Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

właściwa organizacja opieki nad chorymi

Moderator: moderatorzy

diabeł zły doradca
zarejestrowany użytkownik
Posty: 19
Rejestracja: pn sty 11, 2021 6:41 pm
płeć: mężczyzna

Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: diabeł zły doradca »

Jaka jest szansa, że jak zdrowa osoba zacznie udawać przy psychiatrze że słyszy głosy, ma urojenia, zacznie pierdolić że widzi obcych i czuje się obserwowana to jej zdiagnozują schizofrenię?

Awatar użytkownika
coś
zaufany użytkownik
Posty: 217
Rejestracja: pt lut 17, 2017 2:14 pm
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: coś »



Dla własnego zdrowia , lepiej nie udawaj.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24861
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: cezary123 »

Najciekawszy jest ten drugi etap eksperymentu, kiedy Rosenhan zgadza się na niby powtórzenie sytuacji z innymi uczestnikami a naprawdę tym razem żadnych nie wysyłał. Szpitale za to wykryły tym razem kilkunastu "symulantów". Pewnie pod presją kolejnego ośmieszenia się lekarze zasugerowali się czymkolwiek, żeby tylko coś wyszło.
Prawdziwi chorzy wyczuwali symulantów, może przez porównywanie swoich ograniczeń i zachowań z brakiem cierpień u tamtych. To da się odczuć, że ktoś obok nas nie cierpi tak samo, nie ma zaburzeń świadomości, lęków, zakłóceń itd. Prawdopodobnie błąd tkwił w procedurach i metodach lekarzy. No i ten element miejsca - szpitala, gdzie nie da się być normalnym.


"W 1973 Rosenhan opublikował "On Being Sane in Insane Places"[2], jeden z najbardziej poczytnych artykułów w dziedzinie psychologii. W artykule przedstawiono szczegóły eksperymentu Rosenhana. Obaj z Martinem Seligmanem wierzyli, że istnieje siedem głównych cech nieprawidłowości: cierpienie; niezdolność do dostosowania, sugestywność i pozbawienie konwencji, nieprzewidywalność i brak kontroli, irracjonalność i niezrozumiałość, dyskomfort obserwatora, oraz łamanie norm moralnych i ideałów[3]".
https://pl.wikipedia.org/wiki/David_Rosenhan


"Ukrytą cechą charakterystyczną diagnozy psychiatrycznej jest umieszczanie źródeł
aberracji w samej jednostce, a niezwykle rzadko w zespole bodźców, które na nią działają.
Zgodnie z tym zachowania stymulowane przez otoczenie zazwyczaj mylnie przypisuje się
zaburzeniom pacjenta. Na przykład pewna życzliwa pielęgniarka zobaczyła, jak pseudopacjent
przemierzał długie korytarze szpitalne. „Jest pan zdenerwowany?” zapytała. „Nie, nudzi mi się”,
padła odpowiedź.
Notatki prowadzone przez pseudopacjentów zawierają liczne opisy zachowań pacjentów
błędnie interpretowanych przez personel mający jak najlepsze intencje. Dosyć często pacjent
„dostawał szału”, bo został umyślnie lub nieumyślnie źle potraktowany przez, na przykład,
salowego. Przechodząca pielęgniarka rzadko i zwykle pobieżnie pytała o przyczyny jego
zachowania. Zakładała raczej, że jego rozdrażnienie wynika z choroby, a nie z wzajemnego
oddziaływania na siebie ludzi na oddziale. Czasami personel przypuszczał, że to rodzina pacjenta
(zwłaszcza jeśli ostatnio go odwiedzała) lub inni pacjenci mogli być powodem tych wybuchów.
Nigdy natomiast personel nie dopuścił do siebie myśli, że to ktoś z nich albo struktura szpitala
mogła wywołać rozdrażnienie pacjenta. Pewien psychiatra wskazał na grupę pacjentów siedzącą
u wejścia do jadalni pół godziny przed obiadem. Powiedział grupie młodych praktykantów, że
takie zachowanie jest charakterystyczne dla oralnego charakteru tego syndromu. Najwyraźniej
nie przyszło mu do głowy, że w szpitalu poza posiłkami niewiele jest, rzeczy, na które można
czekać.
Etykieta psychiatryczna żyje własnym życiem. Kiedy raz sformułuje się pogląd, że dana
osoba jest schizofrenikiem, oczekuje się, że będzie się zachowywała jak schizofrenik. Po upływie
dostatecznie długiego czasu, w którym pacjent nie zachowuje się w dziwaczny sposób, uznaje
się, że jest on w okresie remisji i można go wypisać ze szpitala. Ale etykieta działa też poza
szpitalem i kryje się za nią nie potwierdzone przypuszczenie, że pacjent kiedyś się znów zachowa
jak schizofrenik. Takie etykiety, nadawane przez zawodowych psychiatrów, mają silny wpływ na
pacjenta, podobnie jak i na jego krewnych i znajomych, toteż nie powinno nikogo dziwić, że
diagnoza działa na nich wszystkich jak samosprawdzająca się hipoteza. W końcu sam pacjent
akceptuje diagnozę z wszystkimi jej dodatkowymi znaczeniami oraz oczekiwaniami i stosownie
do niej się zachowuje.
Wnioski, które się tu nasuwają, są oczywiste. Podobnie jak Zigler i Phillips wykazali, że
istnieje olbrzymia zbieżność między objawami pacjentów o różnych diagnozach, tak też istnieje
olbrzymia rozbieżność między zachowaniami zdrowych psychicznie i chorych psychicznie.
Zdrowi psychicznie nie są „zdrowi” przez cały czas. Wpadamy w złość „bez żadnego istotnego
powodu”. Czasem ogarnia nas depresja czy niepokój, znów bez żadnego istotnego powodu.
Czasem z trudem dochodzimy z kimś do porozumienia - i znów nie umielibyśmy podać żadnego
powodu. Podobnie chorzy psychicznie nie zawsze są chorzy. „Pseudopacjenci, przebywając
wśród nich, odnosili wręcz wrażenie, że prawdziwi pacjenci są przez długie okresy zdrowi i że
dziwaczne zachowanie, na którym opierały się postawione im diagnozy, stanowiło jedynie
niewielki procent całości ich, zachowania. Tak jak nie ma większego sensu określać siebie jako
osobę permanentnie depresyjną z powodu przypadkowej depresji, tak też stawianie wszystkim
pacjentom diagnozy chorych psychicznie lub schizofreników na podstawie dziwacznych
zachowań czy percepcji wymaga lepszych dowodów niż te, którymi psychiatria obecnie
dysponuje. Wydaje się bardziej pożyteczne to, co proponuje Mischel: ograniczenie naszych
rozważań do zachowań, bodźców, które je prowokują, i ich korelatów.(...)

Doświadczenie hospitalizacji psychiatrycznej
Pojęcie „choroba psychiczna” istnieje od niedawna. Ukuli je ludzie o humanitarnych
intencjach, którzy bardzo pragnęli zmienić status ludzi z zaburzeniami psychicznymi (i zdobyć
dla nich powszechne współczucie) ze statusu czarownic i „wariatów” na status chorych
somatycznie. Trzeba przyznać, że częściowo im się to udało, gdyż w ciągu wielu lat stosunek do
chorych psychicznie z pewnością zmienił się na lepsze. Ale mimo że stosunek .ten poprawił się,
mam duże wątpliwości, czy ludzie naprawdę traktują chorych psychicznie tak samo, jak chorych
somatycznie. Złamana noga się zrasta, ale choroba psychiczna rzekomo trwa wiecznie. Złamana
noga nie budzi strachu osoby postronnej, ale obłąkany schizofrenik? Zebrano już niezliczone
dowody na to, że postawę wobec chorych psychicznie charakteryzuje strach, wrogość, nieufność,
podejrzliwość i przerażenie. Chorzy psychicznie są dla społeczeństwa jak gdyby dotknięci
trądem.
Fakt, że taki stosunek cechuje całą populację, jest nie tyle zaskakujący, co niepokojący. Ale
znacznie bardziej niepokojące jest to, że podobny stosunek przejawiają ludzie zawodowo
związani z psychiatrią: salowi, pielęgniarze, lekarze, psychologowie i pracownicy socjalni,
zarówno dlatego, że w ich wypadku taki stosunek jest ewidentnie szkodliwy, jak i dlatego, że
wypływa on z ich nieświadomości. Większość ludzi związanych zawodowo z tą dziedziną
utrzymuje, że odnosi się do chorych psychicznie ze współczuciem, że ani ich nie unika, ani nie
jest do nich nastawioną wrogo. Istnieje jednak większe prawdopodobieństwo, że ich relacje z
pacjentami psychiatrycznymi cechuje pełna ambiwalencja, a nastawienia, do których się
przyznają, stanowią tylko część ich całościowego stosunku do pacjentów. Można więc mówić o
postawie negatywnej i łatwo ją zauważyć. Taka postawa nie powinna nas dziwić. Wynika ona w
sposób naturalny z etykiet nadawanych pacjentom i z charakteru zakładów, w których się
znajdują.
Proszę się zastanowić nad strukturą typowego szpitala psychiatrycznego. Personel jest
wyraźnie odseparowany od pacjentów. Ma własne pomieszczenia, łącznie ze stołówką,
łazienkami i miejscem zebrań. W każdej świetlicy znajduje się oszklone pomieszczenie dla
personelu, które pacjenci nazywają „klatką”. Personel wychodzi z niej przede wszystkim w
celach nadzoru nad pacjentami - żeby podać leki, przeprowadzić terapię albo zebranie grupy,
żeby pouczyć pacjenta albo udzielić mu nagany. Poza tym personel zajmuje się swoimi
sprawami, jak gdyby zaburzenia, które nakładają na nich pewne obowiązki, były zaraźliwe".

David L. Rosenhan
O ludziach normalnych
w nienormalnym otoczeniu
W: Przełom w psychologii, red. Jankowski K, Czytelnik, Warszawa 1978

http://www.survival.infocentrum.com/s/n ... czeniu.pdf

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24861
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: cezary123 »

diabeł zły doradca pisze: pn mar 01, 2021 3:47 am Jaka jest szansa, że jak zdrowa osoba zacznie udawać przy psychiatrze że słyszy głosy, ma urojenia, zacznie pierdolić że widzi obcych i czuje się obserwowana to jej zdiagnozują schizofrenię?
Obcych to nie, bo na to akurat się nie nabiorą. Świętych, bogów, zmarłych, nieokreślone siły nieczyste albo czyste a najlepiej, żeby chory sam twierdził, że jest świętym, zbawicielem albo ma misję zleconą mu z nieba i już jest przemieniony :angelic-cyan:

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24861
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: cezary123 »

Albo owe odczucie pustki, potępienia, ale to już naprawdę nieprzyjemne :evil:

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24861
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: cezary123 »

A tak w ogóle, to dlaczego zależy Ci na tej diagnozie? Dla renty?
Spróbuj, ale lepiej bez szpitala. :)

pycioslawa
moderator
moderator
Posty: 3295
Rejestracja: sob cze 13, 2020 12:55 am
Status: zawodowy obibok

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: pycioslawa »

Gorzej jak schizoafekt zdiagnozują bo na to renty nie ma. xd

Awatar użytkownika
Catastrophique
bywalec
Posty: 13572
Rejestracja: pt maja 24, 2013 8:49 pm
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Wawa <3

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: Catastrophique »

Torenty? O Wy piraty jedne ;).
Życie jest przygodą dla odważnych albo niczym. | Nothing is impossible | Semper in altum

Awatar użytkownika
coś
zaufany użytkownik
Posty: 217
Rejestracja: pt lut 17, 2017 2:14 pm
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: coś »

Symulant kilka dni po przyjęciu do szpitala i informacji że spędzi w tym miejscu kilka miesięcy zaczął udowadniać , że jest zdrowym człowiekiem ;) Ale nikt mu nie uwierzył xd

Awatar użytkownika
klucz żurawi
zaufany użytkownik
Posty: 784
Rejestracja: ndz paź 07, 2018 8:17 am
Status: cios z karata
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: klucz żurawi »

Mi się zdarzyło parenaście razy w ciągu tych 13 lat rozmów z panią psychiatrą, pomyśleć "ona jest zła o to, że nie potrafię zachowywać się jak schizofrenik. Bóg wybrał dla mnie szpital, bo z rentą mogę skupić się na misji, jakakolwiek ona by nie była. I powinienem lepiej udawać chorego"

Awatar użytkownika
tylkoktoś
zaufany użytkownik
Posty: 582
Rejestracja: czw lis 19, 2020 4:22 pm

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: tylkoktoś »

W szpitalach widziałem wielu symulantów,nie wiem jak ich diagnozują,i na jakiej podstawie że są chorzy.
Ktoś musi im w to uwierzyć.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24861
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: cezary123 »

Otoczenie czyni wszystko. Gdzie się pojawisz, w jakim środowisku, to tam będziesz zaklasyfikowany.
Był taki odcinek serialu komediowego "13 posterunek", gdzie wystarczyło tylko oczekiwanie otoczenia na pojawienie się z wizytą określonych ludzi i wzięto za psychiatrów osoby chorujące a za chorych - psychiatrów, którzy przypadkiem się spóźnili :mrgreen: .

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24861
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: cezary123 »

A poza tym to kolejny argument, żeby nic nikomu nie mówić o swoich chorobach realnych czy fikcyjnych.
W eksperymencie Rosenhana ochotnikom biorącym udział w tym wszystkim zmieniono tylko dane osobowe, żeby później nie mieli problemów z powodu tej wystawionej im tam diagnozy, uprzedzeń itd.
Reszta faktów z ich życia była zgodna z prawdą, normalne przeciętne losy, a przecież zupełnie inaczej były interpretowane podczas obserwacji, diagnozowania i leczenia. Wszystko można było podciągnąć pod nienormalność, zaburzenia i chorobę.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 24861
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: cezary123 »

To samo czasem robi środowisko na szkodę Bogu ducha winnych ludzi, po epizodach, chwilowych kryzysach itd.

Awatar użytkownika
Sportowiec
bywalec
Posty: 969
Rejestracja: wt paź 20, 2020 8:36 pm
Status: Student
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Zmęczenie i przeciążenie

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: Sportowiec »

Nieopłaca się symulować schizofrenii, bo to problemy z ZUS & policją!
ZUS to hajs! Bølmo und Northampton and Torquay są znane! :eusa-violin: :angelic-grayflying:
Erling Braut Håland to będzie bardzo dobry piłkarz! New æra of evolusjon? Hjernescan! Min real navn er død råtten drømmer! Morbus mortalis + amentia!

grow up
bywalec
Posty: 557
Rejestracja: czw paź 01, 2020 2:14 pm
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: grow up »

Sportowiec pisze: pn mar 01, 2021 8:44 pm Nieopłaca się symulować schizofrenii, bo to problemy z ZUS & policją!
Od czego masz excela?
*

Awatar użytkownika
AcidHouse
bywalec
Posty: 1714
Rejestracja: czw lis 14, 2019 10:45 pm
Status: Stara szkoła
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Genewa

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: AcidHouse »

diabeł zły doradca pisze: pn mar 01, 2021 3:47 am Jaka jest szansa, że jak zdrowa osoba zacznie udawać przy psychiatrze że słyszy głosy, ma urojenia, zacznie pierdolić że widzi obcych i czuje się obserwowana to jej zdiagnozują schizofrenię?

Ty w ogóle za dużo pytasz.
Taki chętny po leki, zapraszam
Wieczny student

Awatar użytkownika
tylkoktoś
zaufany użytkownik
Posty: 582
Rejestracja: czw lis 19, 2020 4:22 pm

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: tylkoktoś »

Zbytnia pewność siebie i wszystkich swoich poglądów jest często zgubne.
Mieć wątpliwości to ciągła chęć rozwoju.
Niech pyta ,tylko głupi nie pyta.

paulus318
zaufany użytkownik
Posty: 502
Rejestracja: pt lut 01, 2019 1:52 am
płeć: mężczyzna

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: paulus318 »

Są jeszcze inne badania potwierdzające chorobe.Ja chyba miałem badania krwi,ale już nie pamiętam.

pycioslawa
moderator
moderator
Posty: 3295
Rejestracja: sob cze 13, 2020 12:55 am
Status: zawodowy obibok

Re: Czy psychiatrzy wierzą symulantom?

Post autor: pycioslawa »

portier pisze: sob mar 06, 2021 11:43 pm Są jeszcze inne badania potwierdzające chorobe.Ja chyba miałem badania krwi,ale już nie pamiętam.
Badanie krwi potwierdzające chorobę psychiczną? Ja rozumiem tomografia, eeg, ale badanie krwi?

Wróć do „opieka medyczna i społeczna, praca, prawo”