Mój chłopak...

  -TMOVE_BUTT AMOVE_BUTT SMOVE_BUTT
libellula
zarejestrowany użytkownik
Posty: 12
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Mój chłopak...

Postautor: libellula » pn lip 17, 2017 12:45 pm

Dorzucę kolejny wątek w tym temacie.
Sprawa jest świeża. Nie mam z kim porozmawiać, nie mam komu wyżalić się i zapytać co mam zrobić. W brutalny sposób dowiedziałam się, że mój chłopak jest schizofrenikiem. Spotkaliśmy się w sobotę, chciał porozmawiać. No i porozmawialiśmy, a raczej on mówił a ja słuchałam. Szczęka wylądowała na podłodze, a oczy wyszły na wierzch. Chciał ode mnie "prawdy". A jako że nic co mówiłam prawdą według niego nie było, to skwitował że fajna przygoda to była i tak dalej, ale razem nie możemy być. Nie wiem czy liczył, że zacznę błagać, ale ja po prostu zebrałam się i wyszłam. Mętlik w głowie, co się dzieje. Napisałam do jego brata i się dowiedziałam co się dzieje. Jak wiadro zimnej wody w twarz. Przez te 10 miesięcy znajomości, ani wzmianki na ten temat. Podobno przestał brać tabletki, bo poczuł się dobrze. Wieczorem zadzwonił, płakał. Uznałam, że nie będę go skreślać od razu. Pójdzie do lekarza, dostanie leki, wróci do normy. Ale on nie chce. Nie uważa się za chorego. Wczoraj cisza a dziś na dzień dobry sms z przekazem: nie możemy być razem bo jesteś taka jak wszyscy. Nie jest dobrze. Boję się, o niego, jasne. Ale o siebie bardziej. Połowę życia zmagam się z depresją, ale jakoś w ciągu ostatnich dwóch - trzech lat udało mi się jakoś poukładać życie. Mocno nad sobą pracowałam. Poznanie go to była wisienka na torcie. Nie jestem najmłodsza, 30 już skończyłam, a to mój pierwszy prawdziwy związek. Nadzieja na normalne życie. Powoli do mnie dociera, powoli zaczynam się sypać... Nie wiem jak powiedzieć o tym rodzinie. Takie plany mieliśmy, miałam się przeprowadzić do niego. Podły los.

Awatar użytkownika
cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 14580
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
Płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Postautor: cezary123 » pn lip 17, 2017 1:50 pm

Chciał ode mnie "prawdy". A jako że nic co mówiłam prawdą według niego nie było, to skwitował że fajna przygoda to była i tak dalej, ale razem nie możemy być.
Prawdę to życie pokaże.
Nie mów nikomu ze swojej rodziny, zrugaj jego brata, że go zdradził a potem albo zapomnijcie o sobie albo usamodzielnijcie emocjonalnie i rozwiążcie problem w cztery oczy i wracajcie do budowania związku.

Awatar użytkownika
cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 14580
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
Płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Postautor: cezary123 » pn lip 17, 2017 6:50 pm

Podobno przestał brać tabletki, bo poczuł się dobrze. Wieczorem zadzwonił, płakał. Uznałam, że nie będę go skreślać od razu. Pójdzie do lekarza, dostanie leki, wróci do normy. Ale on nie chce. Nie uważa się za chorego. Wczoraj cisza a dziś na dzień dobry sms z przekazem: nie możemy być razem bo jesteś taka jak wszyscy. Nie jest dobrze. Boję się, o niego, jasne. Ale o siebie bardziej.
Chyba miał na myśli, że taka sama jak lekarze.
No cóż, żona to nie lekarz :)

libellula
zarejestrowany użytkownik
Posty: 12
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Postautor: libellula » pn lip 17, 2017 7:29 pm

Ja myślę, że życie prawdę właśnie pokazało. Mam mu za złe, że mi nie powiedział. Zwyczajnie boję się, wiem jak wygląda życie partnerki chorego. Mam taki przypadek w bliskiej rodzinie. Gehenna trwająca od lat. A z takim jego podejściem do sprawy pewnie i moje życie by tak wyglądało. Gdyby on tę chorobę zaakceptował, ale nie. Usiłuję się z nim porozumieć, opadają klapki z oczu. Na dzień dobry taką wiadomość mi wysmarował, chyba miało mi pójść w pięty. Trochę zaczęłam czytać, próbuję zrozumieć sytuację. To jest ewidentny skutek traumy z dzieciństwa. Podejrzewam, że silne emocje związane z pojawieniem się mnie w jego życiu wraz z odstawieniem tabletek (kurczę, ja nawet nie wiem kiedy on te tabletki przestał brać, od jak dawna je bierze i kiedy ostatnio był u lekarza), wpłynęly na to nagłe pogorszenie się jego stanu. Miał w pracy dość trudny dzień, był zmęczony i wtedy coś się stało, sam mi to powiedział przed tygodniem. Miniony weekend spędziliśmy razem, prosił żebym była z nim. Przyjechałam, w mieszkaniu syf, on zmęczony, nieobecny. Ale wytłumaczył się że to po pracy. Po tygodniu stan bez poprawy, on wygląda jak cień siebie, wmawia mi że czuje się świetnie. Co chwilę zaczyna się śmiać bez powodu. Od razu włączyła mi się lampka, ale nie wiedziałam że on jest zdiagnozowany. Czuję się oszukana. Ale chcę mu pomóc, choć nie wiem czy byłabym w stanie wrócić do tego związku. Wątpię.
Chyba miał na myśli, że taka sama jak lekarze.
No cóż, żona to nie lekarz :)
O nie, taka sama jak inni ludzie, poprzednie jego dziewczyny, wszyscy. O lekarzach nic nie mówił. Widzisz, jego zdaniem wszyscy są czcicielami szatana. Ja też, choć o tym nie wiem. Spytałam dlaczego tak sądzi, on nie wie. Paranoja. Zanim się zagubił totalnie, był tak wartościowym człowiekiem. Skromnym i bardzo niepewnym siebie, ale widziałam jak się zmieniał, jak nabierał pewności siebie. I nagle taki kryzys. A takie plany były. Och dobrze że to wypłynęło na tym etapie związku, choć i tak późno...

Maciejka34
bywalec
Posty: 64
Rejestracja: sob cze 24, 2017 3:50 pm

Re: Mój chłopak...

Postautor: Maciejka34 » pn lip 17, 2017 7:46 pm

współczuję.. to musiał być dla Ciebie cios. z chorym da się żyć, pod warunkiem że się leczy i rozumie że to choroba. ja miałam jeden epizod psychotyczny tylko, wtedy mężowi było trudno bo nic nie wiedział o chorobie, ja tyle co ze studiów Ale szybko zakumalam ze coś jest ze mną nie tak. teraz biore leki i jest ok wszystko.
cóż, musisz zdecydować jakiego życia chcesz dla siebie i kierować się swoim dobrem. nic na siłę. przykre ze to wyszło po czasie, bo czujesz sie oszukana i porzucona, ale lepiej teraz niż po slubie, czy jakby dzieci były..
przykro mi.. trzymaj się.

Awatar użytkownika
cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 14580
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
Płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Postautor: cezary123 » pn lip 17, 2017 8:38 pm

Ja myślę, że życie prawdę właśnie pokazało. Mam mu za złe, że mi nie powiedział.
Próbowałem popatrzeć z jego punktu widzenia. Ja interpretuję jego pytanie o prawdę, jak pytanie o to czy byłabyś z nim bez względu na to, co się zdarzy i czy naprawdę wiesz, dlaczego z nim. Życie mogłoby pokazać, czy choroba bardzo przeszkadza w szczęściu czy nie ma znaczenia.
Ktoś może zinterpretować to inaczej, na przykład tak, że jest właśnie w psychozie i pyta o prawdę dotyczącą owego Satana, jak wspomniałaś. (Jeżeli przytakniesz mu, to będziesz mogła z nim być).
Trudno zrozumieć o co naprawdę chodzi i trudno popatrzeć bez uprzedzeń.
Psychoza za miesiąc minie i znajdzie się w innej sytuacji, wszystkie wydarzenia z konsekwencjami będą tak jakby obok, jako przerwa w życiu.

Nie ma co się złościć. Gdyby powiedział wcześniej, to byś i tak z nim nie była. A tak, byłaś i z tego co piszesz miałaś nawet poważne plany.
Po prostu to jest ryzyko miłości, skoro już decydujemy się na relację z drugim człowiekiem. Sami musimy wybadać kandydatów. Ty też wszystkiego mu o sobie z pewnością nie powiedziałaś i nie wszystko okazało się w życiu.

libellula
zarejestrowany użytkownik
Posty: 12
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Postautor: libellula » pn lip 17, 2017 9:50 pm

Przede wszystkim ja ciągle z niego nie zrezygnowałam. Potrzebuję czasu na przemyślenie tego, potrzebuję dystansu. Do mnie zawsze wszystko trafia w opóźnionym tempie. Ciągle próbuję się z nim porozumieć, ale nie odpowiada mi.

Tu jest sedno, nie zamierzam być służebnicą swojego faceta. Chcę być jego towarzyszką, partnerką, wsparciem i ostoją, ale nie zamierzam nigdy przyjmować roli cierpiętnicy skazanej na jakąś wydumaną niedolę. Za dużo się takich związków naoglądałam. I od początku mu swój punkt widzenia ujawniałam. Od początku ustaliliśmy, że rozmawiamy. I ja się tego trzymałam. Wszystko szło ku dobremu, jemu się podobało. Mówił mi to a ja widziałam jak mu oczy błyszczą z radości. Empatia. Ja też byłam zadowolona, nie mam zawyżonych wymagań, fajny związek się zaczynał formować. Opowiedziałam mu o sobie wszystko, nigdy przed nikim się tak bardzo nie otwarłam. On też mi mówił, dużo właściwie. Dodam jeszcze, że jestem otwarta. Przyjmuję wszystko, nie oceniam. I tak też byłoby z wiedzą o jego przypadłości. Nie toleruję kłamstwa i nieszczerości. Zwłaszcza w bliskiej relacji między ludźmi, którzy planują wspólną przyszłość.
Psychoza za miesiąc minie i znajdzie się w innej sytuacji, wszystkie wydarzenia z konsekwencjami będą tak jakby obok, jako przerwa w życiu.
I to się wszystko sprowadza do tego. Życie będzie toczyło się od takiej jednej przerwy w jego życiu do następnej. A w trakcie tych przerw ty sobie kobieto bądź tą cierpiętnicą. Zgadzaj się z wszelkimi jego teoriami, przyjmuj z godnością obelgi i rób co ci twój mężczyzna powie. On jest chory, wrażliwy, cierpi. A ja od dwóch dni płaczę do środka, bo na zewnątrz nie potrafię. Zbudowana przeze mnie wieża radości wali się z hukiem. Nadzieja na normalne życie odleciała. Zdaję sobie sprawę, że robi to nieświadomie, ale boleśnie mnie rani w tej chwili. On obudził moje serce, a teraz je tak po prostu podeptał...
Przepraszam, ale ja na prawdę nie mam z kim porozmawiać o tej sytuacji.

Awatar użytkownika
cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 14580
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
Płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Postautor: cezary123 » pn lip 17, 2017 10:36 pm

Przyjmuję wszystko, nie oceniam. I tak też byłoby z wiedzą o jego przypadłości. Nie toleruję kłamstwa i nieszczerości. Zwłaszcza w bliskiej relacji między ludźmi, którzy planują wspólną przyszłość.
Nie.
Nie byłoby tak, nie oszukujmy się. Twoja rodzina się nie zgodzi, Ty będziesz miała uprzedzenia, nie poznasz go, on pod wieczną obserwacją nie będzie sobą, nie będzie prawdziwy.
A poza tym być może nawrót psychozy był ze stresu, wywołanego lękiem o to, co będzie jak się dowiesz o jego nieodwracalnej tragedii. (albo z chęci dokonania niemożliwego - ucieczki do rzeczywistości i postaci, w której nigdy nie byłby psychicznie chory).
Zbudowana przeze mnie wieża radości wali się z hukiem. Nadzieja na normalne życie odleciała. Zdaję sobie sprawę, że robi to nieświadomie, ale boleśnie mnie rani w tej chwili. On obudził moje serce, a teraz je tak po prostu podeptał...
Ale mimo wszystko też trzeba uszanować jego granice.
Miewasz depresje i próbujesz ułożyć sobie życie a wiem jak wtedy boli każda kłoda rzucona pod nogi, szczególnie w sprawach osobistych. Chcemy, żeby każdy na naszej drodze pozwolił nam na szczęście bez wad i zła.
Ja bym powiedział w tym momencie, że i tak dobrze, że chwila względnie dobrego życia Wam się trafiła, bo to na pewno już się nie powtórzy. Nie ma doskonałości na tym świecie. Wszystko przemija. Czas płynie i nie wiadomo co będzie z każdym z Was jutro czy za rok.
Trzeba akceptować względne chwile radości.
A poza tym masz nauczkę na przyszłość, żeby nie polegać tylko na tym, co czyni Twój partner a samej kontrolować sytuację.

Awatar użytkownika
cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 14580
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
Płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Postautor: cezary123 » pn lip 17, 2017 10:55 pm

Oczywiście piszę na podstawie własnego doświadczenia, więc wszystko może wyglądać inaczej. Nie znam tego człowieka i nie wiem nic.
Libelulla poszukaj sobie zdrowego.
Każda miłość jest pierwsza :)

libellula
zarejestrowany użytkownik
Posty: 12
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Postautor: libellula » pn lip 17, 2017 11:24 pm

Trudne to jest. Jestem przekonana, że to przeze mnie ten jego stan. Choć nie wiem czym to spowodowałam, samym swoim zaistnieniem w jego życiu chyba. Ale jestem też przekonana, że nie przyjęłabym tego negatywnie gdyby uświadomił mnie o swoich przypadłości i lekach, które ma przyjmować. Zawsze tego chcę, najgorszej prawdy, faktów. Nienawidzę być oszukiwana. I on o tym wiedział. Co będzie dalej, nie wiem. Boję się, wpadam w otępienie powoli zresztą. Ale trudno. Skoro mam być samotna to będę. Podły los się nie zmieni, nieważne jak bardzo będę go zaklinać. I co mnie teraz czeka? Epilogiem tego związku będzie przyjęcie z pokorą z powrotem łatki z napisem: niedorajda życiowa. I blokada z mojej strony na otwarcie się ponowne przed kimkolwiek. Niedola. Dwoje poharatanych życiowo ludzi ma marne szanse na stworzenie zdrowego związku. A "zdrowi" ludzie nie chcą tych z problemami.

Awatar użytkownika
wowo21975
zaufany użytkownik
Posty: 1119
Rejestracja: pn wrz 14, 2009 2:00 am
Płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9697465

Re: Mój chłopak...

Postautor: wowo21975 » wt lip 18, 2017 1:31 am

Dorzucę kolejny wątek w tym temacie.
Sprawa jest świeża. Nie mam z kim porozmawiać, nie mam komu wyżalić się i zapytać co mam zrobić. W brutalny sposób dowiedziałam się, że mój chłopak jest schizofrenikiem. Spotkaliśmy się w sobotę, chciał porozmawiać. No i porozmawialiśmy, a raczej on mówił a ja słuchałam. Szczęka wylądowała na podłodze, a oczy wyszły na wierzch. Chciał ode mnie "prawdy". A jako że nic co mówiłam prawdą według niego nie było, to skwitował że fajna przygoda to była i tak dalej, ale razem nie możemy być. Nie wiem czy liczył, że zacznę błagać, ale ja po prostu zebrałam się i wyszłam. Mętlik w głowie, co się dzieje. Napisałam do jego brata i się dowiedziałam co się dzieje. Jak wiadro zimnej wody w twarz. Przez te 10 miesięcy znajomości, ani wzmianki na ten temat. Podobno przestał brać tabletki, bo poczuł się dobrze. Wieczorem zadzwonił, płakał. Uznałam, że nie będę go skreślać od razu. Pójdzie do lekarza, dostanie leki, wróci do normy. Ale on nie chce. Nie uważa się za chorego. Wczoraj cisza a dziś na dzień dobry sms z przekazem: nie możemy być razem bo jesteś taka jak wszyscy. Nie jest dobrze. Boję się, o niego, jasne. Ale o siebie bardziej. Połowę życia zmagam się z depresją, ale jakoś w ciągu ostatnich dwóch - trzech lat udało mi się jakoś poukładać życie. Mocno nad sobą pracowałam. Poznanie go to była wisienka na torcie. Nie jestem najmłodsza, 30 już skończyłam, a to mój pierwszy prawdziwy związek. Nadzieja na normalne życie. Powoli do mnie dociera, powoli zaczynam się sypać... Nie wiem jak powiedzieć o tym rodzinie. Takie plany mieliśmy, miałam się przeprowadzić do niego. Podły los.
Ważne żeby Twój chłopak podjął leczenie. Musi mieć świadomość choroby. Schizofrenia to przewlekła choroba która po odstawieniu leków powraca. Dopóki Twój chłopak nie zacznie się leczyć, to Wasz kontakt nie będzie normalny i stany chorobowe będą miały wpływ na Wasz związek. To bardzo nie dobra sytuacja. Jedyne wyjście to tylko leczenie.

Awatar użytkownika
cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 14580
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
Płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Postautor: cezary123 » wt lip 18, 2017 10:48 am

Ale jestem też przekonana, że nie przyjęłabym tego negatywnie gdyby uświadomił mnie o swoich przypadłości i lekach, które ma przyjmować. Zawsze tego chcę, najgorszej prawdy, faktów. Nienawidzę być oszukiwana. I on o tym wiedział.
Skończyłoby się tak: "Ach współczuję Ci mocno, będę wspierać jak mogę całe życie, wyjdziesz z tego, zostańmy więc już tylko przyjaciółmi".
I koniec miłości.
Jeżeli człowiek po chorobie ma długą remisję, to wcale leków nie musi przyjmować do końca życia. Epizody psychotyczne mogą być rzadkie, co kilka lat, albo wystąpić tylko jeden i więcej już nie. Diagnoza schizofrenii może być błędna i wtedy to właśnie będzie kłamstwem. Może to być po używkach, może być psychoza reaktywna, powstająca w trudnych warunkach, stresie. Nic naprawdę nie wiadomo. Wiadomo tylko, że są uprzedzenia

Oczywiście powinien powiedzieć dziewczynie od razu, że jest podejrzany o zaburzenia. Tylko tyle, reszta, diagnoza, ścisłe ustalenie choroby należy do lekarza i nie trzeba kombinować. Człowiek pewnie sam nie wie do końca co mu dolega. Potem, po euforiach miłosnych, nadziei, wspólnych planach, to rzeczywiście może wszystko zepsuć i kogoś ściąć z nóg.
Jestem przekonana, że to przeze mnie ten jego stan. Choć nie wiem czym to spowodowałam, samym swoim zaistnieniem w jego życiu chyba.
Ty naprawdę masz depresję.
Zaistnienie kogoś w czyimś życiu jest miłością. Ludzie poświęcają się dla siebie, przynajmniej w tym, że przez chwilę próbowali.
Po prostu ludzie poznają się, dobierają, sprawdzają, czy im się to opłaci, czy pasują do siebie w życiu, czy rozwiną wspólne plany i marzenia i tyle. Jak nie, to szukają bardziej dopasowanych swoich drugich połówek. Rzadko kiedy ktoś się tak zakocha w kimś, że będzie pragnął z nim być, cokolwiek by się nie zdarzyło i pójdzie za nim nawet w ogień. Dzisiaj w bogactwie, za trzy lata wozi go na wózku inwalidzkim itp. Albo na odwrót - bierze bezdomną a za 5 lat mieszkają w willi i oboje robią kariery... polityczne na przykład. Każdy wybiera jakim rodzajem miłości wiąże się z drugą osobą na tym świecie.
I co mnie teraz czeka? Epilogiem tego związku będzie przyjęcie z pokorą z powrotem łatki z napisem: niedorajda życiowa. I blokada z mojej strony na otwarcie się ponowne przed kimkolwiek.
Nie. Szukanie partnerów, przebieranie, sprawdzanie, dopasowywanie to normalny proces ewolucyjny. Nikt od razu nie trafia na swego.

libellula
zarejestrowany użytkownik
Posty: 12
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Postautor: libellula » wt lip 18, 2017 11:32 am

Poszedł do lekarza.
Kontaktu ze mną nie nawiązał od wczorajszego poranka. A ja do niego wysłałam parę smsów z rzeczowym wyjaśnieniem mojego punktu widzenia (żadnych dramatów ani histerii, krótko, zwięźle i na temat) i nawiązaniem do tego co mi mówił co jakiś czas. Zawsze cieszył się, że już nie jest sam, że ma dziewczynę i ta dziewczyna jest taka jak on sobie wymarzył. Więc mu to przypomniałam. Nie pominęłam też faktu nie pochwalenia się swoim stanem zdrowia. A dziś rano dostałam informację, że poszedł do lekarza.
Ja ciągle myślę. Zanim nastąpiła ta psychoza, on przy każdej okazji mówił mi, że mnie kocha i to jest prawda. Podkreślał tę prawdę. Żal mi go strasznie. Tak zagubiony jest. Nie chcę go opuszczać, ale też nie chcę się mu narzucać w tej chwili. Nie skreślam go, fakt że to się stało mnie nie przeraża. Dla mnie barierą nie do przejścia byłoby to, gdyby wyparł się tego, że ma problem. Gdyby pogrążył się w swoich myślach zupełnie. Od początku byłam świadoma, że to jest bardzo skrzywdzony człowiek.
Wiem Cezary, że budujesz obraz mnie i tego związku przez pryzmat tego co czytasz i tzw. normę społeczną. Bardzo cenię to co piszesz, wyjaśniasz mi jak to może wyglądać z jego strony. Proszę, jednak nie oceniaj z góry jak ja to odbiorę. Czekam na rozwój wydarzeń. Jest wtorek, jego wybuch nastąpił w sobotę. Nadzieja.

Awatar użytkownika
cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 14580
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
Płeć: mężczyzna

Re: Mój chłopak...

Postautor: cezary123 » wt lip 18, 2017 11:47 am

No to życzę, żeby jednak miłość zwyciężyła. :)

libellula
zarejestrowany użytkownik
Posty: 12
Rejestracja: pn lip 17, 2017 11:34 am

Re: Mój chłopak...

Postautor: libellula » wt lip 18, 2017 11:59 am

Z poharataną psychiką da się żyć. Ja moją depresję zaakceptowałam i nagle świat stał się przychylniejszy jakby ;)

Och mam nadzieję, że wszystko się jeszcze ułoży. Może to właśnie miało się wydarzyć żeby przekonać się czy ten związek ma jakąś przyszłość. Czekam.


Wróć do „mój partner jest chory”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] i 0 gości