Mój chłopak...

Moderator: moderatorzy

Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

Teraz to najbardziej mnie interesuje ile ta psychoza może u niego trwać i w jakim on w ogóle jest stanie. Nic nie wiem. No i co będzie potem, co z jego pracą? Oj nie będzie to łatwy czas. A miało być pięknie. On sam sobie krzywdę zrobił, za dużo miał na głowie, za dużo sobie celów narzucił na raz. Poza tym nie brał leków, w ogóle ani jednej tabletki nie przyjął. No i kolejny problem - alkohol, dużo w ostatnim czasie. Jeśli to wszystko skończy się pozytywnie dla nas, to ciężka batalia przede mną, ale podołam jeśli będzie współpracował. Tej walki się nie boję, tylko niech zaakceptuje swoją rzeczywistość.
Nie potrafię spać przez to wszystko.
Awatar użytkownika
Dreamer
zaufany użytkownik
Posty: 177
Rejestracja: ndz lip 26, 2015 1:44 pm

Re: Mój chłopak...

Post autor: Dreamer »

.
Ostatnio zmieniony czw wrz 21, 2017 7:04 pm przez Dreamer, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

On mi nic nie powiedział, zupełnie nic. Chciałam jego mamę wypytać trochę, ale wyszła dziś sytuacja z tym szpitalem nagle i nie chciałam jej już męczyć za bardzo. Dla niej to też ciężki czas. To jest przynajmniej drugi raz. Nie wiem kiedy to się zaczęło / kiedy ostatni raz mu się to przydarzyło.
cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 25337
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: cezary123 »

libellula pisze: czw lip 20, 2017 11:34 pm No i co będzie potem, co z jego pracą?
A będziesz zarabiała sama przez pewien czas. Widzisz w tym jakiś problem, nie jesteś niezależna finansowo?
libellula pisze: Prędzej czy później zaczną się pytania o związek, jak powiem co się dzieje to "dobre rady" żeby uciekać gdzie pieprz rośnie nie będą miały końca.Wolałabym tę wiedzę zachować dla siebie, przynajmniej dopóki sytuacja trochę się nie wyklaruje. Czuję, że mogłabym mu pomóc.
Jak rozpowiesz wśród znajomych, to uprzedzenia Was zniszczą.
Jeżeli zachowasz dla siebie, to i tak się dowiedzą, ale skończyć się może na tym, że Twój partner jest jakiś dziwny. Musicie to rozpatrywać już do końca życia tylko sami, we dwoje i z lekarzem.
Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

Ja pracuję. Na dwoje nas nie zarobię przy mojej pracy. Ale my póki co nawet jeszcze nie zamieszkaliśmy razem, takie były plany nieodległe.
cezary123 pisze:Jak rozpowiesz wśród znajomych, to uprzedzenia Was zniszczą.
Dlatego właśnie nie chcę mówić nikomu. Rodzina by mnie wyklęła i pewnie uznała za niepoczytalną. Jeden schizofrenik już w rodzinie jest, ciężki przypadek, mąż cioci. A ja dobrowolnie chcę być w związku z innym obarczonym tym problemem... Dlatego teraz wszystko zależy od tego, czy mój schizofrenik będzie chciał z tym walczyć na poważnie.
Podwójna trudność, poradzić sobie z cierpieniem i nie pokazać tego na zewnątrz.
Awatar użytkownika
Dreamer
zaufany użytkownik
Posty: 177
Rejestracja: ndz lip 26, 2015 1:44 pm

Re: Mój chłopak...

Post autor: Dreamer »

.
Ostatnio zmieniony czw wrz 21, 2017 7:03 pm przez Dreamer, łącznie zmieniany 1 raz.
SaraM
zarejestrowany użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: pt lip 21, 2017 12:14 pm

Re: Mój chłopak...

Post autor: SaraM »

Kochana autorko, jeśli moge Cię jakoś pocieszyć, to powiem tak: olej to, co on teraz wygaduje. Jestem żoną schizofrenika, te teksty znam doskonale.moj mąż w psychozie chciał rozwodu, ja bylam najgorsza, "zawiódł się", "nie ufał mi" i tego typu rzeczy. Odstawil leki i była jaaaazda. Szpital, wygadywanie głupot, leki zaczną dzialac po ok 4 tyg, u mojego 5 tyg. Zaznaczę, że jestem osobą baaardzo silną psychicznie. Nawet jego lekarze tak uwazają. Swoje przeszłam, jestem po rozwodzie i powiem tak: osoba zdrowa na umyśle moze rowniez doatarczyc mega kłopotów. Wierz mi. Moj maż schizofrenik kiedy jest na lekach, zachowuje się normalnie. Ma jakies tam swoje stany, ale ogarnia sytuację. Nie ma ludzi bez wad. Zdrowi tez mają swoje za uszami. Moja rada: jesli go kochasz, uspokoj sie. Cierpliwosci. Ale musisz byc bardzo odporna i silna, jesli wiesz, że nie dasz rady, odpuśc ten zwiazek. Musisz byc osobą bardzo twardo stąpajaca po ziemi, zeby nie dac wciagnac sie w jego inne postrzeganie rzeczywistosci w psychozie. Ja jestem realistką, nie poddaję sie jego stanom i nic mi nie jest w stanie wmówić. Tak, jak piszą tutaj, przytakuj, bo nie przegadasz gdy on jest w psychozie. I to nie ma nic wspolnego z cierpiętnictwem. On Ci za to podziękuje. Tak jak mój mąż mi. Wyszedł z psychozy i bylo mu glupio z powodu tego, co nawyprawiał. Ale jest warunek, o ktorym pisałam: jesli jestes z natury silną osobą to nie bedzie problemu. A jesli nie, to daj sobie spokoj. Piszesz, ze masz depresję... Mozesz nie wytrzymać, po prostu inaczej bedziesz odbierała jego słowa, niz taka osoba, jak ja. Jestem calkowicie zdrowa i do tego odporna. W kazdym razie jesli kochasz i jestes silna, to dasz radę. Pozdrawiam.
Awatar użytkownika
bertha
zaufany użytkownik
Posty: 981
Rejestracja: ndz cze 16, 2013 8:38 pm

Re: Mój chłopak...

Post autor: bertha »

libelulla, Tak tyle watkow, kazdy podobny…. ale brak happy endu………………………!!
"Nadzieja przychodzi do czlowieka wraz z drugim czlowiekiem"
Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

Czy jestem silna? Jestem, tak myślę. Dużo się napracowałam nad sobą, mam wyrobione poczucie własnej wartości, znam siebie. Gadanie mnie nie złamie już, może podłamie na tyle że się wycofam co najwyżej. Ale to coś innego. Zaufałam drugiej osobie, wyszłam z mojej znajomej pieczary, otwarłam się, pokochałam... A z natury jestem bardzo zamknięta w sobie, na prawdę bardzo. Nie wiem czy uda mi się to odbudować tak szybko. To co wygadywał mnie nawet nie wystraszyło, jak już zorientowałam się z czym się mierzę to zrozumiałam że nie wie co mówi. On tylko mówił, nawet mnie nie wyzywał, nie jest agresywny, wpadł głęboko w swoje poplątane myśli. Szereg innych objawów też miał wcześniej, ale jak pytałam co się dzieje to mnie zbywał, "wszystko dobrze, tylko zmęczony jestem pracą". Poza tym działa u mnie to przekonanie, że on jakby mnie ostrzegł co się może wydarzyć. Wielokrotnie, przy każdej okazji powtarzane: "kocham cię i to jest prawda", tego się trzymam. Żebym ja jeszcze wiedziała co się dzieje teraz. Ostatni raz rozmawiałam z nim w sobotę, ostatni sms od niego przyszedł w poniedziałek. Odciął się ode mnie, nie chciał ze mną rozmawiać w ogóle. To mnie boli. Kiedy stan mu się poprawi, kiedy zacznie myśleć logicznie, może wróci, może będzie chciał. Nie wiem co będzie. Wiem za to, że ja mogę mu dać dużo tak jak on może dać dużo mi. I mam nadzieję, że jednak się to ułoży pomyślnie. Łatwo nie będzie, ale nigdy nie jest. "Normalne" związki, "normalnych ludzi" często kończą się rozwodami, tragediami i problemami w życiu. Schizofrenia to poważny problem, ale jeśli zostałaby ujarzmiona i oswojona to dam radę. Na prawdę dobrze się dogadywaliśmy, rozumieliśmy się, było dobrze. Niech on wróci do tej rzeczywistości.
Dziś mnie dołek męczy. Dobrze, że w pracy luzy. Cieszę się, że znalazłam to forum. Czytam co piszecie, sama trochę popiszę co mi na leży na sercu, odrobinę lżej się robi.
Awatar użytkownika
wowo
zaufany użytkownik
Posty: 5243
Rejestracja: wt maja 28, 2019 10:30 pm
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9697465

Re: Mój chłopak...

Post autor: wowo »

Jeśli wytrwasz przy nim a on wejdzie w stan remisji to ci podziękuje.
Awatar użytkownika
bertha
zaufany użytkownik
Posty: 981
Rejestracja: ndz cze 16, 2013 8:38 pm

Re: Mój chłopak...

Post autor: bertha »

wowo21975 pisze: pt lip 21, 2017 10:33 pm Jeśli wytrwasz przy nim a on wejdzie w stan remisji to ci podziękuje.
Hmmm….czyzby…?!

Chcialam trwac, wspierac, wiedzialam ze bede umiala pomoc mu. Nie wyszlo, nie chcial mnie.….Byl juz z kims innym.
"Nadzieja przychodzi do czlowieka wraz z drugim czlowiekiem"
cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 25337
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Post autor: cezary123 »

A tutaj albo Libellula odejdzie od niego albo on od niej. Potem ktoś inny znajdzie się w tej samej sytuacji. Miłość a choroba psychiczna. Problem jest dosyć ciężki i przykry.
Awatar użytkownika
bertha
zaufany użytkownik
Posty: 981
Rejestracja: ndz cze 16, 2013 8:38 pm

Re: Mój chłopak...

Post autor: bertha »

cezary123 pisze: pt lip 21, 2017 11:31 pm A tutaj albo Libellula odejdzie od niego albo on od niej.
On odejdzie od niej. I wtedy... umiera nadzieja!!
"Nadzieja przychodzi do czlowieka wraz z drugim czlowiekiem"
Awatar użytkownika
wowo
zaufany użytkownik
Posty: 5243
Rejestracja: wt maja 28, 2019 10:30 pm
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9697465

Re: Mój chłopak...

Post autor: wowo »

bertha pisze: pt lip 21, 2017 11:20 pm
wowo21975 pisze: pt lip 21, 2017 10:33 pm Jeśli wytrwasz przy nim a on wejdzie w stan remisji to ci podziękuje.
Hmmm….czyzby…?!

Chcialam trwac, wspierac, wiedzialam ze bede umiala pomoc mu. Nie wyszlo, nie chcial mnie.….Byl juz z kims innym.
Bywa i tak.
Awatar użytkownika
bertha
zaufany użytkownik
Posty: 981
Rejestracja: ndz cze 16, 2013 8:38 pm

Re: Mój chłopak...

Post autor: bertha »

wowo21975 pisze: pt lip 21, 2017 11:36 pm
bertha pisze: pt lip 21, 2017 11:20 pm
wowo21975 pisze: pt lip 21, 2017 10:33 pm Jeśli wytrwasz przy nim a on wejdzie w stan remisji to ci podziękuje.
Hmmm….czyzby…?!

Chcialam trwac, wspierac, wiedzialam ze bede umiala pomoc mu. Nie wyszlo, nie chcial mnie.….Byl juz z kims innym.
Bywa i tak.
Jak to latwo sie pisze.............................
"Nadzieja przychodzi do czlowieka wraz z drugim czlowiekiem"
Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

bertha pisze:
cezary123 pisze: pt lip 21, 2017 11:31 pm A tutaj albo Libellula odejdzie od niego albo on od niej.
On odejdzie od niej. I wtedy... umiera nadzieja!!
Och proszę, nie zrzucaj na mnie Bertho droga Swojego losu. Co będzie to się okaże. Ale ja to nie Ty, a mój chłopak to nie ten, który zostawił Ciebie. Bardzo Ci współczuję, przeczytałam Twój wątek. Los jest podły, wiem.

Liczę się z tym, ze mogę czekać i czekać, a okaże się że i tak nic z tego nie będzie. Ale nie myślę tak. Mam nadzieję, że on wyjdzie z tej psychozy i wróci.
Awatar użytkownika
bertha
zaufany użytkownik
Posty: 981
Rejestracja: ndz cze 16, 2013 8:38 pm

Re: Mój chłopak...

Post autor: bertha »

Nie wspolczuj mi. Mam sie dobrze!! To byly jego decyzje. Ktos nieodpowiedzialny pojawil sie na mojej drodze to wszystko. Bylo… minelo….

Kiedys napisal ze stracil sens zycia...
"Nadzieja przychodzi do czlowieka wraz z drugim czlowiekiem"
Awatar użytkownika
bertha
zaufany użytkownik
Posty: 981
Rejestracja: ndz cze 16, 2013 8:38 pm

Re: Mój chłopak...

Post autor: bertha »

Widze, ze wybierasz sobie pozytywne odpowiedzi, ale jest jeszcze druga strona- ta najbardziej prawdopodobna, o ktorej napisalam.

I jesli czytalas wszystkie watki jak piszesz to powinnas wiedziec o tym.
"Nadzieja przychodzi do czlowieka wraz z drugim czlowiekiem"
Awatar użytkownika
libellula
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Post autor: libellula »

Jestem świadoma wszystkich możliwych finałów tej sprawy. Ale fakt, skupiam się na tych optymalnych dla nas obojga. Myślenie przyciąga zdarzenie.
Awatar użytkownika
bertha
zaufany użytkownik
Posty: 981
Rejestracja: ndz cze 16, 2013 8:38 pm

Re: Mój chłopak...

Post autor: bertha »

Mozna myslec optymistycznie i wszystko wkolo widziec na zielono...ale zycie I tak idzie swoim torem!
"Nadzieja przychodzi do czlowieka wraz z drugim czlowiekiem"

Wróć do „mój partner jest chory”