Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

i inne sprawy partnerstwa lub jego braku
redaktor
zaufany użytkownik
Posty: 822
Rejestracja: pn lip 04, 2011 8:11 pm
płeć: mężczyzna

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: redaktor »

Oczekuję od kobiety tego, żeby mnie pokochała i żebym ja mógł ją pokochać.

Ale to może być trudne, nawet bardzo, przy moim zespole Aspergera ( tak, tak, mam silne jego cechy ), który wywołuje u mnie silny, specyficzny egocentryzm.

To i tak dobrze, że nie mam z kolei zespołu Madonny i ladacznicy ( męska wersja damskiego zespołu rycerza i rozpustnika ), też u nas w Polsce dość popularnego... mężczyzna taki chce się przespać z jak największą ilością kobiet, a za żonę oczywiście mile widziana dziewica.

Spokojnie moja ewentualna partnerka może mieć kilku- kilkunastu partnerów przede mną...

byle nie równolegle ze mną, na zakładkę... tak to chyba nikt nie chce...

Awatar użytkownika
AdamSchibi
zaufany użytkownik
Posty: 1074
Rejestracja: śr lip 05, 2017 5:20 pm
płeć: mężczyzna

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: AdamSchibi »

ja nie chcialbym aby moja zona miala kilkunastu partnerow przede mna, 2-3 to jeszcze bym zakceptowal ale kilkanascie to raczej dziewczyna musi byc dziwna.

Awatar użytkownika
Catastrophique
bywalec
Posty: 11279
Rejestracja: pt maja 24, 2013 8:49 pm
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Wawa <3

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: Catastrophique »

Kobieta wyzwolona ;).
Can Delight

Awatar użytkownika
AdamSchibi
zaufany użytkownik
Posty: 1074
Rejestracja: śr lip 05, 2017 5:20 pm
płeć: mężczyzna

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: AdamSchibi »

Jaka kobieta wyzwolona poprostu ladacznica.

Awatar użytkownika
Catastrophique
bywalec
Posty: 11279
Rejestracja: pt maja 24, 2013 8:49 pm
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Wawa <3

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: Catastrophique »

Jaka ladacznica po prostu k... ;).
Can Delight

Awatar użytkownika
AdamSchibi
zaufany użytkownik
Posty: 1074
Rejestracja: śr lip 05, 2017 5:20 pm
płeć: mężczyzna

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: AdamSchibi »

Chcialem to napisac ale nie wiedzialem jak napisac kur.... :)

Awatar użytkownika
Catastrophique
bywalec
Posty: 11279
Rejestracja: pt maja 24, 2013 8:49 pm
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Wawa <3

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: Catastrophique »

Ciesze sie, ze pomoglem ;).
Can Delight

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 20319
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: cezary123 »

cezary123 pisze:
pt lis 15, 2019 10:04 pm

Musiałbym pójść do biblioteki i jeszcze raz sobie ją przeczytać z pozycji wyższego doświadczenia życiowego. Wtedy była dla mnie za ciężka
Nadal jest za ciężka. Jestem na to zbyt wrażliwy :angelic-cyan:

Zgodnie z obietnicą odpowiadam, ale sobie samemu, żeby znowu jakaś wrażliwa dama się nie zbulwersowała.

Jest to rozdział "Pasierbica", strona 157.
Sytuacja jest przedstawiona z różnych punktów widzenia: samej kobiety, jej ojca, macochy i otoczenia.
Kobieta ma na imię Mela, ma 20 lat i nie ma matki, tylko ojca i jego żonę. Ta babcia, ta macocha była.

Jak i dlaczego tak się sprawy z jej dzieckiem potoczyły, to najlepiej, żeby każdy przeczytał i sam sobie to zinterpretował. Tu nie ma prostych odpowiedzi. Może środowisko zniszczyło dziewuchę od początku, może nie było odpowiedniego wychowania, wsparcia pomocy. Jednym z najważniejszych środowisk i czynników patogennych bywa niestety właśnie rodzina.

Ojcem dziecka był Zygmuś - klasyfikator bydła, który wziął ją jak tirówkę pytając o drogę do Zmysłowic a ona myślała, że do Mysłowic, spił jakimś sikaczem a potem zabrał do siebie. O głupią decyzję nietrudno. Podobał jej się, był taki fajny i nucił piosenki. I tak, po pewnym czasie współżycia wypiął się na potomstwo, to było łatwe do przewidzenia w takim związku. Chciał, żeby dziecko wyskrobała, a jak się chciała, szantażowała ciążą żeby ślub jej dał, to wygonił, wołając, że od dawna ma inną narzeczoną - nauczycielkę i już w Zielone Świątki bierze z nią ślub kościelny. Cywilny już mają.
Ale on jej nie kochał. Kochał ją wcześniej hydraulik z Śląska.
Ale z dzieckiem tamtego to już nie chciał.


Pozwolę sobie tylko zacytować łagodniejsze fragmenty:

" - Od maleńkości nie wiedziałam, co znaczy miłość matki. Żyłam jakby wśród obcych. Macocha hołubiła własne dzieci, ojciec hołubił macochę. My z braciszkiem czuliśmy się niepotrzebni. O byle co ojciec nas prał, na zabicie, czym popadło. Kiedyś omal Maniusia nie zatłukł. Chodziło o jakieś drobne pieniądze, które schował. Nigdy dobrego słowa. Maniuś u sąsiadów bimber pijał, dlatego pamięci nie miał. Tabliczki mnożenia nigdy nie potrafił spamiętać. To bili go za to, że nie umie. Trzy klasy zaledwie ukończył, uciekł na Śląsk. Pracuje w tramwajach. Ja zostałam na gospodarce.
Gdy przeszłam przez siódmą klasę, marzyłam żeby zostać lekarką. A jeszcze wcześniej, bardzo wcześnie, marzyło mi się ...powiedzieć?
Nie wyśmieje mnie? Chciałam być stewardesą. Wysoko latać, za chmurami, ponad górami, w słońcu. Byłabym ładnie ubrana, w mundurek, loczki bym miała złote, jak ta pani z okładki: "Przyjaciółki", różne kraje bym zwiedzała, różne miasta. Tyle nowych ludzi, tyle nowych lądów. Boże jak ja o tym marzyłam, całymi nocami, i we dnie. Obłąkanie jakieś.
I dziś jeszcze, gdy tamto na zawsze się rozwiało, przychodzą sny czasem, sny z mojego dzieciństwa. Poszło inaczej. Tę siódmą klasę ukończyłam, ale nie zostałam lekarką. Ani stewardesą. Ojciec chciał zrobić mnie krawcową, do szkoły krawieckiej w Kielcach wysłał. Uciekłam na Śląsk.
- Czy kochałaś kiedyś Melu?
Dziewczyna zmienia nastrój, uśmiecha się nieznacznie, ledwo uchwytnie. Milczy wymownie.
- No, miałam chłopów - wyrzuca z siebie.
Wyjaśniam, że nie mam na myśli miłości fizycznej.
Pojęła. Tak, kochała się w jednym, chodzili ze sobą, spotykali się na łąkach, w zbożu. Nic więcej. Mówił, że więcej to grzech. Mówił, że do ślubu powinna być czysta, wtedy szczęście, Bóg nagradza, miłość lepiej smakuje. Taki dziwak, z dobrej rodziny, do szkół w wielkich miastach poszedł. W ubiegłym roku odwiedził wieś, gdy go zobaczyła, serce zabiło. Podszedł, ukłonił się ładnie, w rączkę pocałował, zagadał. Elegancki był. Z nim byłoby dobrze, teraz wie, że byłoby dobrze. Tamta noc ich rozdzieliła.
(...)



Teraz szlocha. Siedzi na tej ławie i płacze: wspomnienia z niepamięci dobywane tłumionym wybuchają żalem. Kiedy było jej najtrudniej? W noc wigilijną - bardzo źle. Zwlokła się ze stryszka, ukradkiem podeszła pod okno izby, gdzie się kiedyś urodziła, wychowała: paliły się kolorowe świeczki na choince, na samym szczycie był śnieżny anioł z otwartymi skrzydłami, jakby zrywał się do lotu w niebo. Jak zawsze, pełno było na jedlinie pajacyków z gufrowanej bibuły, pająków ze słomy, łańcuszków z barwnych wycinanek. Jarzyło się od baniek, świecidełek, cukierków okręconych w staniol. Przypomniały się Meli lata wczesnego dzieciństwa, te lepsze dni, świąteczne. Teraz nie było jej przy swoich, tam, w ciepłej izbie.
Nawet w taki dzień nie chcieli przebaczyć. Ojciec z macochą śpiewali kolędy, siostry przyrodnie wtórowały, mały Wicuś coś tam gaworzył pod stołem nakrytym białym obrusem. Stałam pod tym oknem - powie mi później Mela - stałam i nawet płakać już nie miałam siły. Pamiętam, gęsty śnieg wolno sypał, wielkimi płatami, a oni tam w cieple kolędy śpiewali/
O północy zagrzebała się w słomie stodoły, przespała święta. Potem znów zwyczajne dni, niczym paciorki różańca, do wiosny ją zbliżały. Wiosną czekał ratunek. Wiosną słoneczko przygrzewa, głód tak bardzo nie ciśnie.


(...)
Sąsiadka w rozmowie z reporterem, wspominając ów sierpniowy epizod, kąśliwie skomentowała: jak się dziewczyna uczciwa raz puści, to już wstrzymania dla niej nie ma, leci i leci w dół. Gdzieś to już słyszałem, nie pamiętam gdzie.

Czy przyszła wreszcie miłość prawdziwa? Czy kochała w swoim życiu uczuciem głębokim, rozumnym?
Mela zaprzecza - Eee, to on mnie kochał - mówi.
- Poznał mnie u ciotki, tej ze Śląska.
I potoczyła się opowieść. Przyszedł wtedy naprawiać kran. Miał fajny zawód, był hydraulikiem. Kupę forsy zarabiał na fuchach. Nic, tylko chciał się żenić. Ciotce zawsze gadał (...), że bez niej żyć nie potrafi. Że jest jego przeznaczeniem. Tak śmiesznie przewracał oczami, jak tamten, Kaziuk prześmiewca. Lubiła go, nawet całowała się z nim, ale Włodek był dla niej za stary. Miał ponad trzydziestkę. To nie jest partia dla młódki. Gdy on miałby sześćdziesiąt, ona byłaby jeszcze całkiem do rzeczy. Po kopie, po chłopie.

(...)

Gdy Wituś się narodził, macochę jakby giez w zadek ukąsił, taka mściwa się zrobiła.
Ciągle kłótnie, wyzwiska i kłótnie. (...) Uciekała z domu, potem znów wracała. Tymczasem ciotka ze Śląska pisze, że hydraulik ciągle o nią zapytuje, zapomnieć nie może. Pojechała znów do tego Będzina, do ciotki. Już wszystko było prawie dobrze. Włodek skakał z uciechy, że chce zostać jego żoną, że doczekał się przecie. Mówił: księżniczko. Meli się to podobało, zwłaszcza, że tak nazywał przy ludziach. Mówił, że w końcu spełnia się to, co sobie kiedyś umyślił. Postawił dużo jałowcówki, ale jałowcówki księżniczka nie lubiła. Skoczył więc po żytnią. Spili się wszyscy jak reksy. Wtedy ciotka po pijanemu wyjawiła, że księżniczka ma potomka.
To hydraulikowi warga zaczęła skakać, kieliszka nie mógł na stole położyć, tak bardzo ręce mu się trzęsły. Nic nie mówił, tylko wyszedł za drzwi. I tam ciotce powiedział, że z przychówkiem nie chce, stać go na własną robotę, ułomny nie jest. I już więcej się nie pokazał.
A potem było jej już obojętne wszystko. Kto chciał ten brał.

(...)
Planowałem wyuczyć ją na krawcową. Zły to zawód? Spokojny, w cieple izby, ludzie sami się pchają z pieniędzmi, siedzi się przy maszynie i robi. Nic z tego. Chłopaczyska jej w głowie. Rozpytywały o nią. milicjanty, tajne jakieś sprawki miała. Czym pragniesz zostać w końcu, pytam ją kiedyś, a łzy mi same ciekną wielkie jak groch. Ano sekretarką, dyrektorom herbatkę szykować. Niech będzie herbatka, posłałem ją na kurs pisania maszyną. Nawet dobre wybicie w palcach miała. Dyrektor powiada mi: dobra jest w palcach, tylko straszny leń. Uciekła na zachód, tydzień ją szukałem. Odnalazłem wreszcie, zapaćkaną w gospodzie. Marynarz jakiś z chudziakiem po pyskach się prali, o nią poszło, ona szczuła do bitki. Klaskała z uciechy, jak to głupia. Rozgoniłem toto. Melę zabrałem do chałupy, do wsi.
(...)
Gdzie jej tam robota w głowie! Leżała sobie tylko pod jabłonką, opalał sobie plecy i o czymś zawsze dumała. O czym? Albo to ja wiem? Wreszcie przyłożyłem kijaszkiem, bo wytrzymać nie szło. To ona w krzyk, że dorosła już, a dorosłych bić nie wolno. I że takie czasy nastały, co nawet drobnych dzieci ojcu bić nie wolno, bo prokurator zaraz. Myślę sobie: takaś uczona? I nuże ją tym kijaszkiem. To zleciała w stronę szosy, zatrzymała jakiś samochód i uciekła w świat.
(...)
Sprałem ją krzynę przy tym młynku. Uciekła do miasta. Z kierowcami po rowach przydrożnych się łachała. (...)
Na całe pół roku przepadła. No i dobrze.
Wróciła już gruba.
(...)




Brudny Wicuś łazi po ciemnej izdebce, przerobionej z obórki. Z satysfakcją dusi młodego kota. Zwierzak drze się wniebogłosy, na nikim nie robi to wrażenia. Przywykli chyba. Na okrągłym obliczu macochy rozlewa się coś, niby słodkie przypomnienie. - Zaraz redaktor się uśmieje - mówi mrugając do mnie. - Uśmieje się do syta. Potem zwraca się do dziecka.
- Powiedz, kim jesteś? Najduch?
- ...duch - przytakuje Wicuś, z trudem skracając sobie nieklarowny epitet.
- Powiedz: mama jest locha!
- Locha - przyznaje tym razem gładko wnuczuś, wypuszczając z rączek uradowanego nieszczęśnika.
- Powiedz: mama się floga!
- Mamasie...mamasie...- Wicusiowi sprawia pewien kłopot dłuższa sentencja na temat prowadzania się maci.
Panuję nad sobą, zachowuję resztką woli dystans biernego obserwatora. Uśmiecham się nawet, silę na spokój w głosie.
- A paciorek umiesz Wicuś? - zapytuje reporter-ateista, wczuwając się w sytuację.
- Umie, trochę umie - chwali się kobieta - Wicuś, zmów..
- Bystry wnuczuś - ironizuję w głębi ducha - Teraz wszystko zależy od charakteru. Może wyrośnie z niego biskup, a może zbój, dziadzia brzytwą ciachnie, babcię motyką dobije...
- Matko Boska, co tys pon...
"
"Czarna godzina" Stanisław Rams





Co to ma wspólnego z tym wątkiem? Dużo i to na różnych płaszczyznach.
Przede wszystkim to, do czego doprowadza niemoralność płciowa, zło i głupota. Wszystkie istoty powiązane z tymi zjawiskami wykolejają się i mają losy zupełnie inne niż mogłyby mieć. Następne pokolenie też jest siłą rzeczy wychowywane na psychopatów, cudzołożników i dziwne, biedne kobiety.
Są cnotliwe dziewice, modlące się pod figurą do najświętszej Panienki, które 10 lat później rozbijają małżeństwa zaradnym, sprawdzonym przez inne kobiety mężczyznom, dają się zapłodnić, wciągają ich w swój kołowrót rodzinny i zadowolone. I nie wiadomo czy kochają.
A żonaty, któremu umarła żona, to nie jest częsty obiekt pożądania singielek? Wiedzą, że chłop bez baby długo nie wytrzyma, nawet gdyby modlił się co roku na grobie swojej dawnej ukochanej.
Wlezą na majątek, na gotową, gorącą jeszcze sytuację rodzinną, naiwnego chłopa zagonią do płodzenia im dzieci, do roboty na nie, a pasierbów i pasierbice traktują po macoszemu. Wypychają wcześniejsze szczęście z gniazda jak kukułki.

Taka przyroda.



Zresztą kojarzy mi się od razu film "Dzika droga" z 2014, z tą różnicą, że bohaterka miała od początku do dyspozycji pigułki antykoncepcyjne i mogła pokonać samodzielnie swoją drogę przez przestrzeń wolności. A może to zupełnie inna dusza i inne miała rozterki i problemy...
Nie wiem, widocznie jeszcze mało życie znam.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 20319
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: cezary123 »

Chciałoby się przytulić taką Melę, mimo wszystko, ale jak, skoro ona straciła wolność i wszystko na rzecz relacji z innymi samcami. A może historia dalej potoczyła się dobrze i ta kobieta z dzieckiem znalazła wreszcie swój dom...

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 20319
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: cezary123 »

W życiu realnym niedawno jedna taka poszła do grobu bo się zapiła na śmierć, a dziecko od dawna jest w rodzinie zastępczej czy w domu dziecka. Odebrali jej zaraz po urodzeniu i mąż sfrustrowany nic nie mógł zrobić. Zresztą siedzi.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 20319
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: cezary123 »

A może w czyśćcu cokolwiek zrozumie.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 20319
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: cezary123 »

Polecam też rozdział: "Józia z tamtego świata".
O kobiecie chorej psychicznie, która niestety zrobiła mężowi krzywdę. Chciałoby się nie mieć uprzedzeń, ale choroba to choroba. Najlepiej mieć święty spokój i nie ślinić się do byle miłości. (która i tak zwykle jest niedoskonała i krótka).
A może to tylko szukanie sensacji i uprzedzenia? Nie wiadomo.
W każdym razie bardzo ładnie charakteryzuje postawę lekarzy psychiatrów wobec takich przypadków i opisuje przyczyny.
(Reportaże powstawały prawdopodobnie w latach 80' XX wieku albo wcześniej i może coś już zmieniło się na lepsze sferze psychiatrii polskiej, ale jeżeli chodzi o przyczyny chorób cywilizacyjnych z pewnością występuje jeszcze większe natężenie czynników sprzyjających powstawaniu psychoz).

" - Dziś wygląda mi na zdrową. Czy mogłaby już iść do domu?
- Pozory, które mylą fachowców, cóż dopiero mówić o laikach. Nie, ona jest nadal chora, w innym świecie żyje. Ten świat tylko na pozór jest uporządkowany, a chora może czasem rozumować logicznie, wykazywać rozsądek. Tyle, że ten jej świat jest wewnętrzną rzeczywistością, nie naszą, zewnętrzną, czy jak pan woli - obiektywną. Pacjentka może przysięgać, zaklinać się, że czuje się dobrze, wprost doskonale. Że jest całkowicie zdrowa. I argumentować będzie poprawnie, przekonująco. Ale to tylko pozory. Trzeba ją nadal leczyć w zakładzie zamkniętym. Odizolować od społeczeństwa, środowiska, które w większości przypadków utrudnia swym zachowaniem powrót chorej do zdrowia.
- Brr, w wasze ręce wpaść - straszno! Jakim argumentem można się wybronić, perswazją jaką?
- próbuję ponuro żartować.
- W pierwszej kolejności należy unikać przyczyn rodzenia się schorzeń - doradza lekarz - Można to uczynić we własnym zakresie.
No tak, można, owszem, można. Gdzie ci jeźdźcy współczesnej Apokalipsy? Nie widzicie ich, tam, na horyzoncie? W naszą stronę pędzą, odczytajcie ich imiona: wysokie tempo dzisiejszego życia, stałe napięcia emocjonalne, rosnące trudności adaptacyjne do nowych sytuacji życiowych, zawodowych, kłopoty osobiste, alkoholizm, narkotyki, zaburzenia pokiłowe.
Niewątpliwie są to czynniki, które mają związek przyczynowy z ilościowym narastaniem tego zjawiska. Automatyzacja, mechanizacja, wściekła pogoń za pieniądzem, nerwy, nerwy, konflikty, zawiść. Zachwiane są wartości życia emocjonalnego. Ten balast techniki, maszyn, zagłusza indywidualność i prawdziwe wartości psychiczne jednostki. Budujemy coraz doskonalsze narzędzia, by stać się ich niewolnikami. Gonimy za pieniądzem, by pozostać jego poddanymi.
Zapominamy, że cywilizacja jest sztucznym wytworem, a wszystko co sztuczne w nadmiarze, kłóci się z naszą naturą, od milionów lat ukształtowaną. Utrata prostoty życia, zbyt wielkie ambicje, zbyt gorączkowe tęsknoty, nadmiar pragnień nie spełnionych mogą być przyczyną sprawczą psychoz, depresji, poczucia znikomości życia, celu egzystencji. Biedny nieszczęśliwy człowiek, pośród graciarni własnej produkcji, zagubiony w śmietniku rzeczy niepotrzebnych.
Nie jesteśmy przygotowani przez naturę do takiego szoku.
Biedna Józia, biedny Maciej. Powstało błędne koło, z którego trudno się wydostać: interes jednostki nie zawsze splata się z racją spraw nadrzędnych. Niedowład inwestycyjny w służbie zdrowia, zapóźnienie, rodzą konflikty i dramaty ludzi. Los ich wzmaga sytuacje konfliktowe w środowisku, społeczeństwie.
Przybywa napięć. Gdzieś w środku tego błędnego koła siedzi młoda kobieta z kruczym włosem, opętana psychozami. To Józia z zielonych pól. A również poczciwy Maciej - ofiara jej niezdrowej miłości".

"Czarna godzina" Stanisław Rams

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 20319
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: cezary123 »

A co takiego niedobrego Józia zrobiła Maciejowi?
Odsyłam do książki.
Piątego i szóstego dziecka już nie będą mieli...

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 20319
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Singielki wolą żonatych, niż rozwodników

Post autor: cezary123 »

"Boję się Maćku, bardzo boję - szeptała Józia nieraz w łóżku - Chodzą za mną, zabić pragną. Strach taki wielki, taki wielki, aż w gardle ściska. Maćku, naprawdę chodzą za mną, często widzę ich cień za sobą, śmiech słyszę; odgrażają się, wrzeszczą, ciało moje zimnymi łapami obmacują...
Maciej z początku nie wytrzymywał nerwowo.
- Na miłość boską, mów jaśniej! Kto za tobą chodzi, czego chce?
Po jakimś czasie spowszedniały mu jej słowa; niby słuchał, a jednak nie słuchał. Puszczał koło uszu. Ona zaś coraz częściej powtarzała się.
- Zobaczysz, coś strasznego się stanie. Nie wierzysz? Boże, jak bardzo się boję, nie odchodź ode mnie, bądź zawsze blisko, Maćku, trzymaj za rękę, o tak, obejmij mnie, wtedy mniej się boję. Jacy oni straszni, Boże, Boże. Ani schować się przed nimi, przed tym strachem, ani ukryć w mysią dziurę, tam wleźć, przeczekać. Maciek, Maciek, ty mnie słyszysz? Coś strasznego się stanie. Kiedyś szli,szli, na werandzie dudniły kroki. Przyczaiłam się z motyką.
Chciałam trzasnąć, ale krzyknąłeś, że to byłeś wtedy ty.
- A, pamiętam...
Kiedyś kurę łapałam przy szopce, na obiad, a ta ucieka, ucieka i krzyczy: rany boskie, zabiją mnie, zabiją. i ucieka, i ucieka, a ja za nią, a ja za nią...
-Ty Józia, ty książki pisz, albo się lecz - miał doradzić Maciej".
"Czarna godzina"
Stanisław Rams

Wróć do „miłość, seksualność, partnerstwo”