PSYCHOZA to dar
Moderator: moderatorzy
- aspagnito
- zaufany użytkownik
- Posty: 430
- Rejestracja: czw mar 15, 2007 6:16 pm
- Status: byk z zaświadczeniem o niekaralności, płeć księżycowa
- płeć: mężczyzna
- Lokalizacja: Proxima B
PSYCHOZA to dar
Witam,
Niektórzy twierdzą, że zaczynanie w ten sposób wypowiedzi jest śmieszne, ale gdy się o tym dowiedziałem, tym bardziej zapragnąłem tak zaczynać swe wypowiedzi. Chciałbym też na wstępie zaznaczyć, że jeśli nawet lekarze moderują te forum, to szczytem ignorancji jest wchodzenie w dyskurs z chorym i piętnowanie go, czy też jej za to, że nie zaakceptował tej choroby i nadal, mniej lub bardziej z nią walczy. Może napomknę w stosunku do mojej ostatniej wizyty na tym forum, że jeśli ja nie pretenduję do bycia "mędrcem", to niech moderacja nie bawi się w mędrzaninów.
Nie za bardzo wiedziałem jak zatytułować ten wątek, stąd taki, a nie inny tytuł. Jest on odwzorowaniem pewnej tezy, bardzo intuicyjnej, którą spróbuję wykazać. Spokojnie - nie jest to nawoływanie do nie brania leków. Wręcz przeciwnie. Skuteczna remisja to przede wszystkim współpraca z lekarzem (leki), po drugie wsparcie (np. rodzina, przyjaciele, przeróżne grupy wsparcia, itp.), a po trzecie praca nad sobą. Tytuł jest adekwatny do tego, co tu napiszę i rzeczywiście chyba dobrze robię, że umieszczam go w tym dziale, bo dobrze by było, gdyby psychiatrzy raz na jakiś czas nastawili uszu i zaczęli słuchać.
Cierpię na zaburzenia schizoafektywne typ f25.0. Jest to obsesja bez depresji z zagrożeniem katatonią. Nie będę opisywał tej choroby. Jest to chyba najrzadsze ze schorzeń tego typu. Schizofrenia paranoidalna i dwubiegunówka występują bardzo często. Same zaburzenia schizoafektywne bardzo rzadko, a moja choroba jest tak rzadka, że praktycznie żaden lekarz jej nie zdiagnozuje. Ze względu na mit, iż takie stany "hype" muszą się kończyć depresją. Poniekąd jest taka choroba. Lekarz leczy mnie najczęściej na schizofrenię paranoidalną, ale sam przyznaje, że nie mam depresji i najchętniej nazwałby moją chorobę schizofrenią "wynalazczą". A takiej choroby nie ma.
Tak jak dwubiegunówka jest manią, tak zaburzenia schizoafektywne łączą się z obsesją. Dla wtajemniczonych jest różnica, ale do tej pory psychiatria nie dopracowała się takiego rozgraniczenia i w zaburzeniach schizoafektywnych mówi się zamiast o "hiperobsesji" to o hipomanii. Różnica jest, ale do tej pory nie przebiło się to do świadomości Towarzystwa Psychiatrycznego. Ja nie skaczę po tematach w żadnej z wypowiedzi jak w hipomanii, ani nie mam "demonicznego tła myśli" jak w dwubiegunówce. Każda moja wypowiedź, również słowna, jest jak wypowiedź - artykuł do gazety i ma konsekwentną strukturę - co jest dziwactwem. Także przejmuję stany chorobowe innych (na ich korzyść), ale to już inny temat i nie będę go tu rozwijał.
Dlaczego psychoza to dar?
Być może warto zacząć od tego, że otwierając każdy portal związany z Towarzystwem Psychiatrycznym, obserwujemy ciekawe zjawisko. Od w sumie kilkudziesięciu lat. Oto już tuż tuż, niedługo udowodnione zostanie, że psychoza jest chorobą dziedziczną. Nikomu nie udało się tego dowieść, jest wiele zarzutów do dowodu statystycznego, a jak na razie nie odkryto ani jednego genu, który decydowałby o tym - masz ten gen, to masz tę chorobę. Psychiatrzy przerzucają się więc argumentami, że albo to kwestia czasu, albo też "choroba polichromosomowa", czyli musielibyśmy wiedzieć wszystko o ludzkim genomie, ludzkim DNA, aby to ustalić. Są oczywiście geny na celowniku, bo okazuje się, że na przykład "wiele" genów występuje np. w 10% populacji ludzi zdrowych, ale u 20% populacji ludzi chorych. Dowód żaden, a brzmi jak niezła poszlaka, a więc zwolennicy takiego podejścia brną dalej.
W książce "Confessions of a sociopath" Pani M.E. Thomas podano jednak teorię, która ma już wielu zwolenników u części Towarzystwa Psychiatrycznego. Chodzi o to, że istnieje powiedzmy kilkanaście, do dwudziestu kilku genów ryzyka. Są to geny ryzyka i nic więcej. Czy nic więcej? No chyba nie do końca. Według tej teorii Jeśli czynnik chorobowy - najczęściej trauma, wystąpi, chory jest chory i najczęściej jest chory do końca życia, a jak to życie wygląda - my chorzy wiemy najlepiej. Jeśli jednak czynnik chorobowy u ludzi z takimi genami ryzyka nie wystąpi - osoby takie radzą sobie w życiu lepiej. Moglibyśmy to sprawdzić, na przykład badając zarobki zdrowego rodzeństwa osób chorych (nie tylko bliźniaków jednojajowych). Jeśli ta teoria jest prawdziwa - to zdrowe (nasze) rodzeństwo statystycznie powinno mieć wyższe zarobki niż średnia. Intuicyjnie to się potwierdza, ale konieczne by były badania.
Dlaczego więc psychoza to dar?
Tutaj zrobię przejście do tematu z trochę innej beczki. Kultury antyczne, albo też kultury, które wciąż żyją bez znanej nam cywilizacji praktycznie w każdej części globu związane są z taką, czy inną formą szamanizmu. Wiem, bo oglądam TEDx na YouTube. Okazuje się, że tam często, kiedy ktoś młody nagle zaczyna mieć objawy tego, co my w naszej kulturze nazywamy psychozą - tam taka osoba jest wypatrywana przez starszego szamana, który mówi - słuchaj, masz dar, ja też przez to przechodziłem, przeprowadzę Cię przez to, nabierzesz pewnych umiejętności, to co w twoim samopoczuciu złe minie, a ty będziesz miał talenty, które przysłużą się naszej społeczności. Tak to tam wygląda i praktycznie kiedy człowiek jeszcze nie wiedział, że "tegretol macht frei" i co to jest McDonalds - wszyscy w ten sposób funkcjonowaliśmy.
Oczywiście dziś nie możemy do tego wrócić. Nie możemy po prostu powiedzieć, że jakiś szaman, jakąś metodą "kręcenia palcami" obudzi w nas kundalini i będziemy szczęśliwi. Nie, bo ta rzeczywistość jest już inna. Ludzi, których ktoś tam jakoś leczył ezoterycznym czary mary jest lupę i okazuje się, że mimo wszystko te osoby nie są w stanie zmierzyć się z obecną rzeczywistością. Być może szamani byli kiedyś lepsi od psychiatrów, ale dziś psychiatrzy to najlepsze co mamy. Narzędzie szamanizmu jest za słabe, aby przyłożyć je do tak złożonej rzeczywistości dzisiejszej psychozy. Do czegoś jednak zmierzam.
Wciąż psychotyk to stygma. O ile wszelkie choroby wywołują współczucie, to jednak psychoza jest tu wyjątkiem. Osądza się za nią i kompletnie wyklucza. Tezy "wydaje ci się" dobrze brzmią z ust ludzi, którzy swoją gładką gadką głaskają najbardziej własne ego.
Oczywiście jest postęp. Najpierw psychiatrzy zaczęli rozmawiać z pacjentami i stał się to wręcz wymóg, a niedawno Towarzystwo Psychiatryczne zaczęło zmieniać swoją politykę z leczenia szpitalnego na ambulatoryjne - czyli jak najmniej pobytów w szpitalu, a jak najwięcej rozmów w przychodni. To też zaczyna działać. A działać może tylko wtedy, gdy pacjenta będzie można przekonać, że lekarz nie jest jego wrogiem i gdy nastąpi obopólna współpraca i zaufanie. Lekarze jednak najczęściej okazują się o wiele gorszymi lekarzami, niż pacjenci pacjentami. Najczęściej też słabo znają się na schematach lekowych i słabo na tym polu eksperymentują.
Drugim czynnikiem jest wsparcie. Chory musi mieć kogoś, na kim może polegać i kto da mu poczucie bezpieczeństwa. Nawet za cenę tego, że nie będzie pracował do momentu, gdy będzie na to gotów. Po trzecie ważna jest praca nad sobą - chory musi pracować nad wymuszaniem u siebie aktywności, które są, przynajmniej w dużej części zdrowe. To najbardziej zależy od chorego i na przeróżne sposoby może on doprowadzić do przynajmniej częściowego wykluczenia się psychozy. Która nawiasem mówiąc jest niekonsekwentna.
Dlaczego więc psychoza to dar? Bo zawsze jest szansa drogi kolego, czy koleżanko, że się wyleczysz i wtedy będziesz o wiele bardziej zdrowy, niż ludzie zdrowi wokoło. Tak jak ten szaman, będziesz mieć umiejętności związane z okiełznaniem nie tylko tego, co siedzi w Twoim genotypie (DNA) ale i w związku z okiełznaniem traumy. Potraktuj więc psychozę jak dar, który jest zbyt ciężki, abyś go mógł udźwignąć (stąd potrzebujesz lekarza, leków i wsparcia rodziny, czy przyjaciół), ale gdy będziesz pracował nad sobą choroba będzie się w Tobie wypalać, a Ty nabierzesz umiejętności, które będziesz mógł wykorzystać na przykład w jakiejś wyjątkowej pracy, do której być może warto się przygotować.
Niektórzy twierdzą, że zaczynanie w ten sposób wypowiedzi jest śmieszne, ale gdy się o tym dowiedziałem, tym bardziej zapragnąłem tak zaczynać swe wypowiedzi. Chciałbym też na wstępie zaznaczyć, że jeśli nawet lekarze moderują te forum, to szczytem ignorancji jest wchodzenie w dyskurs z chorym i piętnowanie go, czy też jej za to, że nie zaakceptował tej choroby i nadal, mniej lub bardziej z nią walczy. Może napomknę w stosunku do mojej ostatniej wizyty na tym forum, że jeśli ja nie pretenduję do bycia "mędrcem", to niech moderacja nie bawi się w mędrzaninów.
Nie za bardzo wiedziałem jak zatytułować ten wątek, stąd taki, a nie inny tytuł. Jest on odwzorowaniem pewnej tezy, bardzo intuicyjnej, którą spróbuję wykazać. Spokojnie - nie jest to nawoływanie do nie brania leków. Wręcz przeciwnie. Skuteczna remisja to przede wszystkim współpraca z lekarzem (leki), po drugie wsparcie (np. rodzina, przyjaciele, przeróżne grupy wsparcia, itp.), a po trzecie praca nad sobą. Tytuł jest adekwatny do tego, co tu napiszę i rzeczywiście chyba dobrze robię, że umieszczam go w tym dziale, bo dobrze by było, gdyby psychiatrzy raz na jakiś czas nastawili uszu i zaczęli słuchać.
Cierpię na zaburzenia schizoafektywne typ f25.0. Jest to obsesja bez depresji z zagrożeniem katatonią. Nie będę opisywał tej choroby. Jest to chyba najrzadsze ze schorzeń tego typu. Schizofrenia paranoidalna i dwubiegunówka występują bardzo często. Same zaburzenia schizoafektywne bardzo rzadko, a moja choroba jest tak rzadka, że praktycznie żaden lekarz jej nie zdiagnozuje. Ze względu na mit, iż takie stany "hype" muszą się kończyć depresją. Poniekąd jest taka choroba. Lekarz leczy mnie najczęściej na schizofrenię paranoidalną, ale sam przyznaje, że nie mam depresji i najchętniej nazwałby moją chorobę schizofrenią "wynalazczą". A takiej choroby nie ma.
Tak jak dwubiegunówka jest manią, tak zaburzenia schizoafektywne łączą się z obsesją. Dla wtajemniczonych jest różnica, ale do tej pory psychiatria nie dopracowała się takiego rozgraniczenia i w zaburzeniach schizoafektywnych mówi się zamiast o "hiperobsesji" to o hipomanii. Różnica jest, ale do tej pory nie przebiło się to do świadomości Towarzystwa Psychiatrycznego. Ja nie skaczę po tematach w żadnej z wypowiedzi jak w hipomanii, ani nie mam "demonicznego tła myśli" jak w dwubiegunówce. Każda moja wypowiedź, również słowna, jest jak wypowiedź - artykuł do gazety i ma konsekwentną strukturę - co jest dziwactwem. Także przejmuję stany chorobowe innych (na ich korzyść), ale to już inny temat i nie będę go tu rozwijał.
Dlaczego psychoza to dar?
Być może warto zacząć od tego, że otwierając każdy portal związany z Towarzystwem Psychiatrycznym, obserwujemy ciekawe zjawisko. Od w sumie kilkudziesięciu lat. Oto już tuż tuż, niedługo udowodnione zostanie, że psychoza jest chorobą dziedziczną. Nikomu nie udało się tego dowieść, jest wiele zarzutów do dowodu statystycznego, a jak na razie nie odkryto ani jednego genu, który decydowałby o tym - masz ten gen, to masz tę chorobę. Psychiatrzy przerzucają się więc argumentami, że albo to kwestia czasu, albo też "choroba polichromosomowa", czyli musielibyśmy wiedzieć wszystko o ludzkim genomie, ludzkim DNA, aby to ustalić. Są oczywiście geny na celowniku, bo okazuje się, że na przykład "wiele" genów występuje np. w 10% populacji ludzi zdrowych, ale u 20% populacji ludzi chorych. Dowód żaden, a brzmi jak niezła poszlaka, a więc zwolennicy takiego podejścia brną dalej.
W książce "Confessions of a sociopath" Pani M.E. Thomas podano jednak teorię, która ma już wielu zwolenników u części Towarzystwa Psychiatrycznego. Chodzi o to, że istnieje powiedzmy kilkanaście, do dwudziestu kilku genów ryzyka. Są to geny ryzyka i nic więcej. Czy nic więcej? No chyba nie do końca. Według tej teorii Jeśli czynnik chorobowy - najczęściej trauma, wystąpi, chory jest chory i najczęściej jest chory do końca życia, a jak to życie wygląda - my chorzy wiemy najlepiej. Jeśli jednak czynnik chorobowy u ludzi z takimi genami ryzyka nie wystąpi - osoby takie radzą sobie w życiu lepiej. Moglibyśmy to sprawdzić, na przykład badając zarobki zdrowego rodzeństwa osób chorych (nie tylko bliźniaków jednojajowych). Jeśli ta teoria jest prawdziwa - to zdrowe (nasze) rodzeństwo statystycznie powinno mieć wyższe zarobki niż średnia. Intuicyjnie to się potwierdza, ale konieczne by były badania.
Dlaczego więc psychoza to dar?
Tutaj zrobię przejście do tematu z trochę innej beczki. Kultury antyczne, albo też kultury, które wciąż żyją bez znanej nam cywilizacji praktycznie w każdej części globu związane są z taką, czy inną formą szamanizmu. Wiem, bo oglądam TEDx na YouTube. Okazuje się, że tam często, kiedy ktoś młody nagle zaczyna mieć objawy tego, co my w naszej kulturze nazywamy psychozą - tam taka osoba jest wypatrywana przez starszego szamana, który mówi - słuchaj, masz dar, ja też przez to przechodziłem, przeprowadzę Cię przez to, nabierzesz pewnych umiejętności, to co w twoim samopoczuciu złe minie, a ty będziesz miał talenty, które przysłużą się naszej społeczności. Tak to tam wygląda i praktycznie kiedy człowiek jeszcze nie wiedział, że "tegretol macht frei" i co to jest McDonalds - wszyscy w ten sposób funkcjonowaliśmy.
Oczywiście dziś nie możemy do tego wrócić. Nie możemy po prostu powiedzieć, że jakiś szaman, jakąś metodą "kręcenia palcami" obudzi w nas kundalini i będziemy szczęśliwi. Nie, bo ta rzeczywistość jest już inna. Ludzi, których ktoś tam jakoś leczył ezoterycznym czary mary jest lupę i okazuje się, że mimo wszystko te osoby nie są w stanie zmierzyć się z obecną rzeczywistością. Być może szamani byli kiedyś lepsi od psychiatrów, ale dziś psychiatrzy to najlepsze co mamy. Narzędzie szamanizmu jest za słabe, aby przyłożyć je do tak złożonej rzeczywistości dzisiejszej psychozy. Do czegoś jednak zmierzam.
Wciąż psychotyk to stygma. O ile wszelkie choroby wywołują współczucie, to jednak psychoza jest tu wyjątkiem. Osądza się za nią i kompletnie wyklucza. Tezy "wydaje ci się" dobrze brzmią z ust ludzi, którzy swoją gładką gadką głaskają najbardziej własne ego.
Oczywiście jest postęp. Najpierw psychiatrzy zaczęli rozmawiać z pacjentami i stał się to wręcz wymóg, a niedawno Towarzystwo Psychiatryczne zaczęło zmieniać swoją politykę z leczenia szpitalnego na ambulatoryjne - czyli jak najmniej pobytów w szpitalu, a jak najwięcej rozmów w przychodni. To też zaczyna działać. A działać może tylko wtedy, gdy pacjenta będzie można przekonać, że lekarz nie jest jego wrogiem i gdy nastąpi obopólna współpraca i zaufanie. Lekarze jednak najczęściej okazują się o wiele gorszymi lekarzami, niż pacjenci pacjentami. Najczęściej też słabo znają się na schematach lekowych i słabo na tym polu eksperymentują.
Drugim czynnikiem jest wsparcie. Chory musi mieć kogoś, na kim może polegać i kto da mu poczucie bezpieczeństwa. Nawet za cenę tego, że nie będzie pracował do momentu, gdy będzie na to gotów. Po trzecie ważna jest praca nad sobą - chory musi pracować nad wymuszaniem u siebie aktywności, które są, przynajmniej w dużej części zdrowe. To najbardziej zależy od chorego i na przeróżne sposoby może on doprowadzić do przynajmniej częściowego wykluczenia się psychozy. Która nawiasem mówiąc jest niekonsekwentna.
Dlaczego więc psychoza to dar? Bo zawsze jest szansa drogi kolego, czy koleżanko, że się wyleczysz i wtedy będziesz o wiele bardziej zdrowy, niż ludzie zdrowi wokoło. Tak jak ten szaman, będziesz mieć umiejętności związane z okiełznaniem nie tylko tego, co siedzi w Twoim genotypie (DNA) ale i w związku z okiełznaniem traumy. Potraktuj więc psychozę jak dar, który jest zbyt ciężki, abyś go mógł udźwignąć (stąd potrzebujesz lekarza, leków i wsparcia rodziny, czy przyjaciół), ale gdy będziesz pracował nad sobą choroba będzie się w Tobie wypalać, a Ty nabierzesz umiejętności, które będziesz mógł wykorzystać na przykład w jakiejś wyjątkowej pracy, do której być może warto się przygotować.
„;”/. FLEHTI
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
- aspagnito
- zaufany użytkownik
- Posty: 430
- Rejestracja: czw mar 15, 2007 6:16 pm
- Status: byk z zaświadczeniem o niekaralności, płeć księżycowa
- płeć: mężczyzna
- Lokalizacja: Proxima B
Re: PSYCHOZA to dar
„;”/. FLEHTI
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
- pycioslawa
- moderator
- Posty: 3376
- Rejestracja: pt cze 12, 2020 11:55 pm
- Status: twój najgorszy koszmar
Re: PSYCHOZA to dar
Urodzilam sie schizofrenikiem. To cale moje zycie. Bez f20 nie bylabym soba. Nie mialabym tez najwazniejszej dla mnie na swiecie osoby. Dlatego rowniez uwazam, ze schizofrenia to dar. 

viewtopic.php?t=40441nie dyskutuj z debilem - wpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem
Wątek Zażalenia na pycioslawę. Chcesz coś dodać? Wbijaj śmiało.
Re: PSYCHOZA to dar


Re: PSYCHOZA to dar
.
Ostatnio zmieniony wt sie 18, 2020 4:52 pm przez Yellow9, łącznie zmieniany 2 razy.
Życie jest piękne
Tylko akurat nie moje
Tylko akurat nie moje
Re: PSYCHOZA to dar
Psychoza otwiera pewne furtki ale zamyka inne, to że otwiera to dar, to że zamyka to przekleństwo.
Nasze życia różnią się od żyć innych ludzi.
Nasze życia różnią się od żyć innych ludzi.
E ?= m + (*c²)
- klucz żurawi
- zaufany użytkownik
- Posty: 915
- Rejestracja: ndz paź 07, 2018 7:17 am
- płeć: mężczyzna
Re: PSYCHOZA to dar
Jeśli ktoś ma umiejętność przyjrzenia się swoim zachowaniom z różnych stron. Również tych które mu nie odpowiadają. To może przerobić swoją psychikę i chorobę prawie bez psychologa.
Ale jeśli ktoś wypiera ze swojego umysłu zachowania które mu nie odpowiadają i rzutuje je na innych... no był tu taki jeden co mówił że nie tylko on nie ma schizofrenii ale też schizofrenia nie istnieje. Bardzo był pochłonięty walką z jakimiś tam demonami.
Ale jeśli ktoś wypiera ze swojego umysłu zachowania które mu nie odpowiadają i rzutuje je na innych... no był tu taki jeden co mówił że nie tylko on nie ma schizofrenii ale też schizofrenia nie istnieje. Bardzo był pochłonięty walką z jakimiś tam demonami.
- aspagnito
- zaufany użytkownik
- Posty: 430
- Rejestracja: czw mar 15, 2007 6:16 pm
- Status: byk z zaświadczeniem o niekaralności, płeć księżycowa
- płeć: mężczyzna
- Lokalizacja: Proxima B
Re: PSYCHOZA to dar
Nie można wyróżnić jednego czynnika, który wywołuje psychozę. Stąd mówi się najczęściej o traumie. Może je wywołać otoczenie, a więc i rodzice (toksyczni). Miałem jednak takich psychiatrów, którzy twierdzili, że chorobę wywołuje miłość, albo nadwrażliwość. Najważniejsze jest jednak to, że w subiektywnym odczuciu chory zaczyna mieć problem, z którym sobie nie radzi.
Co do tego, czy ktoś się urodził że schizą, czy nie, to wyraziłem się jasno. Słuchasz lekarzy, którzy nie potrafią cię wyleczyć i mimo, że są naukowcami powtarzają bzdury wyssane z palca.
Co do tego, czy ktoś się urodził że schizą, czy nie, to wyraziłem się jasno. Słuchasz lekarzy, którzy nie potrafią cię wyleczyć i mimo, że są naukowcami powtarzają bzdury wyssane z palca.
„;”/. FLEHTI
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
- pycioslawa
- moderator
- Posty: 3376
- Rejestracja: pt cze 12, 2020 11:55 pm
- Status: twój najgorszy koszmar
Re: PSYCHOZA to dar
Tych naukowców było już ośmiu. Wszyscy powtarzali rzeczywiście w kółko to samo, że miałam schizofrenię dziecięcą. Być może łatwiej jest generalizować i zrzucać inne zaburzenia na schizofrenię właśnie, ale nie widzę powodu, dla którego miałabym się sprzeciwić takiej opóźnionej diagnozie. No i rzeczywiście, nie potrafią mnie wyleczyć. Z tym że u mnie schizofrenia zbiega się też z innymi zaburzeniami, co sprawia, że leczenie jest utrudnione.
viewtopic.php?t=40441nie dyskutuj z debilem - wpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem
Wątek Zażalenia na pycioslawę. Chcesz coś dodać? Wbijaj śmiało.
- Catastrophique
- bywalec
- Posty: 17079
- Rejestracja: pt maja 24, 2013 7:49 pm
- płeć: mężczyzna
- Lokalizacja: Wawa <3
Re: PSYCHOZA to dar
Takie bzdury tylko tutaj.
Tik tak tik tak
| "To boldly go where no one has gone before"

Re: PSYCHOZA to dar
Taki to dar że przy dłuzszym nieleczeniu można zostać co najwyżej wsiowym głupkiem.
Re: PSYCHOZA to dar
Wyleczyć schizofrenii lekarze nie potrafią, to jest fakt oczywisty ale leczyć skutecznie potrafią. Dzięki obecnym ich lekarstwom człowiek może w miarę normalnie żyć i funkcjonować w społeczeństwie. Kiedyś gdy nie było jeszcze takich lekarstw nie było na to szans. Stąd chorych psychicznie trwale izolowano. Nawet ludy pierwotne nie stygmatyzowały chorego ale osoba ta była wykluczona ze społeczności, musiała żyć gdzieś na uboczu w pustelni z dala od regularnych osad współplemieńców. Z prostego powodu, chory psychicznie od zawsze zagrażał sobie bądź innym.
- aspagnito
- zaufany użytkownik
- Posty: 430
- Rejestracja: czw mar 15, 2007 6:16 pm
- Status: byk z zaświadczeniem o niekaralności, płeć księżycowa
- płeć: mężczyzna
- Lokalizacja: Proxima B
Re: PSYCHOZA to dar
Nikt nikogo w ludach pierwotnych nie izolował. Teraz się izoluje, kiedyś tak nie robiono. Pisałem o tym na początku tego wątku, więc czytaj ze zrozumieniem. Nadal w kulturach, gdzie nie ma cywilizacji nikt nikogo nie izoluje. Tacy ludzie zostają szamanami i oprócz normalnej pracy majá taką posługę u współplemieńców.
Co zaś się tyczy topielców, wisielców, czy wioskowych głupków, to tak to wygląda, jak się człowiek nie leczy. Ja tutaj namawiam do leczenia, ale mówię też, że same leki jedynie tłumią objawy i nic więcej. Leki w żadnym wypadku nie leczą, a zaleczają. Po prostu "cząsteczka zaskoczy" i jesteś grzeczny... Co samo w sobie jest dużym osiągnięciem, ale leki nie "odparują" ci z głowy nawet promila choroby.
Napisałem jednak, że chory musi "pracować nad sobą" czyli wymuszać u siebie aktywności, z których przynajmniej część jest normalna, bo tylko to eliminuje chorobę. Oczywiście jeśli na początku współpracuje się z lekarzem i równocześnie otrzymuje wsparcie.
Co zaś się tyczy topielców, wisielców, czy wioskowych głupków, to tak to wygląda, jak się człowiek nie leczy. Ja tutaj namawiam do leczenia, ale mówię też, że same leki jedynie tłumią objawy i nic więcej. Leki w żadnym wypadku nie leczą, a zaleczają. Po prostu "cząsteczka zaskoczy" i jesteś grzeczny... Co samo w sobie jest dużym osiągnięciem, ale leki nie "odparują" ci z głowy nawet promila choroby.
Napisałem jednak, że chory musi "pracować nad sobą" czyli wymuszać u siebie aktywności, z których przynajmniej część jest normalna, bo tylko to eliminuje chorobę. Oczywiście jeśli na początku współpracuje się z lekarzem i równocześnie otrzymuje wsparcie.
„;”/. FLEHTI
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
- aspagnito
- zaufany użytkownik
- Posty: 430
- Rejestracja: czw mar 15, 2007 6:16 pm
- Status: byk z zaświadczeniem o niekaralności, płeć księżycowa
- płeć: mężczyzna
- Lokalizacja: Proxima B
Re: PSYCHOZA to dar
W kwestii tego, czy kiedyś izolowano, czy nie i jaka była rola szamana - aby ukrócić próżne dywagacje, podaję link do TEDx na YouTube, gdzie jest to rzetelnie omówione.
https://youtu.be/CFtsHf1lVI4
https://youtu.be/CFtsHf1lVI4
„;”/. FLEHTI
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
Re: PSYCHOZA to dar
Widać to ty zbyt mało książek czytałeś gdyż twoja wiedza jest znikoma w tym temacie. Poczytaj sobie o ludach pierwotnych jest o tym masa publikacji w każdej bibliotece. Szamanami zostają z ojca na syna tak samo jak wodzami. To co najwyżej pomocnicy szamana mogli by być, po dzisiejszemu medium do kontaktowania się z duchami przodków pod wpływem substancji narkotycznych. Nigdy nie mieli wstępu na teren wioski, byli wyrzutkami i nigdy nie kontaktowali się ze współplemieńcami choć często byli przez nich czczeni i uważani za nietykalnych. Szaman również nigdy nie mieszkał w osadzie lecz poza nią. Oczywiście, że lekarstwa leczą choć nie całkowicie, ale i takie przypadki zdarzają się często. Mózg nie ma możliwości regeneracji istoty szarej ale w dobrych warunkach, czytaj za sprawą kojącego działania lekarstw, tworzą się nowe połączenia synaptyczne na poziome neuroprzekaźników i człowiek zdrowieje. Na co nie byłoby szans bez lekarstw czyli w stanie ciągłego pobudzenia i stresu to samo w ciągłym uśpieniu. Co do aktywności, to nie chodzi o to czy są normalne czy nie, tylko chodzi o pożywkę dla mózgu. Mózg szybciej i mocniej wytwarza nowe zdrowe fale im częściej i więcej nowych bodźców mu dostarczymy. I teraz te same bodźce mogą być chorobotwórcze bez lekarstw jak i prowadzące do zdrowienia mózgu przy wsparciu farmakologicznym.
- klucz żurawi
- zaufany użytkownik
- Posty: 915
- Rejestracja: ndz paź 07, 2018 7:17 am
- płeć: mężczyzna
Re: PSYCHOZA to dar
Tak a propo, czy szamani dziedziczą po swoim ojcu. Poczytaj Digital o indianach ameryki południowej. Tam szamani nie mogli uprawiać seksu, bo tracili możliwość komunikowania się ze światem duchów.
A no i mieszkali w wiosce nie poza nią.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dobra napisałem wymądrzający się post. Czas na sprostowanie. Pomylili mi się szamani z czarownikami.
A no i mieszkali w wiosce nie poza nią.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dobra napisałem wymądrzający się post. Czas na sprostowanie. Pomylili mi się szamani z czarownikami.
- aspagnito
- zaufany użytkownik
- Posty: 430
- Rejestracja: czw mar 15, 2007 6:16 pm
- Status: byk z zaświadczeniem o niekaralności, płeć księżycowa
- płeć: mężczyzna
- Lokalizacja: Proxima B
Re: PSYCHOZA to dar
Tak, lubisz się wymądrzać. Typowy ENTP według MBTI jak sądzę, ale filmu nie obejrzałeś. Nie będę się z Tobą licytował, kto mądrzejsze książki czyta, co zresztą Ty próbujesz robić i znając życie nie odwiodę Cię od Twoich idiosynkracji.
To, że lekarze leczą, to nie jest już tak wielkie halo. Było w połowie XX wieku, a teraz możnaby oczekiwać, że skoro jest XXI wiek, to wyleczyć potrafią. Zamiast próbować udowodnić od ponad pół wieku, że to choroba genetyczna.
Sprzeczasz się ze mną i podajesz jakieś argumenty o istocie szarej. Po raz trzeci i mam nadzieję ostatni powtarzam, że psychiatria to najlepsze co mamy i leki brać trzeba, bo parafrazując to co mówisz, psychoza wypala mózg.. ale jeszcze raz powtórzę. Leki nie leczą, a zaleczają i tylko tłumią objawy. Tylko praca nad sobą, współpraca z lekarzem i wsparcie są w stanie "odparować" przynajmniej część choroby. To tak jak z demokracją i kapitalizmem - o niebo lepsze od komunizmu i nikt niczego lepszego na razie nie wymyślił, ale wiadomo, że przez drożejące koszty pracy i demokracją i kapitalizm prędzej, czy później prowadzą do zapaści.
To, że lekarze leczą, to nie jest już tak wielkie halo. Było w połowie XX wieku, a teraz możnaby oczekiwać, że skoro jest XXI wiek, to wyleczyć potrafią. Zamiast próbować udowodnić od ponad pół wieku, że to choroba genetyczna.
Sprzeczasz się ze mną i podajesz jakieś argumenty o istocie szarej. Po raz trzeci i mam nadzieję ostatni powtarzam, że psychiatria to najlepsze co mamy i leki brać trzeba, bo parafrazując to co mówisz, psychoza wypala mózg.. ale jeszcze raz powtórzę. Leki nie leczą, a zaleczają i tylko tłumią objawy. Tylko praca nad sobą, współpraca z lekarzem i wsparcie są w stanie "odparować" przynajmniej część choroby. To tak jak z demokracją i kapitalizmem - o niebo lepsze od komunizmu i nikt niczego lepszego na razie nie wymyślił, ale wiadomo, że przez drożejące koszty pracy i demokracją i kapitalizm prędzej, czy później prowadzą do zapaści.
„;”/. FLEHTI
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
- aspagnito
- zaufany użytkownik
- Posty: 430
- Rejestracja: czw mar 15, 2007 6:16 pm
- Status: byk z zaświadczeniem o niekaralności, płeć księżycowa
- płeć: mężczyzna
- Lokalizacja: Proxima B
Re: PSYCHOZA to dar
Piszę, bo mam żal. Mam żal, bo chorób cywilizacyjnych coraz więcej, a zamiast skutecznych leków mamy tylko coraz więcej lekarzy. O ile nad zwykłym lekarzem jest kontrola i zawsze można się odwołać i nawet ukarać, to nad psychiatrą nie ma siły zwierzchniej. Robią co chcą i gdy coś się spie...y, to winny jest pacjent. Podczas gdy niestety najwygodniej jest stwierdzić "jestem lekarzem, który nigdy cię nie wyleczy". Lekarz zaś sam z siebie prawie zawsze zrobi ósmy cud nad Wisłą.
Przetestowano na mnie cały arsenał amunicji psychotropowej i mimo, że brałem leki systematycznie, winny byłem ja i moje "geny". W końcu trafiłem do normalnego lekarza, ze świeczką takiego szukać, który i rozmawia i zna się na schematach lekowych. Zacząłem robić postępy i nawroty nie są już takie straszne. Życzę Wam takich lekarzy, którzy nawet sami raz na jakiś czas spróbują tego, co nam wciskają, żeby przynajmniej wiedzieć jak to działa.
Żal tylko, że jest ich tak mało i gdy komuś naprawdę pomogą, to jak mówi mój lekarz nikt ich nawet po plecach nie poklepie.
Przetestowano na mnie cały arsenał amunicji psychotropowej i mimo, że brałem leki systematycznie, winny byłem ja i moje "geny". W końcu trafiłem do normalnego lekarza, ze świeczką takiego szukać, który i rozmawia i zna się na schematach lekowych. Zacząłem robić postępy i nawroty nie są już takie straszne. Życzę Wam takich lekarzy, którzy nawet sami raz na jakiś czas spróbują tego, co nam wciskają, żeby przynajmniej wiedzieć jak to działa.
Żal tylko, że jest ich tak mało i gdy komuś naprawdę pomogą, to jak mówi mój lekarz nikt ich nawet po plecach nie poklepie.
„;”/. FLEHTI
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);
bln(tęczowo, ezoterycznie, kwieciście);