Ag- siostra

Ert
zarejestrowany użytkownik
Posty: 9
Rejestracja: ndz paź 17, 2010 1:38 am

Ag- siostra

Post autor: Ert »

Witam
Będzie najpierw o mnie, o nas, ale w kontekście, co chyba oczywiste..Nie wychowałam się w wzorcowej rodzinie, nieporozumienia między rodzicami, przewlekła i poważna choroba mamy, jej śmierć .. Ag była odkąd pamiętam agresywna (jestem młodszą siostrą), wszystko jej się należało, za wszytko my byliśmy odpowiedzialni, w skrócie osobowość narcystyczna. Nie miałam z nią kontaktu, bo my (rodzice, ja) byliśmy tylko od tego, by dać jej to, czego oczekiwała. Jej agresja wzrastała wraz z wiekiem, aż do sytuacji karalnych (znęcanie się w tym nad umierającą mamą, później nade mną głównie), ale dzięki indolencji służb nic wcześniej nie udało nam się uzyskać (to my byliśmy zastraszani, wszytko, byle nie działać). Na początku lata została zabrana na przymusowe leczenie, po epizodzie psychotycznym (głownie za zniszczenie materialne, to chyba jest dla państwa polskiego ważniejsze, niż ludzie), rozpoznanie schizofrenia paranoidalna. Wcześniej były sygnały w tym kierunku, ale tylko sygnały, sama byłam przekonana, że to bardziej charakteropatia, niż choroba psychiczna, ale mogę się mylić, nigdy nie mówiła co czuje, czy co jest powodem jej zachowania, nie to, że nie była pytana, każde takie pytanie wywoływało w niej natychmiastową i bezwarunkową agresje, bez możliwości choćby kontynuowania rozmowy. Dwa miesiące temu wyszła z batalią leków, co do których razem z ojcem mamy wątpliwości, czy bierze.. Wg. lekarza leki dostała na miesiąc, mamy recepty na następne(po wizycie), jednak Ag twierdzi, że nadal ma leki. Sytuacja jak dla mnie jest patowa. Ag nie chce współpracować ani z lekarzami, ani z nami, mimo starań z naszej strony. Zero kontaktu, to właściwe określenie, nadal nic nie robi (ma już 30parę lat), tu doczytałam, że może to być efekt leków (Olzapin 10 mg, Trilafon tabletki i zastrzyki co 3 tygodnie, Depakine chrono, od którego łysieje), lub epizodu psychotycznego. Za pół roku dostanie od nas własne mieszkanie, w którym powinna być choćby w minimalnym zakresie samodzielna, nic teraz na to nie wskazuje. Jeśli chcę by coś zjadła, muszę jej to ugotować i dać na 'tacy', nawet się nie myje, zaś wszystkie naciski kończą się zamknięciem jej w jej części domu. Nie ma z Ag rozmowy. Z oddziału rehabilitacyjnego została wypisana na własne życzenie, a my jako rodzina mamy ZERO wsparcia, całe leczenie też opierało się na założeniu, że ona jest już dorosła, wiec my jako rodzina, nie mamy nic do 'rzeczy'. Na pytanie psychiatry, czy czuje się dobrze, odpowiada 'tak' i tyle. Nawet w gabinecie lekarza nic nie mówi, odpowiedz, 'bo tak' nie jest rzadkością. Powiem szczerze, wiele złego mi zrobiła w życiu, praktycznie znęcała się nadęmną, bez żadnych kosękwęci, ale to nie znaczy, by jej los był mi obojętny.. Teraz czuję się w tym zagubiona, Ag nie jest może już agresywna w stosunku do mnie, ale jest bardzo niesamodzielna, czuję, ze to ktoś musi zadbać o jej dobro, Ojciec cieszy się, ze nie jest już tak agresywna, że nie niszczy nam życia, i chyba boi się, że próba Ag zaktywizowania skończy się tym, co wcześniej, czyli bezkarnym nękaniem nas, lekarze oparli się na tym co Ag mówiła i na tej podstawie wypisali ją, niejako na jej żądanie.. Moja ocena jest inna, nie chcę z nią mieszkać i po tym co się działo nie będę w stanie, ale chcę jej pomóc, by stała się samodzielna na tyle ile można, stąd ten post i pytanie o zmianę leków, po to co można jeszcze robić.. Nie ukrywam, ze po tym, co mnie z jej strony spotkało, chciałabym się od niej po prostu 'uwolnić' jednak znam 'realia' tego kraju, nie chcę jej zdać 'na pastwę losu'. Piszcie co myślicie.. proszę.
Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
mei
zaufany użytkownik
Posty: 7518
Rejestracja: ndz cze 10, 2007 9:12 pm

Re: Ag- siostra

Post autor: mei »

.
Ostatnio zmieniony wt lut 04, 2014 2:38 pm przez mei, łącznie zmieniany 1 raz.
Kochajcie tych, których chcecie kochać, żyjcie tak, jak chcecie żyć i nigdy nie pozwólcie by ktokolwiek przeszkodził wam w zmienianiu waszych marzeń w rzeczywistość.
Jared Leto, 13.04.2014.

Ert
zarejestrowany użytkownik
Posty: 9
Rejestracja: ndz paź 17, 2010 1:38 am

Re: Ag- siostra

Post autor: Ert »

mei pisze:Agresji nie można tłumaczyć chorobą. Wspieraj ją, ale nie wyręczaj. Masz prawo do własnego życia. Jeżeli siostra nie chce brać leków, grozi jej nawrót. Trzeba jej to uświadomić.
Dziękuje
Postaram się z nią porozmawiać, choć trudno mi wierzyć w efekty (spróbuję innymi słowami
).. Ale też dziękuje za zrozumienie, może nie uwierzysz, ale to pierwszy taki przypadek. Chciałabym, by ona jeśli już to potrzebowała mojej pomocy, takiej, która pozwoli mi prowadzić normalne życie. By w końcu uwierzyła, że my nie pragniemy niej zła, nie jesteśmy przeciw niej, co by się nie działo. Wiem, że jestem z tego samego kręgu, to nas paradoksalnie łączy, mimo, ze ja zawsze byłam 'ofiarą' a ona 'katem'.. trudno to zrozumieć, jednak nadal wierzę, że wyjście musi być. Agresji nigdy nie tłumaczyłam chorobą, co mnie niestety skazało na konflikty z policją, choćby.. stąd boję się, że tzw. służby w jej przypadku spiszą się równie karygodnie. Chciałabym, by to zyskało jakieś rozwiązanie, nic na to nie wskazuje. Ag odmawia choćby oddziału dziennego, mimo, że własnymi staraniami zmieniliśmy jej psychiatrę, na ten teren brakuje nam już pomysłów, postaram się ją przekonać, o ile da mi szansę. Dziękuje Ci za przyznanie prawa do własnego życia, jesteś pierwszy, do tej pory nikt nie zauważył, że w tej całej tragedii, jestem jeszcze ja.
Pozdrawiam.

Newt
zaufany użytkownik
Posty: 3386
Rejestracja: pn cze 11, 2007 2:24 pm

Re: Ag- siostra

Post autor: Newt »

Mogę napisać z mojej perspektywy, gdyż mam zachownia podobne do Twojej siostry. Pomogło mi osobne mieszkanie, nie mam na kogo skierować agresji, rodzinę widuję co kilka dni. Pomagają mi w życiu, jednak musiałam trochę nauczyć się samodzielności. Jeśli przyjdą, a ja akurat jestem agresywnie nastawiona, to najlepsze wyjście zignorować mnie i sobie pójść. Nie ma co się wdawać ze mną w dyskusje, bo wtedy będę wyżywać się na kimś do upadłego. Po prostu jasno postawić granice.
"My mommy always said there were no monsters. No real ones. But there are."

Ert
zarejestrowany użytkownik
Posty: 9
Rejestracja: ndz paź 17, 2010 1:38 am

Re: Ag- siostra

Post autor: Ert »

Newt
Po pierwsze, dziękuje, że napisałaś (łeś). Przyznam się, że sama mam duży problem z przeszłością, z tym co się działo ze mną, gdy ona była agresywna. Nawet dziś urwałam rozmowę, po prostu się bojąc, choć obiektywnie nie miałam czego. Stąd też wspólne mieszkanie zawsze wykluczam, to zawsze była bardziej dla mnie ulga, niż troska dla niej, ale jeśli da to się tak połączyć, by i ona mogła na tym skorzystać, to chciałabym to osiągnąć. Szczerze, nie jestem już w stanie jej ufać, że mnie już nigdy nie skrzywdzi. Patrząc na nią rozumiem, że jest jej trudno nie być agresywną, że właściwie agresja to jej jedyna metoda na radzenie sobie z trudnościami, jednak, nie jestem w stanie żyć dalej w ten sposób. Jednak nasz problem jest szerszy, nigdy nie byłyśmy blisko, jako siostry, zawsze to ona mnie atakowała.. Dziś naszła mnie taka refleksja, uświadomiłam sobie, ze z zupełnie obcą osobą rozmawiałabym dużo swobodniej, po prostu bym się nie bała, jej reakcji, jej zemsty. Chciałabym ułożyć sobie z Ag lepsze stosunki, jednak ja jestem równie uprzedzona do niej, jak ona do mnie, mam wrażenie, że jest między nami przepaść, której żadna z nas nie chce pokonać i pewnie każda ma swoje racje. Ja jej się po prostu boje. Nie chciałabym odchodzić od jej drzwi, bo jest agresywna, chciałabym, by umiała panować nad własną agresją, by w końcu zrozumiała, że nie jestem jej wrogiem, ani jej konkurencją, nawet jeśli nie zawsze jestem wszytko w stanie zrozumie. Podobnie lekarze, nie pytam po to, by zaspokoić własną ciekawość, ale by leczenie szło w właściwym kierunku, widząc jak ona w ogóle w nie się nie angażuje. Osobne mieszkanie, już wykupione, wg. mnie może pomóc ale równie dobrze może pogłębić jej zamknięcie się, czego się boję.. Chcę by sobie radziła na tyle ile może, a na razie widzę, że nadal od nas żąda wiele, a od siebie nic nie wymaga, choć już w wyniku leków, nie potrafi być agresywna, ale jaka to pociecha, gdy myśli się o czyimś życiu, a nie tylko swoim. Z osoby agreswynej w domu mam teraz osobę wysoce niesamodzielną. To mnie martwi.
Pozdrawiam.

niewazne
zaufany użytkownik
Posty: 1414
Rejestracja: pn sie 16, 2010 4:15 pm

Re: Ag- siostra

Post autor: niewazne »

Myślę, że warto sprobować nawiązać z siostrą lepszy kontakt - SPRÓBOWAĆ aby nigdy nie mieć wyrzutów sumienia, że sie tego nie uczynilo..
Bo strach to nic innego jak zdradziecka odmowa pomocy ze strony rozumowania

Jerry
zarejestrowany użytkownik
Posty: 7
Rejestracja: sob gru 05, 2009 2:41 am

Re: Ag- siostra

Post autor: Jerry »

Witaj Ert,

Pobieżnie przeczytałem to co napisałaś ale widzę że nasze historie są w jakimś stopniu podobne... Na razie tylko sygnalizuję że jestem, mogę się z Tobą podzielić swoimi doświadczeniami. Czy prywatnie czy na forum to się jeszcze zobaczy...

Pozdrawiam

Ert
zarejestrowany użytkownik
Posty: 9
Rejestracja: ndz paź 17, 2010 1:38 am

Re: Ag- siostra

Post autor: Ert »

Jerry Witaj i Pozdrawiam

Niewazne Witam
Próbuje, jednak nadal nie mam poczucia bym w ogóle mogła z Ag nawiązać kontakt, nawet gdy zaczynam rozmowę, to mam wrażenie, jakbym mówiła do 'ściany', bo z jej strony nawet nie wyczuwam żadnej emocji, o odpowiedzi nawet nie mam co marzyć. Na chwilę obecną właściwie robię za nią wszystko, a to czego nie zrobię, zostaje niezrobione, na nic prośby, czy próby przekonania jej.. gdybym nie gotowała też dla niej, pewnie nic by nie jadła. Już sama nie wiem co robić, jak ją pobudzić do tego, by wzięła choć tak elementarną odpowiedzialność za Siebie. Mówiąc wprost, jest całkowicie zdana na nas, ale nie dlatego, że nie jest w stanie czegoś zrobić, mam wrażenie, ze bardziej brakuje jej 'impulsu', by to robić. Potrafi powiedzieć, że jest głodna, ale na moją propozycje, ze dam jej składniki na kanapki, które miałaby Sobie sama zrobić, zamyka się u siebie, lub odmawia. Ciągle jakby czekała na mnie, czy ojca, jakby uciekała od odpowiedzialności za Siebie. Nadal staram się ją przekonać do leczenie łuszczycy, nadal bez rezultatu.. Mam wrażenie, że to już coś na kształt depresji, tylko dlaczego na pytania lekarzy odpowiadała, że jest wszytko dobrze? Zadaje to pytanie tu, bo niestety z Ag nie mogę tak rozmawiać, odpowie mi jak zwykle beznamiętne milczenie..
Chciałabym by stałą się choć trochę samodzielna, a teraz nic na to nie wskazuje..
Co do wyrzutów sumienia, zawsze ja miałam, wszystkie tzw. służby, do których od lat zwracałam się o pomoc, we mnie je wzbudzały, bo przecież to ja powinnam Ag nakłonić do leczenia, dopóki tego nie zrobiłam, to nie byłą ich 'sprawa'.. wiem, że są i będą one ze mną do końca życia, za dużo czasu mineło, czasu i mojego i Ag straconego przez tą chorobę.
Pozdrawiam Serdecznie.

niewazne
zaufany użytkownik
Posty: 1414
Rejestracja: pn sie 16, 2010 4:15 pm

Re: Ag- siostra

Post autor: niewazne »

Mysle ze jestes dobrym rodzenstwem dla twojej siostry. Nie potepiasz jej ale starasz sie pomoc. Myslisz o jej przyszlosci- bo przeciez kiedys moze i ciebie zabraknac. Mysle ze jestes dobrym czlowiekiem i w koncu do ciebie szczescie sie usmiechnie.

Nie umiem ci dac rad, co do postepowania z siostra. Moje rodzenstwo nigdy nie bylo agresywne wobec mnie. Zawsze kierowalo sie do mnie z usmiechem a ja to odtracalam. Dlatego pisalam o wyrzutach sumienia.

To bardzo trudna sytuacja, ktora wymaga wiele poswiecenia i cierpliwosci. Moze sproboj kierowac bardzo pozytywne slowa do siostry, typu, ze moze ugotuje cos z toba lub czy moze sprobowac jakiejs potrawy bo nie wiesz czy dobrze smakuje. Moze malymi kroczkami i takimi gestami otworzy sie wobec ciebie.

Zycze ci wytrwalosci. Dbaj o siostre poki starczy ci sil.
Bo strach to nic innego jak zdradziecka odmowa pomocy ze strony rozumowania

Ert
zarejestrowany użytkownik
Posty: 9
Rejestracja: ndz paź 17, 2010 1:38 am

Re: Ag- siostra

Post autor: Ert »

Witaj
Niestety nie jest tak pięknie, jak piszesz.. Równie silna, jak odpowiedzialność za nią, jest we mnie chęć ucieczki, czy uwolnienia się od tej sytuacji. To już pisałam, czy sygnalizowałam wcześniej. Nie umiem się przestawić, po tylu latach nękania mnie, ani uwierzyć, że to już nie wróci. Wbrew przeciwnie, im więcej czytam o tej chorobie, tym bardziej rozumiem, że za jaj agresje odpowiada jej osobowość, a nie sama choroba (która tego nie ułatwiała, ale też nie tłumaczy). Podobnie teraz wiele moich propozycji , jest odrzucana, nawet drobnych, bo ona po prostu nie chce czegoś robić. Pewnie za tą niechęć odpowiada choroba, ale za to, że nawet nie zamierza mi tłumaczyć dlaczego, lub o tym rozmawiać, już raczej jej charakter. Od dziecka była zwalniana z wszystkiego, z racji na jej agresje, teraz ma wiele modeli zachowań, po prostu nie wyobraża sobie innego funkcjonowania w rodzinie. To ciągle my coś robimy, my do niej wychodzimy, choć najwięcej złego od niej znaliśmy. Ag do dziś nie uznała, że cokolwiek wcześniej źle robiła. Nie chodzi tu o przepraszam, ale chęć, choćby pójścia na terapie, zrozumienia, że pewne zachowania z jej strony były złe, wręcz karalne. To też wzmaga mój lęk, bo kiedyś nie pojedzie na zastrzyk i wszytko wróci.. Ja tego ciągle się boje i uważam, ze mam czego się bać, nie wchodząc w szczegóły, czasem przez wiele miesięcy, Ag jedyną motywacją, czy uczuciem do mnie, była chęć zemsty na mnie, lub niszczenia mi życia, a byłą w tym bardzo pomysłowa, robiła to dość skutecznie. Stąd ta sytuacja nie jest łatwa, a leczenie, wcale jej nie uzdrawia, z czego zdaję sobie sprawę w pełni. Teraz jest niesamodzielna, ale nie w tym czego chce, lub czego żąda od nas.. nie je, bo nie chce sobie przygotowywać posiłków, ale tez w niczym nie uznaje naszego głosu, wiec tą Ag niesamodzielność bardziej postrzegam, jako zrzucanie na nas tego, czym ona sama nie chce się zajmować, a nie chce prawie wszystkim, co dotyczy codziennego funkcjonowania. Z drugiej strony widać, ze źle widzi nasze próby choćby sugerowania jej leczenia łuszczycy, czy zajęcia się czymś, nadal istniejemy jako hotel, tylko teraz nie jest agresywna w stosunku do nas, ja uważam mimo wszystko, że do czasu. Chciałabym się mylić.
Wiem, że sytuacja jest trudna i nie odpowiada za nią tylko jej choroba. Wiem też, a przynajmniej staram się wpłynąć na zmianę relacji, by Ag zaczęła funkcjonować inaczej, by zrozumiała, że bez względu na wszystko nie będziemy jej pomagać, bo nie chcę by powtórzyło się to co trwało już 15 lat. Gdy ona uważała, że może nas zwalczać, niszczyć nam życie, w zamian za urojone nasze winy (nie związane z omamami, ale jej nierealnymi żądaniami lub po prostu czymś co ją spotkało poza domem, a za co na nas wyładowywała złość). Teraz trudno z nią rozmawiać nawet o tym, stąd też ja jestem w swego rodzaju impasie. Bo tego co się działo w moim domu nie da się przekreślić kilkoma miesiącami leczenia, które ona może przerwać w każdej chwili. Stąd też dom zostanie sprzedany (decyzja ta została podjęta przed szpitalem Ag) a my będziemy mieszkać oddzielnie. I tu teraz gdy jeszcze mieszkamy razem, chciałabym Ag nauczyć jak najwięcej, by radziła sobie jak najlepiej sama. Tylko z jej strony nie ma żadnego zainteresowania, jakby uważała, że tu, jak i wtedy gdy obie będziemy mieszkać oddzielnie, ja zawsze będę choćby dowozić jej obiady. Podobnie z łuszczycą, przeprowadzi się do miasta, mnie martwi to jak się odnajdzie w sąsiedztwie z tak zaniedbaną chorobą, a do niej żadne moje argumenty nie trafiają, choć widzę, że wśród ludzi jej się wstydzi, to i tak nawet nie wspomina o jej leczeniu i nie chce o tym rozmawiać. Chcę jej pomagać, ale nie na obecnych zasadach, do tego będzie to niemożliwe, gdy wyprowadzimy się, każda do swojego domu. Chciałabym coś teraz robić, bo wiem, ze to co zrobię nie tylko jej pomoże ale też mi. Teraz sytuacja jest taka, ze jak ja nie ugotuje jej czegoś, ona po prostu nie zje. Z drugiej strony stara się na mnie wiele wymusić, choć już nie używa do tego agresji, to nadal uważa, ze jej się to ode mnie należy. Nie jestem w żadnym pojęciu święta, gdyby ona sobie sama radziła, nie wiem, czy nie urwałabym z nią kontaktów, za dużo się już stało, za dużo złego.
Tak to wygląda i jak na razie nie umiem sama sobie z wieloma sprawami poradzić, robię to co trzeba, ale daleka jestem od szukania siostrzanej miłości, bo takiej nigdy nie zaznałam, mało tego, dość boleśnie zostałam tego dawno temu oduczona. Tego nie szukam, nie potrafię w tak krótkim czasie zaufać.
Niewazne cieszę się, ze w Twoim domu nie było agresji, bo to wiele w Waszych relacjach ułatwi. Może ktoś doradzi, bo uczciwie przyznaje, ze ja też mam problem, nie pytam tu tylko o Ag, choć o nią też, bo wiele z czym teraz się stykam, to choroba, mi jeszcze nie znana, choć staram się o niej czytać jak najwięcej.
Pozdrawiam.

Melaine
zarejestrowany użytkownik
Posty: 5
Rejestracja: pt lis 05, 2010 1:40 am

Re: Ag- siostra

Post autor: Melaine »

Ert. Masz prawo do stawiania granic. Masz prawo przezanalizować swoją sytuację, i tak ustawić Wasze kontakty, by Twoje życie nie traciło na jakości. Masz prawo się nie bać. Nie uszczęśliwisz nikogo na siłę. Cokolwiek ktokolwiek zechce Ci wmawiać, też jestes człowiekiem mającym prawo do własnego życia, własnych smutków i radości, nie tylko tych związanych z niańczeniem siostry. Po prostu swoich. Żeby wszystko było jasne, nie namawiam Cię do zerwania kontaktów, ale do zadbania o siebie. Ag to dorosła osoba i wiele sytauacji które zdarzają się w jej życiu, to odbicie jej osobowości. Nie 100% zachowań to choroba, prawda? Ty zachowujesz się jak osoba współuzależniona, jednak masz przebłyski zdrowego instynktu samozachowawczego, który podpowiada Ci, że Ty w swoim życiu jesteś WAŻNA. Nie wszystko musi być podporządkowane chorobie. Lub siebie Ert. Jesteś ważna.
Mel

Odważny, to nie ten kto się nie boi, ale ten który wie,
że istnieją rzeczy ważniejsze niż strach.

Ert
zarejestrowany użytkownik
Posty: 9
Rejestracja: ndz paź 17, 2010 1:38 am

Re: Ag- siostra

Post autor: Ert »

Witaj Melaine
Problem w tym, że to co w teorii jest takie proste, co może posłużyć komuś, kto z czymś nie miał do-czynienia, lub sobie poradził do oskarżeń, to nie jest takie łatwe w tzw. praktyce. Co z tego, że to wiem, wiem to od lat, jednak nadal mam do wyboru, albo ugotuje i podam, albo Ag nie zje... To jak to wyjaśnimy, czy w jakie słowa ubierzemy, nie zmieni faktów. Wybacz, że to piszę, ale ciągle jestem oskarżana o to, że przed nią się nie obroniłam. Urodziłam się w tej rodzinie, niczego nie wybierałam, czy nie szukałam, jestem , kim jestem. Wierz mi, że nikt mi nie pomagał, ci co wiedzieli brali jej stronę, bo przecież jest chora, to nie jej wina, nikt nie pytał mnie czy jeszcze daję sobie radę, jak żyje.. Rozumiem to, bo tak naprawdę agresja w takich przysadkach to chyba jedyna forma wymuszenia na innych pomocy, tacy ludzie jak ja, których na nią nie stać, się nie liczą. Zapłaciłam za to naprawdę ciężkimi 15 latami, mniejsza o szczegóły. Nawet dziś muszę wyjaśniać innym, że skoro z Ag tak źle, to dlaczego nie chcę z nią mieszkać.. tak bywa w rodzinach, że czasem na drugie dziecko brak już miejsca, i 'ono' to rozumie, milczy. Zwykle jest tak, że nie ma się wyboru, nie ma się kasy na kącie, by się wyprowadzić, wynająć lub wykupić coś na własność, czeka się na taką okazje jak ta, aż ktoś inny się zdecyduje, do tego czasu nie da się być nie współuzależnionym, czy nękanym, bo nie ma się gdzie odejść, tylko łatwo oceniać.
Z lepszych wieści, Ag chce iść leczyć łuszczycę, tylko ojciec wyjeżdża teraz na dłuższy czas, znów wszystko spaść ma na mnie? Ehh nie mam z nią kontaktu, nie czuję tego, wolałabym, by przynajmniej na początku jej pobytu w szpitalu, był na miejscu. No ale nawet tak lepiej, niż gdyby nie miała pojąć leczenia, tylko czy na pewno pójdzie..
Pozdrawiam Serdecznie

Ert
zarejestrowany użytkownik
Posty: 9
Rejestracja: ndz paź 17, 2010 1:38 am

Re: Ag- siostra

Post autor: Ert »

Witam
Do szpitala AG nie przyjęli, bo trzeba mieć od nich z przychodni skierowanie, a nie od rodzinnego (dziwne wymysły) i znów się zaczęło owlekanie tematu. Obecnie stanęło na tym, że Ag nie zamierza się umyć, by iść do przychodni przyszpitalnej, a tak Jej nie przyjmą, raczej skierują na leczenie w szpitalu psych. Oczywiście ustnie, czy nieoficjalnie. Przynajmniej tak myślę. Nie wiem, na razie nikt Jej tam nie zamierza wieść dopóki nie zacznie dbać o podstawy higieny. Nie czuje w ogóle potrzeby dbania o siebie, podobnie jest z leczeniem łuszczycy, to nam zależy, to my prosimy.. Dziś wprost powiedziała, że albo tak pojedzie, albo w ogóle i nic jej nie zrobimy. Coraz bardziej jestem za tym, by delikatnie się od niej się odsunąć, dać do zrozumienie, że musi wziąć za Siebie odpowiedzialność, a nie tak jak teraz, chętnie korzysta z naszej pomocy, ale tylko tak, jak jej to pasuje, poza tym tracimy kontakt z nią, lub jak dziś jasno daje do zrozumienia, że nie i nikt Jej nic nie zrobi. Chciałabym choć wiedzieć, czy bierze leki.. I jak tu brać odpowiedzialność za dorosłą osobę, czy Jej pomóc? Z rehabilitacyjnego się Jej pozbyli ze względu na łuszczycę, na dermatologiczny raczej Jej nie przyjmą.. a Ag już wie, że na rehabilitacyjny nie pójdzie i nikt Jej nie zmusi, a z łuszczycą jest jak pisałam. Martwy punkt. Prosić, przekonywać (a raczej mówić do pleców znikających za drzwiami) czy odsunąć się dając do zrozumienie, że dopóki tak postępuje, to wszelka nasza pomoc jest bezcelowa?
Pozdrawiam Serdecznie

Ert
zarejestrowany użytkownik
Posty: 9
Rejestracja: ndz paź 17, 2010 1:38 am

Re: Ag- siostra

Post autor: Ert »

Witam
Dostała skierowanie, niedługo może pójdzie leczyć łuszczycę..O tyle lepiej, bo naprawdę było by jej strasznie trudno odnaleźć się z takim wyglądem w centrum (prawie) miasta. Jedno mnie zastanawia, wybaczcie, ale kwestia wsparcia dla rodzin chorych, przecież to w ogóle nie istnieje. 15 lat się nade mną znęcała, a ja chodząc do psychiatrów nawet nie uzyskałam nieoficjalnej opinij, że jest coś nie tak.. teraz mimo, że trafiła do szpitala z interwencji, wystarczyła jej zgoda (nie wiem na ile świadoma, dalsza praktyka świadczy o jej braku przekonania do własnej choroby) na izbie przyjęć, by była traktowana na równi z osobą świadomą swojego stanu i w pełni decyzyjności. Czy to ma sens? Czy tak Państwu Polskiemu po prostu łatwiej, wielu urzędnikom i lekarzom- pozbyć się problemu, a w razie czego odpowiedni reportaż, ze to rodzina nie chciała interwencji.
Tu też milczenie. Tylko co dalej, nie ukrywam, ze nie raz gubię się w tym wszystkim, że nie ma osoby, która by mi pomogła, nie chcę dla niej źle, ale też chcę w końcu żyć bez lęku... do dziś jestem sama i tak chyba już zostanie. Tak ze mną też jest źle, ten czas, kiedy rodzina mnie odrzucała (bo to przecież Ag jest chora) gdy policja nie podejmowała interwencji (tak wygodniej).. to przeszłość, pytanie, czy coś się zmieniło, czy próbować, czy ratować tylko siebie ? Czy coś się zmieniło? Czy tkwię w błędnych przekonaniach, popartych doświadczeniem z przeszłości... Zadaję to pytanie i proszę o szczerą odpowiedź. Wsparciem nie możecie być dla mnie, bo Was nie ma, piszę to tylko prawie do siebie, więc czy nadal jest jak było, czy coś w tej sprawie się 'ruszyło' ? Chcę to wiedzieć, by móc uciec, gdy już naprawdę nie dam rady.
Pozdrawiam i Żegnam.

Wróć do „mój brat/siostra jest chory/a”