Do niedawna na pół świadomie liczyłem kroki podczas spacerów. Przykładowo: szedłem sobie i w pewnym momencie łapałem sie na tym, że odliczam myślach 54... 55... 56... itd. po każdym kolejnym kroku - a to znaczy, że całą wcześniejszą pięćdziesiątkę musiałem odliczyć zupełnie nieświadomie

Często mi się to zdarzało, ale od ostatniego (zarejestrowanego) razu upłynęło z kilka tygodni. Chyba w jakiś sposób wiązało się to ze zwiększonym napięciem emocjonalnym, stresem, itp. Sądzę, że umysł "chwytał się" tego prostego sposobu, żeby wyciszyć natłok myśli.
Ale zaznaczam, że nie jestem chory na schizofrenię, co może mieć znaczenie przy ocenie natrętnego "liczenia".
A całki? Gdybym potrafił liczyć całki, gdybym chociaż wiedział dokładnie co to są te całki... - ostatnio spotkałem się z czymś takim kilkanaście lat temu w szkole - no więc gdybym potrafił liczyć całki w myślach, to z miejsca poczułbym się kandydatem na matematycznego Nobla
Swoją drogą, zakładając, że umysł naprawdę "odpoczywa" podczas takiego liczenia... jeśli Twój "odpoczywa" przy całkach i logarytmach... to co on robi kiedy pracuje

Wprowadza końcowe poprawki do wehikułu czasu, który zmajstrowałeś w piwnicy
To oczywiście żart.
