sie 10, 2017 10:34 pm Może chciał Ci powiedzieć? ale się bał, że zostanie odrzucony? Sam bym się nie przyznał od razu, ale po jakimś czasie znajomości.
Ile to jest "nie od razu, ale po jakimś czasie znajomości"?

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24657
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: cezary123 »

A Ty Libellula kiedy byś powiedziała zdrowemu chłopakowi, że masz psychiatryczną przeszłość i na przykład diagnozę schizofrenii?
Wyobraźmy sobie taką sytuację.

Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

Przeszłość mam mało pociągającą. Depresja uderzyła kiedy byłam nastolatką, zawaliłam szkołę. I powiedziałam mu o tym po około trzech miesiącach znajomości. To jest dla mnie bolesne i piętnujące, mimo że braki nadrobiłam. Opowiedziałam mu co się ze mną działo w najgorszym okresie, głos mi się łamał, wstyd mi było, niepewność czy się nie zrazi do mnie była duża, ale uznałam że skoro chcę z tym człowiekiem tworzyć związek, to muszę być szczera.

Wróć do „mój partner jest chory”