Psychiatria - obalony mit

asias2000
antypsychiatra
Posty: 67
Rejestracja: śr paź 15, 2008 3:02 pm
Lokalizacja: Berlin

Psychiatria - obalony mit

Post autor: asias2000 »

Monopol psychiatrii i brak tłumaczeń publikacji obcojęzycznych spoza psychiatrycznej półki, a zawierających inne poglądy na temat schizofrenii, uniemożliwia Polakom porównanie z pojawiającymi się na świecie odmiennymi teoriami.

Przeciętny zjadacz chleba, obojętnie w piekarni którego państwa upieczonego, o schizofrenii i praktykach psychiatrycznych wie doprawdy niewiele. Jego poglądy na ten temat, jeżeli w ogóle jakieś ma, ukształtowane są przede wszystkim negatywnymi doniesieniami, które wciąż gdzieś pojawiają siȩ w mediach i to szczególnie przy tych największych, najbardziej nieludzkich zbrodniach. Jak już ktoś w amoku wystrzela połowę przedszkola, albo wyrżnie połowę klasy w szkole, czy porąbie siekierą własną rodzinę to wiadomo, że na koniec usłyszymy - „był chory psychicznie“. Wystarczy będzie jeszcze między wierszami dodać, że przestępcą kierowały „jakieś głosy“, a pytani fachowcy potwierdzą „paranoję“ i już mamy gotowy wizerunek „Schizofrenika“. Tym propagandowym zwodem ukształtowano więc w nas przez dziesiątki lat myśl, że od „wariatów“ trzeba stronić, że trzeba siȩ ich bać, a my przekazujemy to „w spadku“ naszym dzieciom, rzadko tematem siȩ interesując, bo przecież jest nie tylko wstydliwy, ale i niewygodny... Jak wszystkie tematy, o których brakuje nam wiedzy.

I tak nieustannie wszczepiana nam informacja „schizofrenia = nieuchronne zło“ doprowadziła do standardu myślowego, że Schizofreników trzeba izolować i - choćby pod przymusem - unieszkodliwiać. Psychiatrzy i farmakolodzy zacierają ręce, bo palić na stosach albo wpychać do komór gazowych, jak robili to ich poprzednicy już siȩ przecież nie da (mamy w końcu pojęcie homo sapiens sapiens) więc takie „przyzwolenie społeczne“ jest dla nich, jak przysłowiowa szóstka w totolotka. Co niewygodniejszy (inaczej myślący, niż nakazujące „normy“) wyląduje więc w izolacji psychiatrycznej, zupełnie poza kontrolą społeczną – bo przecież „wariatami“ nikt siȩ nie interesuje – system siȩ cieszy, a tylko nieliczni zauważą pewne dziwactwo: otóż sami Schizofrenicy już do końca życia będą uparcie obstawać przy tezie, że nie są chorzy, a jedynie wykańczani, gdyż inaczej myślą, a psychiatrzy będą uparcie powtarzać opcję, że to wszystko to ich "halucynacja i paranoja", choć naukowo w żaden sposób nie będą potrafili tego udowodnić. Bo nawet, jak przebadamy grupę stu osób, składającą siȩ choćby z 50 tzw. schizofreników i 50 tzw. psychiatrów, pobierzemy im krew, prześwietlimy rentgenem, przebadamy ciecze, tkanki i co tylko zapragniemy, zrobimy EKG i tomografię mózgu... cokolwiek - nie znajdziemy w żadnej z tych 100 osób czegokolwiek, na co będzie można wskazać i powiedzieć: o! TO jest dowód na istnienie choroby schizofrenii. Sorry, że tak obrazowo, ale niewielu to wie, a sami psychiatrzy do tej pory uparcie i skutecznie ten fakt ukrywają.

Ten niebezpieczny wątek pojawi siȩ nam przy głębszym zastanowieniu jeszcze w inny sposób – przy odpowiedzialności karnej. Groźny przestępca może jej dziś szybko uniknąć, bez problemu „przekwalifikując“ siȩ ze zbrodniarza w „wariata“ i uniknie więzienia W takim przypadku wyląduje co najwyżej na obserwacji psychiatrycznej, tam potwierdzał będzie, że „wariatem“ jest, a że nikt tego przebadać nie może, najdalej po kilku miesiącach będzie na wolności z tzw. żółtymi papierami w kieszeni (wystarczy powtarzać, że siȩ słyszy głosy i „schizofrenia“ gwarantowana, albo twierdzić, że pan doktor nie ma o niczym pojęcia i murowana „mania“). Ktoś inny, działający jako szef dobrze zorganizowanej grupy przestępczej, już prawie prokuratura go wykryje i już będzie miała dowody, i już nawet wyląduje on w celi, ale... po paru godzinach dziwnym zbiegiem okoliczności jego adwokat będzie odwoził go do domu z zaświadczeniem o klaustrofobii, a do sprawy nawet nie dojdzie, bo mafiozo będzie już... „wariatem“. Zawsze to prościej „załatwić papier“, aniżeli odsiadywać zasłużone dożywocie, a pod jego kierownictwem nadal jacyś „chłopcy“ będą kradli i rozprowadzali samochody, handlowali narkotykami wśród naszych dzieci, czy ściągali haracze, a inni bandyci będą nadal mogli kupować u niego broń. Jedyne, co teraz zmieni siȩ po tych paru godzinach w celi i po załatwieniu papieru „na niepoczytalność“ to tyle, że niepoprawnemu mafiozie przybędzie na bezkarności, a nam... na wierze w to, że to wszystko wina „schizofrenii“ - krótko mówiąc...

Im większe przestępstwo, tym częściej adwokat będzie proponował właśnie taką linię obrony. I tak coraz więcej „wariatów“ i wciąż umacniające siȩ społeczne przekonanie, że SCHIZOFRENIK to „bardzo niebezpieczna istota”. Nawet sam Radovan Karadzic, były prezydent Republiki Serbii, psychiatra z zawodu, sądzony za ludobójstwo przed Trybunałem w Hadze, kiedy już po pojmaniu go stanął przed sądem, śmiało i ze spokojnym uśmiechem powiedział: „Mam niewidzialnego obrońcę, dlatego nie potrzebuje adwokata”. Czyżby ten morderca masowy liczył w ten sposób na prawne określenie go „niepoczytalnym”? Wyjątkowy przypadek, pozwalający zrozumieć, że psychiatryczna rzeczywistość jest czymś więcej, niż gałęzią medycyny. To z jednej strony parawan, za którym można się ukryć, a z drugiej – kogoś schować. Jak powiedział prof. Thomas Szasz, psychiatria jest miejscem, w którym represjonuje się ludzi niewygodnych dla systemu.

A sam Schizofrenik? Ten prawdziwy? Ten który pojawił siȩ na początku i w euforii tzw. pierwszego epizodu szybko chciał nam opowiedzieć, że istnieje też inny świat, którego my nie widzimy (/słyszymy, /czujemy) i że to, co tłumaczą nam rządzący tym światem ;-) , to kłamstwo i manipulacja? No cóż... Na pewno szybko zniknął za murami psychiatryka, więc nikt tak naprawdę nie wie, kim teraz jest i o czym właściwie chciał powiedzieć. W pamięci zostanie nam, że coś tam sobie pokrzykiwał, że koniec świata siȩ zbliża, że człowiek niszczy planetę i że zostanie za to ukarany, albo coś w tym rodzaju, o jakimś spisku, piekle i cholera go wie... Nie wiadomo co widział, co słyszał i co czuł, i dlaczego koniecznie chciał nam coraz głośniej coś przekazywać, czego my skolei w ogóle już nie chcieliśmy słuchać, bo nauczono nas bać siȩ takich ludzi, unikać, uciekać wręcz jak najdalej, kiedy na NICH napotkamy. A ten wrzeszczał (tu użyjemy już innego określenia:), „jak opętany“ coraz głośniej, wpadał aż we wściekłość i waląc głową w ścianę darł siȩ wciąż: „dlaczego mi nie wierzycie!?“ ...I wolał rozwalać sobie tą głowę, niż szukać zrozumienia u niedowiarków?

Dlaczego nie zadamy sobie pytania, co taki człowiek musiał przeżyć, co przeżywa skoro - zazwyczaj nagle – w tak dobitny i niepodobny do niego sposób tak postąpił że wypadł z tej naszej „normalności“ i tak radykalnie siȩ zmienił? Dlaczego nagle ukochane dziecko krzyczy do matki „JESTES MOIM WROGIEM!“.. Czy dlatego że jest szalone? Czy może dlatego że widziało i w końcu zdało sobie sprawę, że matka też cierpi, tylko o tym krzyczeć nie może? Psychiatrzy stwierdzą, że ma halucynacje i wymyślą sobie nie wiadomo co, ale skąd to wiadomo, skoro nic nie wiadomo? I dlaczego tak szybko internuje siȩ takich, jak on i trzyma tak długo pod kluczem, i na sporych dawkach haloperydolu (chętnie stosowany neuroleptyk, paraliżujący tak uczuciowo, jak i fizycznie na wiele lat), aż wyniszczeni pod każdym względem i przestraszeni nie przypominają sobą już tych, jakimi znaliśmy ich wcześniej? Dlaczego owi „Schizofrenicy“ izolują siȩ następnie od wszystkich ludzi, a i ludzie zazwyczaj zaczynają od nich stronić, bo i tak ciągle „coś tam podejrzewają, knują i przeklinają pod nosem“? Zazwyczaj wręcz my sami bezwiednie włączamy psychiatrę i nie zastanawiając siȩ dzwonimy po karetkę jak tylko Schizofrenik podniesie głos, bojąc siȩ, że to w końcu „wariat“ i lada chwila może coś narozrabiać. I dlaczego, jak już przyjedzie karetka, nikt nie zapyta o zdanie samego poszkodowanego, a zawsze niezwłocznie aplikuje mu siȩ jakiś zastrzyk i odtransportowanie za kraty psychiatryka?

Hmmm... A jeśli jest tak, że psychiatria nie powinna być adresem, pod który w niewiedzy idziemy, kiedy któremuś z naszych członków rodziny przytrafi siȩ to nieznane „coś“? Samo twierdzenie, które tam usłyszymy, że to choroba biologiczna, jest ze wspomnianych, oczywistych przyczyn kłamstwem, dlaczego pozwolimy więc na ciężkie psychotropy i dlaczego uwierzymy kłamcom? Wyniki pracy psychiatrów są mniej niż niedostateczne i jak długo będziemy siȩ jeszcze zadowalać tezą, że już do końca życia dotknięty musi przyjmować psychofarmaki i tylko to pomaga, co z drugiej strony w oczywisty sposób jest nielogiczne, skoro dochodzi do „nawrotów“ i kolejnych pobytów w szpitalach?

A może warto zastanowić siȩ wreszcie, że może w ogóle nie dochodziłoby do „wybuchów“ Schizofrenika, gdybyśmy od początku nie potraktowali go tak, jak zaleca nam psychiatria w swojej inteligentnie wmontowanej w nasze życie propagandzie i uwierzyli w jego zdrowie i inteligencję od początku, a nie w wywody kogoś, kogo w ogóle nie znamy i daliśmy siȩ jedynie zwieść jego przebraniem, słownictwem i parawanem nauki? Książkowe półki uginają siȩ co prawda pod repertuarem wielu psychiatrycznych prac, ale czy nie bazują one z gruntu na nonsensie, skoro to nie jest choroba biologiczna? Gdzie szukać pomocy i czy samo traktowanie schizofrenii, jako choroby, nie jest główną przeszkodą w nawiązaniu kontaktu z osobami, które po tym doświadczeniu już sukcesywnie i nieodzownie tracimy, spychając je w końcu sami na margines „chorego psychicznie“?

Na rynku polskojęzycznym rzadko uda nam siȩ znaleźć materiały, zawierające inne poglądy na temat schizofrenii, niż ogólnie przyjęte, a odkrycie czegokolwiek spoza monopolu psychiatrycznej półki wciąż jeszcze uniemożliwia Polakom porównanie, z pojawiającymi siȩ w świecie nauki odmiennymi teoriami. Natkniemy siȩ co prawda na wzmianki o tak zwanej antypsychiatrii, ale wciąż odpychane one będą kąśliwymi komentarzami „pro-psychiatrii“, spychane – nie wiadomo dlaczego - na margines „sekciarstwa“ i okrzyczane „protestem bez podawania konkretnych alternatyw“. A my – nawet tam nie zerkając - znowu uwierzymy psychiatrii i nie dowiemy siȩ tym samym, że antypsychiatrzy nie tylko krytykują, ale w rożnych projektach udowodnili, że można i trzeba postępować z dotkniętymi schizofrenią inaczej, i że ich propozycje obchodzenia siȩ z tym FENOMENEM na dobre potrafiły już przynieść zadowalające efekty wśród dotkniętych. Antypsychiatrzy postawili na nogi wiele znanych i dobrze funkcjonujących projektów, jak choćby „Soteria“ według pomysłu prof. Moshera, czy też „Windhorse-Projekt“ autorstwa dr Eduarda Podvolla.

Niewiele znajdziemy też na temat studiów znanego psychiatry prof. Mariusa Romme z Holandii, który już od lat tworzy międzynarodową sieć osób, słyszących głosy i o tym, że przy współpracy tych osób udało mu się jednoznacznie podważyć najbardziej nielogiczną tezę psychiatrii konwencjonalnej zakładającą, że głosy, które wielu schizofreników zaczyna nagle słyszeć, są halucynacją słuchową. Wyniki jego wieloletnich badań doprowadziły do zwrotu myślowego u wielu psychiatrów, a organizacja Osób Słyszących Głosy ( http://intervoiceonline.org/ ) intensywnie rozrasta się na całym świecie. Zainteresowanych zachęcam do przeczytania nieznanej jeszcze w Polsce broszury pt.: "Głos Wewnętrzny" ( http://anty-psychiatria.info/index-Dateien/Page977.htm ) autorstwa Paula Bakera, która ukazała się w Wlk. Brytanii już w roku 1995. Jest ona z jednej strony poradnikiem dla osób słyszących głosy, ich rodzin i profesjonalistów, pracujących na co dzień ze schizofrenikami, a z drugiej - streszczeniem wyników 10-letniej pracy zespołu, kierowanego właśnie przez prof. Romme. W związku z do tej pory zdeformowanym przekazem na temat fenomenu schizofrenii, jak i faktu, że przytrafić się ona może w każdej rodzinie, broszura ta wydaje mi się być ważną lekturą.

Pozdrawiam

bonus1
Kontakt:
http://www.anty-psychiatria.info/
"Kiedy modlisz się - mówisz do Boga. Kiedy Bóg mówi do ciebie - cierpisz na Schizofrenie" - prof. T. Szasz

Awatar użytkownika
zbyszek
admin
Posty: 7919
Rejestracja: ndz lut 02, 2003 3:24 am
Status: webmaster
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: zbyszek »

asias2000 pisze:Monopol psychiatrii ... uniemożliwia Polakom porównanie z pojawiającymi się na świecie odmiennymi teoriami....
Asias droga/drogi, nie ma żadnych odmiennych teorii, które zostałyby rzetelnie sformułowane i dawno nie upadły, psychiatria to dziedzina wiedzy, a nie żaden monopol, a z dostępu do obcojęzycznej literatury korzysta w Polsce sporo osób.

Nie zmienisz tych faktów poprzez powtarzanie swojego przekonania w różnych odmianach. Jeśli chcesz rzetelnej dyskusji na temat, który opisałeś/aś powyżej uczyń to w jednym wątku - jeśli powtarzasz w wielu można przypuścić, że szukasz propagowania przekonań, a nie dyskusji.

Awatar użytkownika
jojo
zaufany użytkownik
Posty: 2272
Rejestracja: czw gru 11, 2008 8:27 pm

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: jojo »

asias2000, jak możesz porównywać psychiatrów do nazistów, którzy palili w komorach Żydów?! Psychiatrzy pomagają chorym psychicznie, w tym chorym na schizofrenię- najgorszą psychozę jaką można sobie wyobrazić. To że żadne badania krwi lub EKG i tomografia mózgu nie dają dowodu na istnienie tej choroby- nie znaczy że jej nie ma. To choroba psychiczna, nie fizyczna. Można ją udowodnić, opisując halucynacje i urojenia, które ma chory. Nie istnieją inne światy, które mogą dostrzegać tylko chorzy psychicznie. Głosy są tylko omamami słuchowymi. To czego chory doświadcza to tylko urojenia i omamy, nie należy go słuchać, bo bredzi. Takich ludzi należy izolować od otoczenia, jak są w psychotycznym stanie- czyli nie dostrzegają rzeczywistości- bo mogliby sobie lub komuś wyrządzić krzywdę. Nieleczona psychoza może doprowadzić do rozpadu osobowości, utraty kontaktu z rzeczywistością lub nawet do śmierci. Ta choroba polega między innymi na tym, że chory psychicznie nie zdaje sobie sprawy ze swojej choroby. Na tym to polega. Jak chory uświadomi sobie swoją chorobę psychiczną, to ma większe szanse na wyleczenie.
To, że jakiś lek komuś służy, nie znaczy że nie zaszkodzi innej osobie. :(

DawidWarsaw
zbanowany
zbanowany
Posty: 235
Rejestracja: pn lip 12, 2010 1:54 pm
Lokalizacja: Warszawa

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: DawidWarsaw »

Panie Zbyszku i Pani Joanno:

Moje całe życie to doświadczenie z psychiatrią. Znam ją dogłębnie zarówno z praktyki jak i od strony wiedzy książkowej. Jak mało kto znam psychiatrię z tak bliska, ponieważ sam byłem ofiarą psychiatrii - byłem m. in. 12 razy w różnych szpitalach psychiatrycznych na terenie Polski.
Jednocześnie staram się, by moje oceny były wyważone, nie zaś pochopne.
I co do psychiatrii, to moje całe doświadczenie i głęboka wiedza o psychiatrii, mówią jasno, że psychiatria to po prostu ściema.

Domyślam się, że dla Was Panie Zbyszku i Pani Joanno, jest trudne do pojęcia to, co przed chwilą napisałem, ale... naprawdę zachęcam Was, żebyście się lepiej dowiedzieli o psychiatrii, zanim będziecie nieść w świat psychiatryczne mity... To ważne, ponieważ rozpowszechnione psychiatryczne mity, sprawiają cierpienie wielu ludzi, którym tak się losy potoczyły, że trafili na tory psychiatryczne...
Pojęcie "choroba psychiczna" to mit, przez który cierpi wiele osób. Młodzi ludzie mają przez psychiatrię łamane życia...

Prawda jest taka, że pojęcie "choroba psychiczna" jest jedynie przenośnią, metaforą określającą problemy z charakterem lub niepożądane emocje takie jak smutek, frustracje, gniew...
Tak - to tylko o to chodzi, a nie o mityczną nierównowagę chemiczną w mózgu (brak jest dowodów naukowych na potwierdzenie tej hipotezy).
Nikt nie jest idealny, WSZYSCY mamy coś w swoim charakterze, co nie do końca jest fajne w ocenie innych, a znowu dla drugich takie cechy charakteru są ok - to wszystko zależy od tego w jakim środowisku się obracamy...
Tak samo emocje smutku, gniewu, frustracji - są naturalną częścią naszego życia - nie zaś chorobą!! NORMALNYM jest, że jeśli długo utrzymuje się przyczyna smutku, to długo będzie występował skutek w naszych emocjach - smutek.

Kwestia przyczyny. Co w naszym życiu jest nie tak, że wywołuje to smutek, frustracje, samotność, konflikty, niedostosowanie?
I problem z psychiatrią jest taki, że ona ODWRACA UWAGĘ OD TEGO, CO NAPRAWDĘ JEST NIE TAK, od PRAWDZIWYCH PRZYCZYN, od tego, co się dzieje w naszym życiu, co powoduje dane emocje...

Współczesna psychiatria nie jest zdolna wyleczyć ludzi, tylko oferuje utrzymywanie ludzi na psychoaktywnych substancjach, aby sztucznie kontrolować emocje. To wielki błąd i wielka tragedia tysięcy "pacjentów" psychiatrycznych.
Ci biedni ludzie są OSZUKIWANI przez psychiatrów (tak, wiem - nie dacie wiary, ale niestety to fakt), że są chorzy tak jak chorym się jest neurologicznie i lekiem na to są psychotropy...

Z resztą słowo "wyleczyć" też jest po prostu nieodpowiednie, bo leczy to się choroby, a trudny charakter to nie choroba! Na litość boską przestańmy wszystko co nam się nie podoba nazywać chorym!!! Dziś część ludzi zapytanych czy np. brak pracy to choroba, odpowiada twierdząco! "Brak pracy to choroba"... Szaleństwo nazywania wszystkiego chorobami, osiągnęło ABSURDALNY POZIOM!!

Smutek, to nie choroba, tylko naturalny mechanizm w jaki wyposażyła nas natura. Tak samo jak mechanizm bólu fizycznego jest po to, aby ostrzegać przed niebezpieczeństwem. Ból nie jest chorobą, tylko mechanizmem pokazującym że coś jest nie tak i należy dokonać zmiany. Tak samo jest ze smutkiem.

Oszustwem jest że smutek bierze się z nierównowagi chemicznej w mózgu. I celowo nie mówię "depresja" tylko "smutek", bo pojęcie "depresja" jako "choroba" jest SZTUCZNIE stworzonym mitem. Nawet duży i długotrwały smutek z reguły ZAWSZE ma swoją przyczynę w życiu danej jednostki. I ściemniając, że to jest choroba, tylko ODWRACA SIĘ UWAGĘ OD PRAWDZIWEJ PRZYCZYNY. A antydepresanty to jedynie forma zalegalizowanych narkotyków - chemiczny spokój, chemiczne szczęście, którego i tak one nie dadzą. To prowadzi jedynie do życia w matriksie, do uzależnienia, do lekomanii i jednoczesnego zastanawiania się "Dlaczego nadal nie czuję szczęścia, mimo, że łykam te antydepresanty?". Ano dlatego, że to nie jest żadna choroba, tylko zwykłe ludzie emocje, a łykanie "dopalaczy" nie jest rozwiązaniem problemu...

A co z ludźmi diagnozowanymi jako schizofrenicy itp.? Eh... Tutaj jest wielka tragedia niezrozumienia... Wiem, że trudno Wam uwierzyć w to co napiszę, ale... coś takiego jak "schizofrenia" to mit... Byłem tyle razy w szp. psych. i ani razu nie widziałem, żeby ktoś miał halucynacje słuchowe (mityczne "głosy"), czy też inne. Co prawda czasem jak psychiatra pacjenta totalnie naszprycuje psychotropami, to w takim stanie odurzenia są najróżniejsze jazdy - przykładowo brak pewności czy to już jawa, czy jeszcze sen (wiem, bo mi podawano różne psychotropy, w tym haloperidol...).

Tak naprawdę chodzi tu o problemy z charakterem, bunt itp.. Podejście psychiatrów natomiast, przykrywa te delikatne problemy, za pomocą pacyfikacji psychotropami!! Więc wielu pacjentów psychiatrycznych ma głęboko zaniedbane, nawarstwione i ukryte pod pancerzem "choroby psychicznej" problemy, które kiedyś były powodem dla którego trafili na tory psychiatryczne...

Po kilku latach tradycyjnego "leczenia" psychiatrycznego, to, co się dzieje z "pacjentem" staje się już "perpetum mobile" dalszego leczenia... Prawdziwe problemy pozostają na dnie, a pacjent pogrąża się w "leczeniu", które jest błędne... To zupełnie tak, jakby inkwizytorzy leczyli kobiety z opętania... Leczyli by jakimiś swoimi metodami - przykładowo uderzeniami młotkiem w głowę... "Leczenie" czegoś na co dowodów brak...

Eh... Mam tyle do przekazania światu na temat psychiatrii, ponieważ sumienie po prostu nakazuje nie patrzeć biernie na tą tragedię niezrozumienia w XXI wieku...
Jedynym z celów jakie sobie postawiłem w życiu, jest edukowanie ludzi na temat tego, co naprawdę dzieje się na polu psychiatrycznym...Planuję książkę na ten temat.

Na zakończenie, zwracając się do tych, co lubią wyjeżdżać z argumentami typu "Dawid lecz się, bo to twoje urojenia", powiem tak: Jestem tak samo chory psychicznie, jak Ty jesteś chora na bycie czarownicą/czarownikiem. Psychiatria opiera się na wierze w coś, na co nie ma dowodów. Tak samo jak kilkaset lat temu inkwizytorzy zakładali że istnieje takie coś jak kobieta czarownica.

Awatar użytkownika
mei
zaufany użytkownik
Posty: 7518
Rejestracja: ndz cze 10, 2007 9:12 pm

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: mei »

.
Ostatnio zmieniony pn lut 03, 2014 9:41 pm przez mei, łącznie zmieniany 1 raz.
Kochajcie tych, których chcecie kochać, żyjcie tak, jak chcecie żyć i nigdy nie pozwólcie by ktokolwiek przeszkodził wam w zmienianiu waszych marzeń w rzeczywistość.
Jared Leto, 13.04.2014.

Awatar użytkownika
boris
zaufany użytkownik
Posty: 2093
Rejestracja: wt cze 08, 2010 5:06 pm

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: boris »

Przyjacielu, jak lubisz słuchać głosów, to jak dla mnie możesz ich sobie słuchać. Ja tam wolę ich nie słyszeć dlatego co dziennie wcinam O,5 mg respiridonu. Co prawda jak pracuje komputer i wentylator, to i tak słyszę różne melodie :) ale trudno.

Pozdrawiam
http://www.youtube.com/watch?v=EdmZYu9Lths
Powiedzmy przeciwnikowi otwarcie, że nie podzielamy jego idei, ponieważ je rozumiemy, i że on nie podziela naszych, ponieważ ich nie rozumie.

DawidWarsaw
zbanowany
zbanowany
Posty: 235
Rejestracja: pn lip 12, 2010 1:54 pm
Lokalizacja: Warszawa

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: DawidWarsaw »

mei pisze: Ręce opadają jak czyta się takie wydumane mądrości. Szkoda słów, nerwów na ludzką ignorancję i głupotę.
Jakie to typowe - zamiast logicznych argumentów, nazywanie mnie głupim...

boris pisze:Przyjacielu, jak lubisz słuchać głosów, to jak dla mnie możesz ich sobie słuchać. Ja tam wolę ich nie słyszeć dlatego co dziennie wcinam O,5 mg respiridonu. Co prawda jak pracuje komputer i wentylator, to i tak słyszę różne melodie :) ale trudno.

Pozdrawiam
Boris: Yyy, sugerujesz, że jeśli nie zażywasz Respiridon, to słyszysz głosy? Jakie głosy? Widzisz - ja też słyszę głosy, ale to normalne, bo głuchy nie jestem. Wręcz człowiek jest tak skonstruowany, że potrzebuje towarzystwa innych ludzi, ich głosu itd.
O jakich głosach Ty mówisz? A może rozumiesz przez "głosy" własne myśli, które Ci po głowie chodzą? To też normalne Bracie...

Widzisz - mam tak ogromne dośw. z psychiatrią i na jego podstawie śmiem poważnie podejrzewać, że "głosy w głowie" jako halucynacje słuchowe u osób nie będących pod wpływem środków psychoaktywnych, to po prostu mit, ściema lub nieporozumienie. Film "Piękny Umysł" to bajka - wystarczy zapoznać się z prawdziwą histrią John'a Nash'a. Ludzie lubią ubarwiać opowieści, przesadzać. A i nie raz się spotkałem z tym, że pacjenci psychiatryczni specjalnie oszukują, że "słyszą głosy w głowie" po to, aby po prostu dostać rentę. Niemożliwe? A jednak. Proza życia.

Więc powiedz mi co masz na myśli.

lektor
bywalec
Posty: 78
Rejestracja: ndz cze 06, 2010 12:43 am

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: lektor »

DawidWarsaw pisze:"głosy w głowie" jako halucynacje słuchowe u osób nie będących pod wpływem środków psychoaktywnych, to po prostu mit, ściema lub nieporozumienie.
Nie istnieje zadne nagranie "glosow",chociaz probowalem osobiscie a stenogram tez odrzucisz wiec po co ta dyskusja .Nie zgadzam sie z psychiatrami w wielu kwestiach np. czeste mylenie stanow emocjonalnych z choroba,zla diagnoza,zle leczenie ,podatnosc na sugestie,wykorzystywanie psychiatri w walce politycznej i procesach sadowych.Omamy doswiadczylem osobiscie i to bez srodkow psychotropowych takze chyba wiem wiecej na ten temat od ciebie.

Awatar użytkownika
zbyszek
admin
Posty: 7919
Rejestracja: ndz lut 02, 2003 3:24 am
Status: webmaster
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: zbyszek »

DawidWarsaw pisze:Pojęcie "choroba psychiczna" to mit, przez który cierpi wiele osób. ...
Dawid, poczytaj proszę posty Kasi Karmencity lub Hani. Hania jest zdania, że jest aniołem, pół-zwierzęciem, a w jej głowie zagnieździły się ptaki - czy te odczucie to mity czy fakty ? Czy chcesz serio powiedzieć, że nie istnieją choroby psychiczne ? Jeśli tak, zarzucam Ci ignoranctwo.

Awatar użytkownika
jojo
zaufany użytkownik
Posty: 2272
Rejestracja: czw gru 11, 2008 8:27 pm

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: jojo »

DawidWarsaw pisze: Widzisz - mam tak ogromne dośw. z psychiatrią i na jego podstawie śmiem poważnie podejrzewać, że "głosy w głowie" jako halucynacje słuchowe u osób nie będących pod wpływem środków psychoaktywnych, to po prostu mit, ściema lub nieporozumienie.

Wiesz co, Dawid, wątpię w Twoje doświadczenie dotyczące schizofrenii. Gdybyś na nią chorował, to byś wiedział, co to są omamy słuchowe i że powstają bez działania psychotropów.

Tak się składa, że przez lata miałam omamy słuchowe (dzięki lekom mam je coraz rzadziej), a wówczas nie brałam żadnych psychotropów, narkotyków, ani substancji psychoaktywnych. W końcu pod wpływem omamów słuchowych i urojeń straciłam zupełnie kontakt z rzeczywistością i wylądowałam w szpitalu. Dzięki lekom wyszłam z psychozy.


DawidWarsaw, jesteś antypsychiatrą, a nie specem od schizofrenii.

Gdybyś miał dużą wiedzę na temat psychiatrii, to nie pisałbyś:
I co do psychiatrii, to moje całe doświadczenie i głęboka wiedza o psychiatrii, mówią jasno, że psychiatria to po prostu ściema.


Twoje oceny w ogóle nie są wyważone, tylko pochopne. Jest zupełnie na odwrót niż napisałeś:
Jednocześnie staram się, by moje oceny były wyważone, nie zaś pochopne.
To, że jakiś lek komuś służy, nie znaczy że nie zaszkodzi innej osobie. :(

DawidWarsaw
zbanowany
zbanowany
Posty: 235
Rejestracja: pn lip 12, 2010 1:54 pm
Lokalizacja: Warszawa

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: DawidWarsaw »

zbyszek pisze:Dawid, poczytaj proszę posty Kasi Karmencity lub Hani. Hania jest zdania, że jest aniołem, pół-zwierzęciem, a w jej głowie zagnieździły się ptaki - czy te odczucie to mity czy fakty ? Czy chcesz serio powiedzieć, że nie istnieją choroby psychiczne ? Jeśli tak, zarzucam Ci ignoranctwo.
Zbyszek - w takim razie ja też Tobie muszę zarzucić ignorancję (nie "ignoranctwo"...). Dlaczego?
Widzisz... dla mnie liczą się logiczne argumenty, a w Twoim przykładzie logika jest taka, że jak ktoś Ci powie coś, to na podstawie tego twierdzisz, że ten ktoś jest chory, bo ma urojenia. Zauważ Zbyszku, że ABSOLUTNIE nie można takich wniosków ciągnąć, bo istnieje WIELE INNYCH MOŻLIWOŚCI, począwszy od tego, że ktoś Cię po prostu robi w wała... Przykładowo: przestępca mógłby nagle zacząć opowiadać, że jest Napoleonem. Ignorant by od razu powiedział, że to musi być schizofrenia. Tymczasem przestępca mógłby udawać. Ja też teraz mógłbym Ci Zbyszku zacząć opowiadać jakieś niestworzone rzeczy, a Ty byś wyciągnął pochopne wnioski tak?

Właśnie na tym polega niepochopna ocena, żeby uwzględniać inne możliwości, a nie ŚLEPO wierzyć, że to musi być ta jedna wybrana opcja, na którą nie ma dowodów.

Teraz pojawia się logiczne pytanie:
Dlaczego niektóre osoby mówią/piszą takie rzeczy, jakich przykład przytoczyłeś, mimo, że nie są przestępcami próbującymi uniknąć kary?

Trzeba sobie postawić to PYTANIE i nie zakładać z góry, że to wina choroby psychicznej.

Wystarczy odrobinę zrozumienia, wczucia się w sytuację tej osoby, albo odrobinę wiedzy psychologicznej, żeby zauważyć, że często osoby np. próbują na siebie w ten sposób zwrócić uwagę. Albo mają bardzo trudny problem w życiu, wobec którego nie widzą dobrego wyjścia i zaczynają z desperacji "świrować", mając jednocześnie tak naprawdę świadomość, że to, co mówią, jest nierealne. Jeśli byś do tej Kasi lub Hani naprawdę dotarł, żeby się przed Tobą otworzyła, to wtedy miałbyś szansę zrozumieć, że ona jest świadoma, że to co mówi jest nierealne i pewnie sama by przyznała, że mówi w przenośni albo żartuje, wygłupia się, bo ma taki wisielczy humor.

Powyższa moja wypowiedź jest oparta na moim bliskim wieloletnim kontakcie z różnymi osobami mającymi diagnozy psychiatryczne. W tym kontakcie wyszło, że osoby te tylko wygłupiają się albo mówią w przenośni prezentując zachowania, które przez psychiatrów są odbierane jako urojenia...

Więc nauka dla Ciebie Zbyszku, to właśnie nie oceniać pochopnie rzeczywistości. I to, że ktoś mówi, że jest Napoleonem, nie musi znaczyć, że jest chory na schizofrenię, albo że jest opętany...

----------------
lektor pisze:Omamy doswiadczylem osobiscie i to bez srodkow psychotropowych takze chyba wiem wiecej na ten temat od ciebie.
Lektor:
Powiedz mi dokładnie co masz na myśli mówiąc, że "doświadczasz omamów". Dokładnie uczciwie wyjaśnij proszę, nic nie ubarwiając. Podaj też przykłady - im więcej tym lepiej.
jojo pisze:Tak się składa, że przez lata miałam omamy słuchowe
Do ciebie ta sama prośba co powyżej - czyli opisz dokładnie co masz na myśli mówiąc "omamy słuchowe". Podaj przykłady, tylko bez jakichkolwiek ubarwień i naciągań rzeczywistości.
jojo pisze:Dzięki lekom wyszłam z psychozy.
Tutaj wyjaśnij proszę czym się ta "psychoza" u ciebie objawiała. Podaj przykłady, bez ubarwiania.

Awatar użytkownika
Mort00s
zaufany użytkownik
Posty: 40
Rejestracja: pn lut 22, 2010 12:10 am
płeć: mężczyzna

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: Mort00s »

DawidWarsaw, czy Ty uważasz, że masz monopol na prawdę?
"Gdy walczysz z potworami, uważaj, by nie stać się jednym z nich.
Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy i w ciebie."

DawidWarsaw
zbanowany
zbanowany
Posty: 235
Rejestracja: pn lip 12, 2010 1:54 pm
Lokalizacja: Warszawa

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: DawidWarsaw »

Mort00s pisze:DawidWarsaw, czy Ty uważasz, że masz monopol na prawdę?
Nawet często powtarzam, że nie mam monopolu na rację.

Natomiast zastanówmy się czy to ja, czy może psychiatria, rości sobie tego typu despotyczne poczynania. To psychiatria zamyka nastolatków na siłę w szpitalach psychiatrycznych dlatego, bo są pokłóceni z rodzicami. To psychiatria nazywa młodzieńczy bunt i poszukiwanie swojego miejsca na świecie schizofrenią - "chorobą ludzi młodych". To psychiatria szprycuje na siłę psychotropami, jeśli osoba nie wyraża na nie zgody.

Ja taki nie jestem. Ja szanuję wolność ludzi. Nie okłamuję ich. I naprawdę staram się, żeby nie oceniać pochopnie.

Awatar użytkownika
zbyszek
admin
Posty: 7919
Rejestracja: ndz lut 02, 2003 3:24 am
Status: webmaster
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: zbyszek »

DawidWarsaw pisze:.... Jeśli byś do tej Kasi lub Hani naprawdę dotarł, żeby się przed Tobą otworzyła, to wtedy miałbyś szansę zrozumieć, że ona jest świadoma, że to co mówi jest nierealne i pewnie sama by przyznała, że mówi w przenośni albo żartuje, wygłupia się, bo ma taki wisielczy humor.

Powyższa moja wypowiedź jest oparta na moim bliskim wieloletnim kontakcie z różnymi osobami mającymi diagnozy psychiatryczne. W tym kontakcie wyszło, że osoby te tylko wygłupiają się albo mówią w przenośni prezentując zachowania, które przez psychiatrów są odbierane jako urojenia...
Dawid, przeczytaj jeszcze raz posty Hani i wyobraź sobie proszę możliwość, że ona się nie wygłupia. To jest właśnie choroba psychiczna. Nie wiem jakie są Twoje doświadczenia, lecz ja sam to przeżyłem. Hani wydaje się, że jest aniołem, a mnie wydawało się, że jestem Bogiem. Udałem się do katedry, rozebrałem do naga i położyłem w celu ofiary z mojego życia. Karetka zabrała mnie do szpitala i dzięki lekom wyszedłem z tego dziwnego stanu, który z pewnością nie był z mojej strony żadnym wygłupianiem się. Do dziś nie wiem za co, po co i jaka miała być ta ofiara. Podobnie znam z własnego doświadczenia omamy słuchowe. Około setki osób, które doświadczyły podobnego stanu ostrego i nie "wygłupiały się" znam osobiście. Znam także olbrzymią, typową po takich przeżyciach niechęć do przyznania, że moje działanie nie miały żadnego logicznego powodu.

Awatar użytkownika
Akatosh
zaufany użytkownik
Posty: 813
Rejestracja: pt lip 09, 2010 5:08 pm
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: mazowieckie

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: Akatosh »

Powyższa moja wypowiedź jest oparta na moim bliskim wieloletnim kontakcie z różnymi osobami mającymi diagnozy psychiatryczne. W tym kontakcie wyszło, że osoby te tylko wygłupiają się albo mówią w przenośni prezentując zachowania, które przez psychiatrów są odbierane jako urojenia...
Wiesz, to bardzo ciekawe co mówisz. Ja miałem kontakt z wieloma chorymi na psychozę w szpitalu. Nikt nigdy nie powiedział mi, że ściemnia. Zresztą jaki jest sens ściemniania, skoro trzeba "przesiedzieć" w szpitalu prawie cały rok (na oddziale, którym ja byłem przewidywany termin leczenia to 10 m-cy). Były osoby, które miały już serdecznie dość pobytu w szpitalu ale wiedziały, że muszą wytrzymac do końca, żeby poradzić sobie z chorobą. I to było widać.
Co się zaś tyczy mojej choroby, to nie sądzę, abym wymyślił sobie lęki, urojenia, omamy. Nadal panicznie boję się wychodzić z domu, z racji tego, że ludzie na ulicy, autobusie, sklepie mogą szeptać na mój temat i śmiać się ze mnie.
No ale co ja ci będę mówił. Ty z pewnością najlepiej wiesz, co mi dolega.

DawidWarsaw
zbanowany
zbanowany
Posty: 235
Rejestracja: pn lip 12, 2010 1:54 pm
Lokalizacja: Warszawa

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: DawidWarsaw »

zbyszek pisze:mnie wydawało się, że jestem Bogiem. Udałem się do katedry, rozebrałem do naga i położyłem w celu ofiary z mojego życia. Karetka zabrała mnie do szpitala i dzięki lekom wyszedłem z tego dziwnego stanu, który z pewnością nie był z mojej strony żadnym wygłupianiem się. Do dziś nie wiem za co, po co i jaka miała być ta ofiara. Podobnie znam z własnego doświadczenia omamy słuchowe. Około setki osób, które doświadczyły podobnego stanu ostrego i nie "wygłupiały się" znam osobiście. Znam także olbrzymią, typową po takich przeżyciach niechęć do przyznania, że moje działanie nie miały żadnego logicznego powodu.

Dziękuję Zbyszku, że podzieliłeś się relacją z tego, co działo się w Twoim życiu.

Chcę Cię poprosić, żebyś to rozwinął. Chcę to "rozgrzebać", żeby dotrzeć do przyczyny dlaczego się właśnie tak stało.
Proszę powiedz mi:
- kiedy to miało miejsce (rok), ile w tego miałeś mniej więcej lat?
- czy już wtedy byłeś pacjentem psychiatrycznym, czy jeszcze nie?
- czy byłeś pod wpływem substancji psychotropowych lub innych psychoaktywnych np. alkohol, narkotyki?
- jakie wtedy miałeś problemy w życiu osobistym, jaka była sytuacja w Twoim domu, w szkole lub pracy (miałeś pracę?) czy byłeś "na swoim", czy byłeś samotny, czy czułeś się niezrozumiany, czy byłeś w związku partnerskim?
- czy mocno wyznawałeś religię lub inne wierzenia?


Jeśli chodzi o "ubzduranie sobie", że jest się bogiem, to z kolei często ma to miejsce, gdy osoba mocno wyznaję religię. Założenia religii katolickiej są wręcz "wariatogenne", gdyż religia ta podsyca wybujałą wyobraźnię w tematach mistycznych i namawia do mocnego uwierzenia, wyrzeczenia się ziemskich przyjemności życia. "Ostatni będą pierwszymi". I jeśli ktoś rzeczywiście mocno w to uwierzy, to jego życie ziemskie ulega degradacji, wedle zasady, że nie ma co się przejmować doczesnym życiem, bo prawdziwe będzie po śmierci. Zasady takiego życia ziemskiego są sprzeczne z naturalnymi potrzebami człowieka i wprowadzają napięcie emocjonalne z powodu rozdarcia między wolą wypełniania nakazów religijnych, a naturalnymi potrzebami, które są wręcz podświadome, automatyczne.
Gdyby założyć, że wiara w coś, co nie jest realne, jest urojeniem, to wszyscy katolicy mają urojenia, bo modlą się do czegoś, czego z naukowego punktu widzenia po prostu nie ma.
Podobnie można wierzyć, że posiadanie nowego iPhone'a da ci szczęście, gdy tymczasem może to być złudzenie. Czy to też jest urojenie? Wszak ludzką rzeczą jest się mylić, mieć złudne nadzieje, ubzdurać sobie coś...

Siła sugestii i wiary w coś, jest bardzo potężna. Z historii wiemy, że w czasach inkwizycji nie tylko inkwizytorzy i społeczeństwo wierzyli w to, że czarownice istnieją, ale także kobiety oskarżane o czary, same się przyznawały - przykładowo Anna Maria Schwangel przyznała się do stosunków seksualnych z diabłem, a Anna Krger do kontaktów z diabłem.

Kiedy ktoś latami wmawia sobie, że przyczyny logicznej nie było oprócz "choroby psychicznej", to można zapomnieć powody dlaczego zrobiło się wtedy tak, a nie inaczej. Również jeśli powody te dotykają delikatnych spraw osobistych, to czasem działa mechanizm jakiegoś takiego tabu - zbyt ciężkie jest mówienie o problemie który stanowił przyczynę, dlatego pojęcie "choroba psychiczna" stanowi wygodną maskę...
Chcę Cię poprosić Zbyszku, żebyś mocno sięgnął pamięcią do tamtych starych czasów i powiedział co tak naprawdę w Twoim życiu było nie tak. Bardzo, bardzo często NIE JEST TAK, ŻE TAKIE ZACHOWANIA WYRASTAJĄ ZNIKĄD jak spod ziemi, tylko są poprzedzone problemami życia osobistego.

Nie znam Cię i chcę Cię poznać, żebyśmy razem zastanowili się nad tym co wtedy było nie tak w Twoim życiu. Chciałbym z Tobą o tym pogadać. Widzę, że jesteś z Warszawy, więc moglibyśmy nawet poznać się osobiście. Nic na siłę, przemyśl tą moją propozycję zawiązania osobistej znajomości.


-----------------


A co do "słyszenia głosów", to czekam na opisanie szczegółów zgodnie z tym, o co pytałem wcześniej - czyli proszę SZCZERZE i dokładnie opisać co dokładnie oznacza to "słyszenie głosów", proszę też podać jak najwięcej PRZYKŁADÓW, tylko bez ubarwiania. Czy w Waszym przypadku "głosy w głowie" są to myśli, które uporczywie przychodzą i chodzą po głowie?
Ostatnio zmieniony wt lip 13, 2010 11:52 am przez DawidWarsaw, łącznie zmieniany 1 raz.

DawidWarsaw
zbanowany
zbanowany
Posty: 235
Rejestracja: pn lip 12, 2010 1:54 pm
Lokalizacja: Warszawa

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: DawidWarsaw »

Kotlet pisze:jaki jest sens ściemniania, skoro trzeba "przesiedzieć" w szpitalu prawie cały rok (na oddziale, którym ja byłem przewidywany termin leczenia to 10 m-cy).
Ja nie twierdzę, że jest to zawsze ściemnianie. Kiedy wiele miesięcy siedzi się zamkniętym w szp. psych. i faszerowanym psychotropami, które nawet w ulotce mają napisane, że mogą wywoływać halucynacje i delirium (patrz przykładowo klozapina/"Klozapol"), to często wychodzą różne jazdy. Z nudów i desperacji nawet sam odwalałem różne rzeczy na korytarzu szpitala psych. - np. urządzałem Ministerstwo Głupich Kroków, czy też modły do bogini Astarte ;) , a raz nawet sobie rozłożyłem na korytarzu gazety i się uwaliłem jak bezdomny na Centralnym ;) . Wszystko to z MORDERCZEJ NUDY. Gdy do tego dojdą problemy z charakterem, nieprzystosowanie życiowe, łatwowierność, zdesperowanie, desperacka chęć zwrócenia na siebie uwagi, to wychodzą z tego przeróżne jazdy. Wszystkie wytłumaczalne, a nie że biorące się z mitycznego opętania, albo z mitycznej "choroby psychicznej", na którą żaden psychiatra nie przedstawił jeszcze obiektywnego dowodu...
Kotlet pisze:Co się zaś tyczy mojej choroby, to nie sądzę, abym wymyślił sobie lęki, urojenia, omamy. Nadal panicznie boję się wychodzić z domu, z racji tego, że ludzie na ulicy, autobusie, sklepie mogą szeptać na mój temat i śmiać się ze mnie.
No ale co ja ci będę mówił. Ty z pewnością najlepiej wiesz, co mi dolega.
Na początku zauważ, że szafujecie tutaj pojęciem "choroba", gdy tymczasem oficjalnie nie stosuje się już dziś pojęcia "choroba psychiczna", żeby nie było to mylące, że problem emocjonalny, psychiczny, to choroba taka jak choroby somatyczne. Nie wierzysz? Edukuj się, przeczytaj najnowsze postanowienia American Psychiatric Association lub dokładnie zapoznaj się w Wikipedii z hasłem http://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_psychiczna
Przyzwyczailiście się i uwierzyliście w "chorobę psychiczną", gdy tymczasem już się tego pojęcia oficjalnie nie stojujenie, bo nie ma dowodów, że jest to choroba taka jak neurologiczna choroba.

A teraz co do Twoich problemów Bracie...
Sugeruję Ci nie zajmować się parawanem, który odwraca uwagę od prawdziwych problemów, tylko sugeruję Ci mocne zastanowienie się nad Twoimi prawdziwymi problemami. BO NIE TWIERDZĘ, ŻE JESTEŚ CZŁOWIEKIEM, KTÓRY PROBLEMÓW NIE MA.

Zastanów się Bracie nad następującymi pytaniami:
- Czego się obawiasz, boisz (nie "lęki", tylko strach), że aż masz obawę przed wyjściem z domu, co stanowi przyczynę tego strachu? Czy masz negatywne doświadczenia z relacjami z ludźmi? Czy byłeś źle potraktowany przez ludzi?
- Czy jesteś samotny i szukasz akceptacji wśród ludzi, przynależności do jakiejś grupy społecznej?
- Jaki jest powód, dla którego ludzie na ulicy mieliby dokonywać negatywnej oceny Twojej osoby? Prawdą jest, że ludzie na każdym kroku oceniają, nawet na ulicy. Nierzadko zdarza się, że ludzie innych, nieznajomych na ulicy potrafią wyśmiać. Czy Ty dajesz taki powód? Czy może w przeszłości byłeś np. w szkole wyśmiewany i jesteś teraz przewrażliwiony na tym punkcie?

Pracuj nad sobą, zrozum swój prawdziwy problem zamiast wierzyć, że tabletka (psychiatryczny mózgotrzep) rozwiąże za Ciebie Twoje problemy. Jedyne, co tabletka może dla Ciebie zrobić, to Cię otępić, żebyś nie miał siły "za dużo" myśleć...

Awatar użytkownika
boris
zaufany użytkownik
Posty: 2093
Rejestracja: wt cze 08, 2010 5:06 pm

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: boris »

mei pisze:
DawidWarsaw pisze:Panie Zbyszku i Pani Joanno:

Moje całe życie to doświadczenie z psychiatrią. Znam ją dogłębnie zarówno z praktyki jak i od strony wiedzy książkowej. Jak mało kto znam psychiatrię z tak bliska, ponieważ sam byłem ofiarą psychiatrii - byłem m. in. 12 razy w różnych szpitalach psychiatrycznych na terenie Polski.
Jednocześnie staram się, by moje oceny były wyważone, nie zaś pochopne.
I co do psychiatrii, to moje całe doświadczenie i głęboka wiedza o psychiatrii, mówią jasno, że psychiatria to po prostu ściema.
Mam rozumieć, że masz wykształcenie psychiatryczne?
Ręce opadają jak czyta się takie wydumane mądrości. Szkoda słów, nerwów na ludzką ignorancję i głupotę.
Turgiejew twierdził, że rozmowa z głupcami może być zabawna. Tak do końca to nie jestem o tym przekonany ...
http://www.youtube.com/watch?v=EdmZYu9Lths
Powiedzmy przeciwnikowi otwarcie, że nie podzielamy jego idei, ponieważ je rozumiemy, i że on nie podziela naszych, ponieważ ich nie rozumie.

DawidWarsaw
zbanowany
zbanowany
Posty: 235
Rejestracja: pn lip 12, 2010 1:54 pm
Lokalizacja: Warszawa

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: DawidWarsaw »

boris pisze:Turgiejew twierdził, że rozmowa z głupcami może być zabawna. Tak do końca to nie jestem o tym przekonany ...
Jeśli dyskutant zaczyna określać oponenta mianem "głupi", to dyskusja zmierza do sytuacji, gdzie jedna strona będzie określała drugą jako "głupią", a druga strona pierwszą jako "głupią".
"- Jesteś głupi! - Sam jesteś głupi!! - A nie, bo to ty jesteś głupi. - Ty!!"

I dyskusja się kończy, po czym pozostają rozwiązania siłowe - kto ma więcej siły ten "przekona" siłą oponenta, że jednak on jest głupi...

Ja, wystrzegam się jak ognia nazywania oponenta głupim. Jestem pełen szacunku dla ludzi i mam otwarty umysł. Ale jednocześnie asertywność sprawia, ze jeśli ktoś mnie nazwie głupim, to już ta osoba musi się liczyć, że nie będę zwrotów do niej pisał wielką literą, a czasem zignoruję tą osobę.

Awatar użytkownika
boris
zaufany użytkownik
Posty: 2093
Rejestracja: wt cze 08, 2010 5:06 pm

Re: Psychiatria - obalony mit

Post autor: boris »

W sumie faktycznie tą dygresję o Turgiejewie mogłem sobie darować. Przepraszam, jeżeli wziąłeś ją do siebie.
Pozdrawiam i milknę.
http://www.youtube.com/watch?v=EdmZYu9Lths
Powiedzmy przeciwnikowi otwarcie, że nie podzielamy jego idei, ponieważ je rozumiemy, i że on nie podziela naszych, ponieważ ich nie rozumie.

Wróć do „antypsychiatria”