Łamigłówka Stanisława Lema

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Korzystamy z jednej rzeczywistości zewnętrznej, świata, który nie umiera i jest jeden. A nam wydaje się, że to my rozdzielamy rzeczywistości własnym istnieniem na więcej strumieni. Źródło obiektywne jest po stronie świata i jest po prostu jedno, bez przerw i powtórzeń. Ale coś jeszcze jest tajemniczego, tylko na razie nie wiadomo jak to nawet ubrać w pojęcia czy słowa.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

I coś jeszcze niematerialnego. Polecam czasem wywołać sobie ten stan ducha ujawniający wrażenie siebie samego w sobie przed całą rzeczywistościa, naprawdę jest niezwykły.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Jeżeli istnieje tylko rzeczywistość zewnętrzna a my naszymi świadomościami nie tworzymy żadnej niematerialnej zagadki międzyosobowej, to by znaczyło, że śmierć wcale nie istnieje. Wszystko jedno kto istnieje, a jak nie istnieje, to nic się nie zmienia.
Poniekąd tak jest, bo nic nie istnieje ani trochę, ale jednak takie podejście nie wyjdzie na zdrowie ukrytym w nas duszom, o których rzeczywistość zapewne nie wie. To jakiś głębszy poziom, niedostępny prawdopodobnie od początków zaistnienia materii, niepoznawalny.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Nieznanie opowiadanie Stanisława Lema


https://www.tygodnikpowszechny.pl/pan-f-123527



Czytałem, nic specjalnego :mrgreen:

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Żartuję, pomysł bardzo ciekawy. :)
Powstaje przedsiębiorstwo, które realizuje spełnianie wszelkich marzeń i życzeń klienta, nawet najbardziej intymnych, ale nie ponosi odpowiedzialności za konsekwencje.
Czy człowiek uwikła się jak Faust czy spełni się i znajdzie swój raj?
W pewnym momencie klient zaczyna tracić rozróżnienie pomiędzy naturalnym biegiem losu, porządkiem naturalnym Wszechświata, zbiegiem okoliczności a pomocą firmy i zastanawia się, czy nie tak wygląda relacja wierzącego człowieka do Boga samego. "Człowiek modli się o coś, a potem nie wie, czy to, co nastąpiło, oznacza, że jego prośby zostały wysłuchane".
Zaczyna wystawiać firmę na próby i poddawać eksperymentom, aby wykryć możliwości i granice jej ingerencji w los.
Wszystko staje się dramatyczne, poważne i na serio, jak życie.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

To tak jakby wersja maszyny fantomatycznej uwolniona od jednej wady - braku autentyczności. To realny świat staje się miejscem gry z istnieniem.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

"Wybrał tedy planetę, bardzo od wszystkich słońc oddaloną, z
zamarzłego jej oceanu wysięki góry lodowe i z nich, jak z kryształu górskiego, wyciosał
Kryonidów. Zwali się tak, bo tylko w przeraźliwym mrozie istnieć mogli i w pustce
bezsłonecznej. Pobudowali też w niedługim czasie miasta i pałace lodowe, a że wszelkie
ciepło groziło im zgubą, zorze polarne łapali do wielkich naczyń przejrzystych i nimi
oświetlali swoje siedziby. Im kto był wśród nich możniejszy, tym więcej miał zórz polarnych,
cytrynowych i srebrzystych, i żyli sobie szczęśliwie, a że się nie tylko w świetle, ale i w
szlachetnych kamieniach kochali, słynęli ze swych klejnotów. Klejnoty te były z
zamarzniętych gazów cięte i szlifowane. Barwiły im wieczną ich noc, w której, jak duchy
uwięzione, płonęły wysmukłe zorze polarne, podobne do zaklętych mgławic w kłodach z
kryształu. Niejeden zdobywca kosmiczny chciał posiąść te bogactwa, cała bowiem Kryonia
była z największych dali widoczna, migocąc bokami jak klejnot, obracany z wolna na
czarnym aksamicie".

"Bajki robotów" Stanisław Lem

https://www.tvp.info/41488422/warszawsc ... y-swobodne

A myślałem, że to bajki. Daleko od słońca, spokojnie, samotnie, prywatnie, ciekawie :)

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Zamieszkałbym sobie na takiej planecie swobodnej, daleko stąd i miał święty spokój.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

http://wyborcza.pl/7,75968,24866482,sta ... c-pis.html

Polityka mnie nudzi, ale ciekawi mnie, co to takiego przypisują Lemowi redaktorzy Gazety Wyborczej. Lem przewidywał rozwój nauki i techniki na podstawie wiedzy z zakresu nauk przyrodniczych, bo tak się da, a polityka ludzka jest nieprzewidywalna, więc to chyba jakaś przenośnia.
A do tego, że za naruszenie tabu związanego z Bozią katolicką i Kościołem tysiącletnim partie przegrają, to można dojść bez specjalnie głębokiej wiedzy. Przecież to odruchowo się czuje naokoło.
Pójdę do biblioteki i przeczytam ten numer, bo prenumerować cyfrowych wydań mi się nie chce.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Z kolei Marek Oramus wziął się kiedyś za wytykanie Lemowi błędów, pomyłek i nieścisłości rachunkowych i naukowych w różnych miejscach jego książek:

http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Pos ... 71-179.pdf


"Później niektórych z nas zaczął odstręczać jego nieprzejednany ateizm: Na istnienie żadnego Boga nie mogę dać zgody. W czasach, kiedy tryumfy święciło podejście Jana Pawła II, tak daleko posunięta abnegacja religijna Lema wydawała mi się nie na miejscu. Miałem wrażenie, że ubożeje na tym jego twórczość, pozbawiona istotnego elementu. Lech Jęczmyk ujmował to z właściwą sobie bezkompromisowością: Facet wyrzuca z układanki najważniejszy element i dziwi się, że nic mu się nie zgadza. Gdzieś na początku XXI wieku zacząłem odnosić wrażenie, że Lem mięknie, a jego nieprzejednanie wobec Boga ustępuje bardziej przychylnej refleksji. Indagowany o to na jednym ze spotkań, udzielił mi zdecydowanej reprymendy. Wie, że bardziej opłaca się wierzyć niż nie wierzyć - miał zapewne na myśli zakład Pascala - ale nie będzie zmieniał poglądów na starość i przechodził na islam albo na jakąkolwiek inną religię. Śmierć kończy wszystko nieodwołalnie, po niej nie ma już nic. Ciekawe, czy teraz, gdy znalazł się po drugiej stronie, nadal z równą stanowczością obstawałby przy swoim poglądzie".
http://niniwa22.cba.pl/oramus_pozegnanie_lem.htm

Ciekawe, jak wierzący potrafi zrobić coś z niczego. I czy weźmie za to odpowiedzialność.
Po drugiej stronie, jak na razie, są tylko ciągle owe inne, drugie osoby z paradoksu przerwy w istnieniu!

Mam też na półce do przeczytania książkę: "Bogowie Lema".
Ale zadziwiła mnie jedna jego wypowiedź, chyba w czasopiśmie "Nowa Fantastyka" w latach 90, o tym że: "obecnie już nie spieramy się czy duchy istnieją, a o to jakie one są".
Jak znajdę, to zacytuję.
No cóż, jeżeli jest spirytystą, to i matematyka na to nie pomoże :mrgreen:

Awatar użytkownika
klucz żurawi
zaufany użytkownik
Posty: 553
Rejestracja: ndz paź 07, 2018 8:17 am
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: klucz żurawi »

W czasach, kiedy tryumfy święciło podejście Jana Pawła II, tak daleko posunięta abnegacja religijna Lema wydawała mi się nie na miejscu.
Czyli polak nie powinien być ateistą, bo mamy polaka papieża. Koszmar. To przez takie argumenty omal nie dokonałem apostazji.
Pamiętajcie tylko, że ludzie religijni nie mówią jednym głosem. Ja nie akceptuję takiego przyciągania do Boga.
Jak ja się lubię


wymądrzać

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

klucz żurawi pisze:
wt paź 22, 2019 9:42 am
Pamiętajcie tylko, że ludzie religijni nie mówią jednym głosem.
Oczywiście, że nie. Wojny religijne są. W czasach starożytnych nawet przypisywano bogom walki na pioruny i oszczepy, strzelanie do siebie z łuku i procy (Dawid i Goliat), a także szczucie na siebie bohaterów a ostatecznie i synów ludzkich.
Poza tym teizm i ateizm to nie jest analogia religijności i niereligijności.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1232
Są religie ateistyczne a jeszcze wyżej, bardziej generalnie - duchowość bez wiary.
https://www.tygodnikpowszechny.pl/ducho ... boga-16622

Magia jest religią ateistyczną, spirytualizm, monistyczne światopoglądy Wschodu, na przykład buddyzm.
Ale to dosyć mętna sprawa, bo czasem zdarzają się deifikacje i przebóstwienia tego, co bogiem nie jest. Jeszcze jak tak naprawdę Go nie ma, to już pojawia się dziwny wytwór kultu. Jeżeli jest, to też błąd.

Duchowość bez wiary jest dosyć ciekawa, bo wtedy liczą się tylko fakty, dowody i rzeczywistość, taka jaką nas prowadzi świadomość świata, a nie myślenie życzeniowe i oczekiwanie tego, co i tak nastąpi, ale zupełnie inaczej niż się spodziewaliśmy. Wtedy na przykład nie możemy się nadziwić, że właśnie jesteśmy :)
klucz żurawi pisze:
wt paź 22, 2019 9:42 am
Czyli polak nie powinien być ateistą, bo mamy polaka papieża. Koszmar. To przez takie argumenty omal nie dokonałem apostazji.
Marek Oramus prawdopodobnie bardzo subiektywnie interpretował postawę religijną Lema. Nie mogła to być abnegacja, bo zwykle ateiści i agnostycy wiedzą dlaczego mają takie poglądy a nie inne. (W przypadku Lema prawdopodobnie chodziło o argument moralny: świat jest tak przypadkowy, bez miłości, okrutny, potopy życia w potopach śmierci w ewolucji itd., że dowolna istota świadoma i rozumna, która to wszystko by widziała wszędzie i naraz i nic, żadnym Bogiem nie jest).
Jan Paweł II też wiedział, dlaczego wierzył. Tryumfy jego postawy to raczej właśnie sprawa sytuacji, w jakiej Polska się znalazła przez chwilę na tle wieczności pod koniec XX wieku, bo w innych ważnych politycznie regionach świata w Kościele nic nadzwyczajnego się nie działo. Od czasów pierwszych chrześcijan i gwałtownego wzrostu a potem maksimum w średniowieczu, powoli się uspokajało i ta organizacja traciła wpływy. Musiała się dostosowywać do środowiska, papieże zeszli z lektyk, przestali być królami, wszystko podążało za rozwojem ogólnej sytuacji w społeczeństwie.
Według mnie chodziło o to, że postawą chętniej przyjmowaną przez jednostki i narody jest wiara i to teistyczna, to znaczy w moc i osobę potężnego Nieśmiertelnego Absolutu ze wszystkimi jego konsekwencjami dla życia doczesnego i historycznego ponadjednostkowego w Kosmosie i da się to zrozumieć. Opatrzność Boska to potężna motywacja i stabilność dla ludzkiej psychiki.
Gdyby w końcu wszyscy doszli to przeświadczenia, że udało się, że powodzi się na Ziemi (politycznie narodowi na przykład) dlatego, że tak ułożyły się wreszcie związki przyczynowo-skutkowe martwej chemicznej materii Kosmosu, albo nastąpił chwilowy dobry zbieg okoliczności, zacisze kosmiczne sprzyjające ewolucji w tym zakątku Galaktyki bez przypadkowych wybuchów Supernowych, deszczu meteorytów, aktywności sejsmicznej, promieniowania, a kod człowieka wreszcie dał mu szansę na stabilne egzystowanie jako istoty mądrzejszej, bardziej eleganckiej i bardziej świadomej od przodków itd., to też byłaby to prawda. Ale czy takie podejście święciłoby tryumfy w duszach wierzących i narodach?

Problem pojawia się wtedy, kiedy wierzący i niewierzący nie chcą zrozumieć, że teizm i ateizm to tylko dwie interpretacje tej samej rzeczywistości. Zmarłe zwłoki organizmu też można interpretować: albo podając skład chemiczny albo szukając świadomości, przez którą można w nim czy nim być.
Być może prawda jest o stopień wyżej nad nimi i w jakiś sposób oba są jeszcze nieprawdziwe.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

"Ze składu radioizotopów ziemskich, z danych astronomii
galaktycznej i z modeli astro– oraz planetogenezy jak z części łamigłówki powstała całość o
mocy hipotezy, rekonstruującej historię narodzin układu słonecznego i warunków, w jakich
przyszło do powstania życia. Rzecz wymaga dość rozległej prezentacji. Dobre trzy czwarte
galaktyk ma kształt spiralnego dysku, z jądrem, od którego odchodzą dwa ramiona, jak w naszej
Drodze Mlecznej. Galaktyczny twór, złożony z chmur gazowych, pyłowych i gwiazd, które
wciąż w nim powstają, obraca się, przy czym jądro wiruje z większą prędkością kątową niż
ramiona, które nie nadążając, skręcają się, nadając całości kształt spiralny. Ramiona nie poruszają
się jednak z tą samą prędkością, co tworzące je gwiazdy. Niezmienny kształt spirali zawdzięcza
Galaktyka falom zgęszczenia, w których gwiazdy pełnią rolę molekuł w zwykłym gazie. Mając
różne prędkości obrotowe, jedne gwiazdy pozostają w tyle za ramieniem, inne zaś doganiają je i
przechodzą na wskroś. Prędkość tożsamą z prędkością ramion mają tylko gwiazdy w połowie
odległości od jądra; jest to tak zwany okrąg korotacyjny (współbieżny). Obłok przedsłoneczny, z
którego powstać miało Słońce z planetami, znajdował się u wewnętrznej krawędzi spiralnego
ramienia i wchodził w nie około pięć miliardów lat temu. Doganiał przy tym ramię z nikłą
prędkością, rzędu l km/sek. Obłok ten, znalazłszy się w fali zgęszczenia, ulegał przez długi czas
kompresji, sprzyjającej powstaniu Słońca —aż jego okolą powstawały planety. Skąd o tym
wiadomo? Ze składu radioizotopów naszego układu oraz z dzisiejszego położenia tego układu —
w rozsiewie między ramionami Strzelca i Perseusza. Ze składu radioizotopów wynika, że obłok
prasłoneczny uległ co najmniej dwa razy skażeniu produktami wybuchów Supernowych. Różny
okres rozpadu tych izotopów (jodu, plutonu i aluminium) pozwala określić, że pierwsze skażenie
nastąpiło tuż po wejściu obłoku w wewnętrzny brzeg ramienia, a drugie (radioaktywnym
aluminium) jakieś 300 000 000 lat później. Miliony lat potem Słońce, otoczone już planetami,
opuściło spiralne ramię i odtąd porusza się w spokojnej próżni, ażeby za miliard lat wniknąć do
następnego ramienia galaktycznego. Najwcześniejszy swój okres przebyło więc powstające
Słońce w obszarze silnej radiacji i udarów sprzyjających płanetogenezie, aby z zastygłymi,
młodymi planetami wejść w przestwór wysokiej izolacji od wpływów zewnętrznych, w którym
życie mogło rozwijać się na Ziemi bez zakłóceń. Jak wynika z tego obrazu, reguła
kopernikańska, w myśl której Ziemia NIE znajduje się w osobliwie wyróżnionym miejscu, staje
pod znakiem zapytania. Gdyby Słońce z planetami poruszało się dużo szybciej niż ramiona
spirali, to często by je przecinało. Udary promienne i radioaktywne wywołane erupcjami
Supernowych uniemożliwiłyby stateczny bieg ewolucji biologicznej albo by ją zniszczyły.
Gdyby Słońce poruszało się na samym okręgu korotacyjnym, gdzie gwiazdy ani nie pozostają w
tyle za ramieniem, ani go nie wyprzedzają, życie też nie mogłoby się utrwalić na Ziemi, bo tak
samo prędzej czy później zabiłaby je bliska eksplozja Supernowej. Gdyby zaś Słońce poruszało
się na dalekiej peryferii galaktyki i przez to nigdy nie przecinało jej ramion, nie utworzyłoby
zapewne planet. Jak z tego widać, wiele różnych a niezależnych od siebie, warunków musiało się
spełnić, aby Słońce pierwej zrodziło planetarną rodzinę, a potem mogło stać się inkubatorem
ziemskiego życia. Planetogeneza wymagała zajść gwałtownych, biogeneza natomiast —
miliardoletniego zacisza. Już od pewnego czasu było wiadome, że nasz układ planetarny powstał
nie bez udziału pchnięcia wybuchem bliskiej gwiazdy.
Rozbudowany w całościową hipotezę,
nowy obraz ujawnia, skąd taka gwiazda mogła się wziąć. Supernowe nie pojawiają się na ogół
poza strefami galaktycznych zgęstków. Najczęściej wybuchają w ramionach spiralnych. A zatem
warunki niezbędne dla wstępnej i właściwej fazy narodzin życia panują przy korotacyjnym
okręgu galaktyki, Jęcz ani w nim samym, ani w znacznych od niego odległościach. Tak
sporządzony model jest jeszcze pełen luk, których omówienie pominiemy, aby nie wchodzić w
kontrowersyjne zagadnienia astrofizyczne. To odtworzenie historii naszego systemu nie jest
prawdą bezapelacyjną, Jęcz całością, lepiej zwierającą wszystkie uzyskane dane w jedność
aniżeli mnę, konkurujące z nim rekonstrukcje. Zawsze zresztą jesteśmy w kosmogonii w sytuacji
sędziów śledczych, dysponujących tylko materiałem poszlakowym, i rzecz w tym, aby ułożyć go
w najbardziej spójny logicznie i przyczynowo kształt. Dokładne odtworzenie miliardoletniej
historii astronomicznego układu we wszystkich szczegółach jest niemożliwością, ponieważ w
procesach takich znaczną rolę odgrywają czynniki losowe. Zbyt bliska eksplozja Supernowej
zamiast ścisnąć protoplanetamy obłok, przyspieszając jego kondensację, zmiotłaby go i tym
samym udaremniła narodziny Ziemi i życia".


"Wzrostowi naszej wiedzy o sprawczych
językach będzie towarzyszył spadek uznania dla dzieł ewolucji naturalnej. Ponieważ
największym z możliwych głupstw jest powtarzanie cudzych błędów, inżynieria technokodowa
będzie się zapewne sukcesywnie oddalała od biologicznych wzorców, i to, jak myślę mocniej w
ich makroregionie niż na poziomie molekularnym. Jakkolwiek na upartego można poddawać
działania ewolucji biologicznej ocenom etycznym, niezależnie od technologicznych, nikt ze
specjalistów jawnie tego nie robi, aczkolwiek zdarzało mi się czytać prace paleontologów, pełne
żalu nad hekatombą gadów jury i mezozoiku. Nie były to pretensje, świadomie adresowane do
ewolucji, boż kto lepiej od ewolucjonisty może rozumieć, że nie jest ona osobą, więc stosowane
przez nią taktyki są niepodległe etyce, jako bezintencjonahie. Sto z górą milionów lat
kosmicznego zacisza Ziemi pchnęło wiele zwierząt na drogę ortoewolucji i gigantyzmu, z
finałem w postaci takiego zoocydu, któremu dorównać mogłaby jedynie wojna atomowa w
największej skali.
Uzmysłowić sobie tych potopów życia w potopach śmierci nie można, toteż
dziwiła mnie zawsze apodyktyczność, jaką antyewolucjoniści przejawiali od czasów Darwina po
dzień wczorajszy ścierając się z darwinistami. Ich argumentem koronnym była niewyobrażalność
takiego kumulowania się drobnych zmian, która mogłaby obdarzyć zwierzęta najniższe nawet
znakomitymi w samozachowawczości instynktami. Argumenty takie nigdy nie kierują się w
świat, lecz wskazują tylko na bezrozumne zadufanie ich autorów. Nikt, ale to nikt nie jest w
stanie unaocznić sobie, przy najlepszej woli i największym wysiłku wyobraźni, jakich zmagań
przestworem i jaką otchłanią czasu była ewolucja".

"Summa technologiae" Stanisław Lem

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Znaczy się, że koniec świata już bywał wielokrotnie i nikt o tym nie wiedział. Może oprócz tych dziwnych prymitywnych w porównaniu do naszych świadomości, które próbowały zaistnieć w materii i zaraz się rozpadały i ginęły w tym tyglu. Ale ból, lęk i utrata istnienia były takie same.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 19090
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

cezary123 pisze:
pn paź 21, 2019 9:47 pm
"Wie, że bardziej opłaca się wierzyć niż nie wierzyć - miał zapewne na myśli zakład Pascala"
http://niniwa22.cba.pl/oramus_pozegnanie_lem.htm
Albo i nie zakład Pascala.

Wystarczy przeczytać rozdział: "Inżynieria transcendencji" z książki "Summa technologiae".


"Ależ tak — odpowiadają Konstruktorzy. — Wiara bowiem bez pośmiertnego spełnienia
znaczy docześnie niezrównanie więcej aniżeli spełnienie, aniżeli transcendencja nie poprzedzona
wiarą…
Jest to problem nader ciekawy. ‘Istnieje jako realny, to jest dający się rozstrzygnąć, tylko
dla obserwatora, który stoi na zewnątrz danego świata — a raczej obojga światów,
przyrodzonego i nadprzyrodzonego. Tylko taki zewnętrzny obserwator mógłby wiedzieć, czy
wiara jest zasadna, czy też bezzasadna. Co się tyczy waszej propozycji, abyśmy wprowadzili w
“nowy świat” cuda, musimy ją odrzucić. Czy was to dziwi? Cuda nie są potwierdzeniem wiary.
Są jej przekształceniem w wiedzę, bo wiedza opiera się na faktach obserwacyjnych, jakimi
stałyby się wówczas “cuda”. Uczeni zrobiliby je częścią fizyki, czy chemii, czy kosmogonii; a
gdybyśmy nawet wprowadzili tam proroków, poruszających góry, niczego to nie odmieni. Co
innego bowiem w świętych pismach, w aureoli legend, otrzymywać przekazy o takich czynach i
sprawach, a co innego doświadczyć ich aktualnie. Można tylko — albo stworzyć świat z wiedzą
o istnieniu poza nim transcendencji, albo świat z możliwością wiary w transcendencję, która albo
istnieje, albo nie istnieje, ale przekonać się o tym, dowieść prawdziwości jednego lub drugiego,
niepodobna. Albowiem udowodnić wiarę, to znaczy zniszczyć ją, jest ona bowiem tylko w pełnej
absurdalności i bezzasadności, w buncie przeciwko empirii, w rozmodlonej nadziei, wstrząsanej
atakami zwątpienia, w trwożnym oczekiwaniu, a nie w sytej pewności, zagwarantowanej
“poglądowymi pomocami” w rodzaju cudów.
Jednym słowem, świat z doczesną wiedzą o
transcendencji, o tym, jaka ona jest, to świat bez wiary.
Na tym kończy się dialog. A wniosek z niego ten, że źródłem Wielkiego Niepokoju i
dorównującej mu, jako niebezpieczeństwo, bezmyślności jest nie “amputowanie” człowiekowi
przez materializm transcendencji, ale jak najbardziej doczesna dynamika społeczna, i nie
renesansu transcendencji, ale renesansu społeczeństwa potrzeba".

"Summa technologiae" Stanisław Lem


Raczej zakład o jedno realne doczesne życie a nie o zaświaty.
Ktoś przeżyje życie szczęśliwie wierząc i już ma wystarczający zysk z istnienia, nieważne co będzie po nim :mrgreen:

Wróć do „nauka”