rodzeństwo

Jerry
zarejestrowany użytkownik
Posty: 7
Rejestracja: sob gru 05, 2009 2:41 am

rodzeństwo

Post autor: Jerry »

Chciałem poznać opinie i doświadczenia innych osób których rodzeństwo choruje. Jak sobie z tym radzicie? Chodzi mi o granicę między własnym życiem a zajmowaniem się chorym. Z jednej strony - wiem że muszę żyć swoim życiem, z drugiej - trzeba osobie chorej pomóc, z trzeciej - wyrzuty sumienia - jak zajmę się sobą to nie zajmę się chorym, z czwartej - jak to wszystko ułożyć we właściwych proporcjach...

kyoko
zarejestrowany użytkownik
Posty: 25
Rejestracja: śr gru 16, 2009 3:04 pm
Status: Mężczyzna
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Bielskobiała

Re: rodzeństwo

Post autor: kyoko »

czesc ja tez mam taki problem nie mam czym sie z toba podzielic ale czuje to co ty moja mama ma raka wiem ze kiedys bede musial sie z tym pogodzic ze....
moja siostra ma stwierdzona schizofrenie ale nie wiem jaka nie chce sie leczyc jest wrogo nastawiona do ludzi do rodziny nie wiem co robic bo gdyby moja mama umarla co bym mial poczac?ludzie napiszcie cos propozycje czy cos ....

pinokio
zaufany użytkownik
Posty: 217
Rejestracja: pt wrz 11, 2009 4:56 pm

Re: rodzeństwo

Post autor: pinokio »

Nie wiem jak inni ale ja akurat ze swoją siostrą mam na pieńku i nie jestem w stanie doradzać komuś jak ma sobie ułożyć życie z osoba chorą.

zima74
zarejestrowany użytkownik
Posty: 2
Rejestracja: czw sty 14, 2010 12:45 am

Re: rodzeństwo

Post autor: zima74 »

Pozdrawiam,mój brat od 8 lat choruje na schizofrenie.To rozdarcie wewnętrzne o którym piszesz dotyka większość rodzin.Oprócz zwykłych codziennych obowiązków,praca,dom dochodzi do tego obciążenie(czy poświęcając czas osobie chorej nie zabieram go np.dziecku,mężowi,żonie-często w zabieganiu zapominamy o nas samych).Trzeba się zdystansować do wielu spraw,przemyśleć,poukładać-chociaż często jest to trudne.Często zadajemy sobie pytanie dlaczego?Osoby nam najbliższe często traktują nas jak swoich wrogów(bo to my rodzina zmusiliśmy ich do leczenia-tyle lat mój brat nie ma poczucia choroby).To ja jestem tym złem,bo pilnuję czy bierze leki.Myślę,że w tej całej chorobie on nawet nie wie,że kocham Go tak jak zawsze mimo częstego zmęczenia.Życzę wytrwałości, miłości i zdystansowania się do wielu spraw.

Jerry
zarejestrowany użytkownik
Posty: 7
Rejestracja: sob gru 05, 2009 2:41 am

Re: rodzeństwo

Post autor: Jerry »

Dzięki za odzew :) Mam nadzieję że wątek się jeszcze rozwinie.

Do kyoko i nie tylko... może to co napiszę się komuś przyda. Nie silę się na dawanie rad, sam jestem teraz kłębkiem pytań ale napiszę to co już wiem.

Na pewno przełomem było dla mnie 'olśnienie' że to jest choroba. Nie żadne złe nastawienie, charakter... Po prostu choroba która taka jest i już.

Zacząłem coś czytać, bardzo dużo dało mi to forum. Czytałem posty zarówno chorych oraz ich bliskich.

Znalazłem kilka artykułów w sieci na temat sytuacji rodzin. Jakoś potwierdziły to co obserwowałem u siebie...

Teraz mam zamiar przeczytać 'Życie ze schizofrenią. Poradnik dla rodzin' (Kim T. Mueser, Susan Gingerich). Mam nadzieję że poszerzy mi trochę horyzonty.

No i chyba najważniejsze z tego wszystkiego - pójść do ludzi. Samemu niewiele wymyślę, mogę jedynie się z tym 'dusić' sam, co tylko podtrzymuje depresyjny sposób myślenia a z tym daleko nie zajdę. Na pewno chcę pogadać z kimś kto jest w podobnej sytuacji (m.in. przez to forum), spróbuję też pójść do kogoś kto zajmuje się terapią rodzin (w końcu jest nas spora grupa, nasze zachowania i możliwe sposoby pomocy zostały już pewnie spisane i opracowane przez fachowców). Nie liczę na cuda. Chcę zmienić podejście na bardziej konstruktywne - to już dla mnie będzie 'cudem'.

Do zima74 - dzięki za ciepłe słowa. Też mnie często trapi pytanie 'dlaczego'.
Znalazłem taki tekst (wzięty z ruchu AA więc może trzeba by go trochę przerobić ale idea jest chyba słuszna...). Być może Tobie on jest niepotrzebny ale może okaże się przydatny komuś kto jest na początku drogi.

'Często kusi nas, by dopytywać się "Dlaczego?" Dlaczego mi się to przytrafiło? Dlaczego akurat mnie? Dlaczego nie mogę być kimś innym? Ale owe piętrzące się "dlaczego" prowadzą jedynie do wyszukanych usprawiedliwień i racjonalizowania tego, co robimy i jacy jesteśmy. Pytanie, które warto stawiać, jest nie "dlaczego", lecz "jak"!
Pytanie o sposób zapewni nam dogłębne zrozumienie Programu; pytajmy jak działac, jak słuchać, jak poruszać się w procesie zdrowienia. Poprośmy Siłę Wyższą o wskazówki, a wesprze nas Ona radą i przewodnictwem. Wiedza o "jak" zagwarantuje nam wszystko, czego potrzebujemy, by powracać do zdrowia i rozwijać się. "Dlaczego" nie ma tutaj nic do rzeczy.'

111111
zarejestrowany użytkownik
Posty: 4
Rejestracja: pt sty 29, 2010 10:13 pm

Re: rodzeństwo

Post autor: 111111 »

Nie radzę sobie wogóle... Poprostu jeszcze nie wiem jak to robić. Nie mieszkaliśmy już razem od 4 lat. Kiedy około tygodnia temu mój brat dostał atak (nie pierwszy, jak się okazało), albo raczej jak ja się dzowiedziałam o tym, przywiozłam go do siebie. Wtedy było w miare ok. Tzn nie byłam "wrogiem", rozmawiał ze mną, mówił co nie jest tak. Od 3 dni się to powoli zmienia. Dziś powiedział, że nie powie co mu nie pasuje, bo mi nie ufa... Leki bierze od tygodnia i nic, tylko gorzej. No nic, pozostaje mi czekać. Zresztą trudno to wszystko opisać, mi przynajmniej.
Jeśli chodzi o mnie i moje odczucia... Nie ma mnie, moje życie na razie zostało zawieszone. Wszystko kręci się wokół brata. Na dłuższą metę nie jest to rozwiązanie, ale nie umiem teraz granicy żadnej wyznaczyć. Proporcje? 0 dla mnie 10 dla brata (w skali 10 stopniowej). Fajnie byloby móc porozmawiać z kimś kto wie jak to wszystko poustawiać by w życiu było miejsce na mnie, brata i na niechcianego gościa-chorobe....

Awatar użytkownika
dan
moderator
moderator
Posty: 2096
Rejestracja: śr mar 22, 2006 2:24 am
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Poznań

Re: rodzeństwo

Post autor: dan »

111111 pisze:Fajnie byloby móc porozmawiać z kimś kto wie jak to wszystko poustawiać by w życiu było miejsce na mnie, brata i na niechcianego gościa-chorobe....
Wybierz się do psychologa. Nic nie zastąpi rzeczywistego kontaktu z drugą osobą.
Twój brat musi zacząć sobie sam drobnymi krokami radzić w życiu. To nie jest korzystne ani dla Ciebie ani dla niego, żeby traktować go w tej sytuacji, jak kogoś upośledzonego, niepełnosprawnego. Rozumiem, że brat jeszcze jest w psychozie? Jeśli tak, to na razie trzeba poczekać, aż zdobędzie świadomość (wyjdzie z psychozy i będzie wiedział, że ją miał oraz będzie potrafił odróżnić swój świat z psychozy od świata realnego). Prawdopodobnie przyjdzie wtedy depresja (tzw. popsychotyczna). I to będzie czas na intensywną pracę nad jego aktywizacją życiową. Tutaj do akcji powinien się włączyć terapeuta i Twoje wsparcie oraz codzienne motywowanie brata do samodzielnego robienia różnych czynności dnia codziennego (jeśli zamierzasz z nim w dalszym ciągu mieszkać).
Pomaga praca, pomaga wszelkie hobby a szkodzi bezczynne rozmyślanie i dumanie.

Zapisz się na wizytę u jakiegoś psychologa, porozmawiaj z nim. Będziesz miała wsparcie i dobre rady, jak to wszystko poustawiać.
Zapraszam do rozmowy na czacie.

Awatar użytkownika
Petruccio
zaufany użytkownik
Posty: 12670
Rejestracja: pn gru 01, 2008 3:53 pm
płeć: mężczyzna

Re: rodzeństwo

Post autor: Petruccio »

Żałuję, że nie było tego forum - i ogólnie - takiej informacji na temat schizofrenii, kiedy zachorował mój brat. Nie było wtedy jeszcze powszechnego internetu w Polsce ani nikogo, kto by edukował szeroko na ten temat. Choroba mojego brata spadła na mnie jak cios z jasnego nieba. Miałem wtedy 15 lat i byłem jeszcze zdrowy. Z tej sytuacji wyszło tylko to dobrego, że trafiłem do psychologa, który uświadomił mi moją własną osobowość i było mi łatwiej pokonać obecną chorobę w późniejszym czasie.
Obrazek

bette
zarejestrowany użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: śr lut 10, 2010 12:39 pm

Re: rodzeństwo

Post autor: bette »

Witam wszystkich!
Jestem pierwszy raz na tym forum, jest to również mój pierwszy post. Tak jak wiele innych osób znajdujących się tutaj problem schizofrenii dotyczy również mnie, wprawdzie pośrednio, ale jednak. Moja starsza siostra jest chora już od paru dobrych lat. Ostatnie zaostrzenie choroby miała jakieś 10 lat temu. Jak na razie można powiedzieć, że funkcjonuje w miarę normalnie (jak na możliwości osoby cierpiącej na schizofrenię). W końcu chyba doszła do odpowiedniego dobrania leków. Wcześniej miała zastrzyki i mówiła, że nie czuje się po nich najlepiej, że ma lęki. Dlatego teraz stara się (staramy) wykorzystać jej dobre samopoczucie i pojawił się wątek studiów. Co trochę mnie przeraża, bo bardzo chciałabym, żeby sobie poradziła, ale boję się co będzie, kiedy stwierdzi, że jednak nie da rady, że nie odnajdzie się wśród ludzi.
Mi również ciężko jest wyważyć gdzie zaczyna się moje życie, a gdzie życie mojej siostry. W prawdzie nie mieszkamy razem, ale ja ostatnio coraz więcej myślę o niej, o tym, żeby jej pomóc. Przechodziłam już etapy od złości, zobojętnienia, żalu, zazdrości, po pomoc, wcielanie się w rolę pseudo pielęgniarek i terapeutów. Tak jak wy nie wiem co robić, gdzie postawić granicę, aby nie odwrócić się całkiem, ale też nie wyręczać.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dziękuję za forum, posty i zachęcam do dzielenia się refleksjami.

kffiatuszek
zarejestrowany użytkownik
Posty: 2
Rejestracja: sob lut 13, 2010 4:31 pm

Re: rodzeństwo

Post autor: kffiatuszek »

Witam,
Jestem tutaj pierwszy raz i widzę, że niestety też są osoby, którym rodzeństwo przez swoją chorobę dało `popalić`
Zacznę tak, mam 19 lat i starszego o 10 lat brata, chorego na schizofrenie. Będąc małą dziewczynką pamiętam, że zawsze się awanturował miał problemy w szkole a podbite oko było u niego normą.
Gdy był w moim wieku wpadł w złe towarzystwo, zaczął pić, palić i brać amfetaminę, która jak stwierdził psychiatra, przyczyniła sie do zaburzeń psychicznych.
Początkowo rodzice ukrywali chorobę brata, bojąc się odrzucenia przez społeczeństwo.
Pierwsze lata nie były trudne bo chciał sie leczyć, powiem szczerze, że nie zauważyłam wtedy dziwnych zachować w jego życiu.
Mniej więcej 3 lata później zaczęły się schody, a to wszystko za sprawą ` dobrej` rady, brzmiącej tak:"przecież nie musisz brać leków, one Ci są nie potrzebne". Od wtedy jest tylko gorzej..., po jakiś 4 tygodniach popodcinał sobie żyły. Później leczenie w szpitalu, powrót do domu, chwila `normalności` .... I tak w kółko...., odstawia leki a za jakiś czas coś wyprawia... .

Jego stan choroby jest tak zaawansowany, że jak przez dwa dni nie psychotropów to już widać zmianę w jego zachowaniu.Strasznie jest agresywny, ma pretensje do całej rodziny, uważając, że krzywdzimy go.

Czasem już tego sama nie wytrzymuję, jak jestem w szkole i rodzice dzwonią na komórkę, to się boję, że któreś jest w szpitalu, bo mój brat coś znowu zrobił.
A wracając do domu chciałabym mieć ciszę i spokój, by móc odpowiednio przygotowywać się do matury a tu obok z pokoju ciągła głośna muzyka i śmiechy... . Po prostu nie potrafię żyć w hałasie... .

Pozdrawiam wszystkich i przepraszam za swoje wypociny.

Awatar użytkownika
zbyszek
admin
Posty: 7748
Rejestracja: ndz lut 02, 2003 3:24 am
Status: webmaster
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa

Re: rodzeństwo

Post autor: zbyszek »

kffiatuszku, ucz się w bibliotece. W radzeniu sobie z chorobą decydująca jest wiedza całej rodziny. Każdy domownik powinien coś na ten temat przeczytać.

kffiatuszek
zarejestrowany użytkownik
Posty: 2
Rejestracja: sob lut 13, 2010 4:31 pm

Re: rodzeństwo

Post autor: kffiatuszek »

Niestety już próbowałam tego wariantu, ale ze względu na słaby dojazd do mojej szkoły,(mieszkam na wsi) musiałam zrezygnować... . :(
Odkąd odkryto chorobę u mojego brata, wszyscy pogłębiali wiedzę na ten temat. Mnóstwo książek wypożyczonych z bibliotek, wyszukiwanie informacji w sieci. Chcieliśmy po prostu wiedzieć jak postępować.

Jerry
zarejestrowany użytkownik
Posty: 7
Rejestracja: sob gru 05, 2009 2:41 am

Re: rodzeństwo

Post autor: Jerry »

Witam po dłuższej przerwie...

Przeczytałem książkę, sporo uporządkowanej wiedzy no i coś nowego dla mnie, skorzystałem na tej lekturze. Pewnie jeszcze do niej wrócę.

Jednak najwięcej dał mi kontakt z ludźmi. Dusiłem się z tym problemem sam latami, w końcu porozmawiałem z zaufanym kolegą w cztery oczy. Tego nie zastąpi najlepsze nawet forum.

Poza tym poszedłem do psychologa. Dzięki tym spotkaniom (i nie tylko bo trafiłem jeszcze na pewną książkę która mnie na coś naprowadziła) uświadomiłem sobie wiele swoich cech o których nie miałem pojęcia. Które można zmieniać a które w połączeniu z opisywanym problemem sprawiały że życie było koszmarem.

siostraF20
bywalec
Posty: 41
Rejestracja: pt lis 13, 2009 8:25 pm

Re: rodzeństwo

Post autor: siostraF20 »

My jesteśmy blisko załamania. Od chyba grubo ponad 10 lat nie dociera do mojej siostry, że jest chora. A dopóki sobie tego nie uświadomi, nie będzie chciała się leczyć. Jeśli chodzi o próby rozmowy na temat choroby, chyba jesteśmy już akrobatami, z tak wielu stron próbowaliśmy ją podejść. Obecnie przebywa w szpitalu już 12 albo 13 raz, tym razem policja wyprowadziła ją z domu siłą. Wcześniej chyba raz albo 2 wzywaliśmy karetkę, ale obywało się bez cyrków i sama grzecznie wsiadała. I tutaj pojawia się to, czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Siostra jest świadoma wszystkich rzeczy, które robi (agresja, bicie, groźby, rzucanie przedmiotami etc.), wie, że to nie jest normalne zachowanie. Wie, że do szpitala trafiają ludzie chorzy. Wie, że jeśli narozrabia, przeniosą ją z oddziału otwartego na zamknięty. Mimo to cały czas uparcie twierdzi, że jest zdrowa, że to my wszyscy wmawiamy jej chorobę. Na rozprawach w sądzie raz mówi, że jest zdrowa, raz, że chora a potem chce wnosić pozwy przeciwko lekarzom, którzy umieszczają ją w szpitalu. Leków zupełnie brać nie chce, próbowaliśmy już wielu i starszej i nowszej generacji. Zawsze było jakieś "ale". I tak się kręci jej życie. Psychoza, szpital, odstawienie leków, szpital... Do tego stopnia, że nie jestem w stanie pojąć, jak to jest możliwe, że schizofrenik może być na tyle świadom swojej choroby, że bierze leki i w razie pogorszenia swojego stanu sam zgłasza się do lekarza po pomoc. To tak wiele zmienia. Nie wiem, co siedzi w jej głowie. Dlaczego jest tak odporna na psychoedukację, którą nie raz już przechodziła. Dlaczego jest tak bezkrytyczna.

Znalazł już ktoś jakiś sposób, żeby przekonać chorego, że jest chory i powinien się leczyć i jeśli będzie brał leki, wszystko wróci do normy? Czy może po prostu już jest za późno i moja siostra nie chce wracać do naszego świata?

Awatar użytkownika
moi
moderator
moderator
Posty: 27824
Rejestracja: czw maja 18, 2006 1:12 pm
Gadu-Gadu: 9
Lokalizacja: Dolny Śląsk

Re: rodzeństwo

Post autor: moi »

siostraF20 pisze: Znalazł już ktoś jakiś sposób, żeby przekonać chorego, że jest chory i powinien się leczyć i jeśli będzie brał leki, wszystko wróci do normy? Czy może po prostu już jest za późno i moja siostra nie chce wracać do naszego świata?
Niestety, nie ma sposobu -poza przymusem, ale tego nie polecam- żeby zmusić chorego do uznania faktu swojej choroby i przyjmowania leków. Do siostry zaczyna docierać coś dopiero, gdy faktycznie przekracza pewne granice normalnego funkcjonowania - rzuca przedmiotami, jest groźna dla siebie i innych. Ale jeśli bierze leki tylko sporadycznie, to objawy są jedynie na chwilę tłumione. Być może siostra od bardzo dawna nie czuła się już "normalnie" i nie pamięta może nawet jak to jest tak się czuć?

To jest bardzo trudna sytuacja, bo nie można wytłumaczyć choremu, że jest chory, jeśli on sam nie przyjmuje tego faktu do świadomości.

Bardzo współczuję Waszej rodzinie i mam nadzieję, że siostra uzna fakt swojej choroby. A może powinna brać leki w formie zastrzyków? Taki zastrzyk bierze się raz na miesiąc, ktoś mógłby tego dopilnować i po jakimś czasie może udałoby się siostrę przywrócić do normalności?

Pozdrawiam.m.

Wróć do „mój brat/siostra jest chory/a”