bałwochwalczy katolicyzm, czyli fałszywa ewangelia

Moderator: Moderatorzy zwykli

Regulamin forum
W dyskusji na tematy religijne oraz duchowości, lecz nie związane ze schizofrenią proszę używać działu tematy dowolne -> filozofia.
Awatar użytkownika
Tal
zaufany użytkownik
Posty: 1733
Rejestracja: sob mar 08, 2014 7:44 pm
płeć: mężczyzna
Gender: Male

Re: bałwochwalczy katolicyzm, czyli fałszywa ewangelia

Post autor: Tal » pt lis 08, 2019 11:05 pm

Postanowiłem podzielić się swoim przeżyciem z minionej nocy na potwierdzenie ostatnich moich postów w tym temacie, ale przede wszystkim z powodu Prawdy w Jezusie Chrystusie i Jego Ewangelii. Prawdopodobnie moje dręczenie, bo o nim będzie mowa wywołała ciężka muzyka, której sobie nie żałowałem od jakiegoś czasu oraz cielesna natura w postaci zmysłowości i namiętności.

Przekonany jednocześnie jestem, że istotną rolę w całym tym doświadczeniu miała moja świadomość. Dobrze zdawałem sobie sprawę z zagrożenia jakie niosła muzyka, czy cielesne pożądliwości, a i tak sobie folgowałem. Pokuta jest nieodłącznym i nierozerwalnym elementem chrześcijańskiego życia, a teraz była mi szczególnie potrzebna. Zdałem sobie sprawę, że mam problem i potrzebuję pomocy.. wiara została podkopana, pewność zbawienia wątpliwa, pojawił się lęk (1J 4,18), a wraz z nim smutek według świata (2Kor 7,10).

Szukając raz jeszcze pokrzepienia ducha i uzdrawiającej bożej łaski, która jako jedyna zapewnia prawdziwy pokój, wolność i radość udałem się do Biblii w której fragment z 3 rozdziału listu do Kolosan od 1 wersetu do 10 okazał się kluczowy do duchowego poznania swojej sytuacji w jakiej się znajdowałem oraz postawy na jaką wskazywał apostoł Paweł. Trzeci werset szczególnie mnie poruszył "Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu."

Dodatkowo bardzo pomocny okazał się poniższy materiał mojego ulubionego, niestety nieżyjącego już kaznodziei Dave Hunt'a idealnie wpisujący się w moment mojego życia i trudności z jakimi się zmagałem.



Mając świadomość tego wszystkiego zgiąłem kolana i szczerze z głębi serca modliłem się do Boga w imieniu Jezusa Chrystusa jednocześnie prosząc i dziękując za wszystkie łaski i błogosławieństwo jakie potrafiłem dostrzec w moim życiu oraz te z których sprawy sobie nie zdawałem. Kiedy się położyłem byłem bardzo zmęczony i szybko zasnąłem.. zazwyczaj podczas snu mam pełną świadomość i nie inaczej było tym razem. Nie ma sensu zagłębiać się w szczegóły, ale w pewnym momencie lecąc szybko do przodu w zupełnej ciemności musiałem unikać ciskanych w moim kierunku strzał, czy pocisków.. zdawałem się na moja intuicję i udawało mi się do momentu, kiedy było już tak gęsto, że pozostawało już tylko "oko w oko" się z nimi mocować.. wszystko działo się w absolutnej ciemności i podobnie jak wcześniej do pewnego momentu sobie radziłem, ale przyszła chwila w której coś silniejszego chwyciło mnie w pas i zaczęło ściskać.. wiedziałem, że nie mam szans i tylko Jezus mój Pan może mi pomóc, rozpaczliwie więc wołałem kilkukrotnie: "Jezusie ratuj.." ale nie było żadnej pomocy i gdy ta ogromna siła konsekwentnie i zdecydowanie "rozcinała" moje życie czułem się dogłębnie przerażony, bo towarzyszyła temu świadomość, że nigdy już nie będę istniał.. było to tak straszne, że aż trudno pojąć.. wszystko działo się bardzo szybko.. chwała Bogu, że w ostatniej chwili "zainspirował" mnie abym podniósł wzrok i spojrzał na Krzyż i Golgotę.. dało to natychmiastowy pokój i uwolnienie..kiedy uświadomiłem sobie i zrozumiałem czego Syn Boży dokonał tam dla mnie.. było to tak kojące jak wiosenny deszcz o poranku..

Zrozumiałem, że Krzyż Chrystusowy jest wystarczający, aby wszystkich Mu ufających strzegł bezpiecznie i pozwalał radować się żywą wiarą i nadzieją życia wiecznego. Moim problemem było, że nie pozwoliłem Jezusowi w pełni zasiąść na tronie mojego życia i nadal sam stanowiłem co jest dobre, a co złe dla mnie.

Zaiste dla zbawionego mowa o Krzyżu jest mocą Boga z kolei dla tych, którzy giną... niestety głupstwem (1Kor 1,18).

Chwała Bogu na wysokościach za dar życia i łaskę zbawienia w Jezusie Chrystusie Panu naszym.
"Szeroki jest człowiek, zbyt szeroki. Ja bym go zwęził." Fiodor Dostojewski

Awatar użytkownika
Słonecznik1
zaufany użytkownik
Posty: 3375
Rejestracja: czw sie 16, 2012 10:13 pm
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: bałwochwalczy katolicyzm, czyli fałszywa ewangelia

Post autor: Słonecznik1 » sob lis 09, 2019 12:52 am

napisałem że bałwochalczy nie w stosunku do twojego posta. Tylko do myśli ogólnie wieli religii w przybliżeniu że nie jesz mojej komuni to spadaj jestes potępiony.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 17605
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: bałwochwalczy katolicyzm, czyli fałszywa ewangelia

Post autor: cezary123 » sob lis 09, 2019 11:34 am

Spróbujemy tak na prawdziwej wojnie?
W Kolumbii, w Syrii, w Afganistanie, w Birmie?
Żeby Jesus się nie nudził.
Milionu takich snów stają się jawą i kończą nie wrzaskiem do Stwórcy z przebudzenia we własnym łóżku a rozkawałkowaniem organizmu i biologicznym końcem.
I bracia ludzcy nie przejmują się trwogą egzystencjalną tych, których muszą zwalczyć. Po obu stronach wołają tak samo w obliczu swojego nieodwracalnego nieistnienia.
Jesus z pewno jest zdezorientowany, a może już dawno dostał nerwicy niebiańskiej.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 17605
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: bałwochwalczy katolicyzm, czyli fałszywa ewangelia

Post autor: cezary123 » sob lis 09, 2019 12:12 pm

Marta Tomaszewska napisała kiedyś w Świerszczyku z lat 1986 albo 1987 opowiadanie moralizujące dla dzieci.
Zafascynowany zabawką dzieciak latał i strzelał naokoło pif-paf, mierząc w kogo się dało.
Starsza pani z oburzeniem zawołała: "O nie! Nie wolno mierzyć do ludzi!".
Dzieciak oczywiście nic sobie z tego nie robił i szalał do wieczora. W pewnej chwili wyjątkowo celnie strzelił w kierunku babci. Rozległ się ogłuszający huk, dym osmalił mu twarz, babcia padła na ziemię.
Przerażony zaczął ją tarmosić i wołać, żeby wstała, ale to już był trup. Zaczyna wołać o pomoc, wybiega na ulicę i nagle znajduje się w środku okropnej wojny. Znane mu otoczenie jest całe ogarnięte walką, żołnierze i cywile zakrwawieni padają na ziemię, czołgi burzą mury, słychać huk spadających bomb. Matka z ojcem pewnie już pod gruzami.
W jego kierunku wróg wymierza karabin.
Dzieciak woła: "O nie! Nie wolno strzelać do ludzi!"
A potem przeraźliwie: "Babciu!!!"

Podchodzi babcia i zaniepokojona pyta: "Czy jesteś może chory?".
Stoi nad nim nad łóżkiem, wszyscy są we własnym domu, jest rano, a on przebudził się w roztarmoszonej pościeli.



Mogłem przeinaczyć trochę, ale sens jest zachowany. Wnioski z tego są jasne, przynajmniej dla mnie.
Jesus może tyle co i świętej pamięci babcia, ale chwała mu, że nie mierzył z karabinu do istot a nawet odebrał Piotrowi miecz.
Drugi wniosek: w rzeczywistości przebudzenie milionów istot w dzisiejszych czasach nie następuje we własnym domu, a w Szeolu. I tak samo ich wrogów. To znaczy nigdzie. Marnują się wzajemnie nieodwracalnie, na zawsze.
Obecnie na świecie trwa 37 konflików zbrojnych i giną miliony istot.
Trzeci wniosek: Stwórca mógłby już nauczyć istoty współpracy ku życiu, a nie rozwalania sobie istnień.
I niech nie myśli, że zrobi to wysyłając na okup herosa.

Krwawe wizje i sny to odległy efekt używek, więc nie ma co się przerażać. Uciążliwe to, ale życiu nie zagraża, tak jak prawdziwe życie w różnych rejonach naszej planety.
Można zdobywać się we śnie na szlachetne odruchy, wołać do Zbawiciela, zapewniać o swojej wierze, chęci dobra, miłości itd., sen będzie ciekawszy, a my oczyszczeni.
Ale kiedyś trzeba odstawić narkotyki i metafizyki, a wtedy trzeźwe światło poranka na naszej planecie da nam do zrozumienia o wiele więcej.

Zaczynam rozumieć argument ateistów o współodpowiedzialności moralnej Stwórcy. Wie jak zdmuchnąć nasze krwawe sny na jawie, zlikwidować zło, wojny i przemoc, a tego nie robi.
Może by dostał pokojową Nagrodę Nobla przynajmniej.
Gdzie był, jak sądzono zbrodniarzy wojennych w Trybunale w Hadze? W Galaktyce Andromedy.
Może być uznany za wielokrotnego recydywistę.
Albo za mit. Za sen.

Awatar użytkownika
aleksjej
zarejestrowany użytkownik
Posty: 25
Rejestracja: pn lut 06, 2017 5:37 pm
Status: technik
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: bałwochwalczy katolicyzm, czyli fałszywa ewangelia

Post autor: aleksjej » ndz lis 10, 2019 1:20 pm

Zadajcie sobie pytanie czy Paierz JP 2 by sie mylil ?, a to ze Ali akcza chcial strzelic po raz 2 i pistolet niewystrzelil, trzeba widziec znaki od Boga, i od Matki Bozej, ludzie w zabobony wierza a Boga niewierza, to jest najgorsze. :)

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 17605
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: bałwochwalczy katolicyzm, czyli fałszywa ewangelia

Post autor: cezary123 » ndz lis 10, 2019 3:47 pm

Jak by nie wystrzelił pierwszy raz, pomimo sprawności, to by Matka Boska się popisała.
Wystarczyło zablokować mechanizm wiązką wysokoenergetycznych cząstek, albo ukłuć w odpowiednim miejscu drogi nerwowe ręki trzymającej ów pistolet. I nie mógłby żadnym cudem nacisnąć spustu.
Po co bawić się w czary mary, duchy i żonglowanie niewyjaśnionymi siłami, wszystko i tak dzieje się teraz w materii.

Awatar użytkownika
aleksjej
zarejestrowany użytkownik
Posty: 25
Rejestracja: pn lut 06, 2017 5:37 pm
Status: technik
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: bałwochwalczy katolicyzm, czyli fałszywa ewangelia

Post autor: aleksjej » ndz lis 10, 2019 7:21 pm

Itak bys nieuwierzyl ;), ten pistolet praktycznie sie niezacina :)

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 17605
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: bałwochwalczy katolicyzm, czyli fałszywa ewangelia

Post autor: cezary123 » ndz lis 10, 2019 7:28 pm

Uwierzyłbym, że ktoś albo coś chce uratować komuś życie. Nieważne czy Absolut czy pomniejsze podmioty czy kosmici czy komputery
monitorujące teren, zaprogramowane na realizowanie jakiejś etyki.
Ważne, że w materii było mnóstwo możliwości nie wykorzystanych dla dobra i ochrony życia nawet z przyzwoitości.

Awatar użytkownika
aleksjej
zarejestrowany użytkownik
Posty: 25
Rejestracja: pn lut 06, 2017 5:37 pm
Status: technik
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: bałwochwalczy katolicyzm, czyli fałszywa ewangelia

Post autor: aleksjej » ndz lis 10, 2019 9:30 pm

Kosmitow niema, to poprostu jest szatat, a jak wiemy on rozne formy przybiera :)

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 17605
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: bałwochwalczy katolicyzm, czyli fałszywa ewangelia

Post autor: cezary123 » ndz lis 10, 2019 9:51 pm

Tak właśnie zastanawiam się, jak tu odpowiedzieć i przyszło mi do głowy, że dyskutując w wątkach religijnych mamy namiastkę uczestniczenia w wierze osoby, która ten wątek zakłada. To znaczy, tak jakby jesteśmy w tym momencie w obiekcie kultu u baptystów.
Dlatego też, niezależnie od tego co się tam wygaduje na inne fałszywe religie, wypadałoby się, albo przysłuchiwać albo pójść do innej własności majątkowej innej religii i tam się rozgościć szukając wad konkurencji. Dlatego już może pozwolimy Talowi na jego przeżycia religijne.
Ja jestem agnostykiem, więc pozostaje mi świecki teren planety i kosmosu.
Satana tam nie znajdę, ale Życia w Kosmosie jest całe mnóstwo i szkoda, że jeszcze nie poznaliśmy ich cywilizacji, świadomości, techniki i poziomu nauki.

Wróć do „przeżycia religijne”