Łamigłówka Stanisława Lema

Moderator: Moderatorzy zwykli

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Agnieszka Gajewska twierdzi, że bohatera "Powrotu z gwiazd" uratowała miłość kobiety.
http://video.teatrstary.eu/video/bitwa- ... e-fiction/
Nie sądzę. To trochę inaczej było.
A nawet dosyć przewrotnie. Bohater zakochał się w Eri tragicznie, i owszem w pewnym momencie nawet prosił ją, żeby go ratowała, ale prawdopodobnie właśnie przed tym, co nim tak miotało.
Nie dość, że rozbił jej związek z partnerem, będący wersją nowoczesnego małżeństwa na próbę, to jeszcze wpakował w żenującą sytuację, z której ciężko było wyjść z honorem.
Może to przez różnice dzielące świat, w którym istniał, zanim opuścił Ziemię, od świata, który pojawił się w tym miejscu za ponad 100 lat. Przerwa w istnieniu. Ten sam, ale nie ten sam. Ludzie już nie rozumieli miłości tak jak wtedy. Betryzowani nie byli zdolni do zachowań ryzykownych, zagrażających życiu, zdrowiu i bezpieczeństwu, wyeliminowano agresywne instynkty, ale pewnie też naruszono całą strukturę przeżyć i działań związanych z emocjami występującymi w relacjach kwitnących młodych istot obojga płci. Ten moment, kiedy Eri idzie za nim posłusznie i tak jakby zaczynała odwzajemniać miłość, bohater zaczyna się uśmiechać z nadzieją i nagle szok - zaczyna rozumieć, co się dzieje, odwraca się i zaczyna uciekać oburzony, na oślep przed siebie. To nie była jej miłość, to było coś okropnego. Trudno znaleźć odpowiednie słowo na określenie tego stanu i zachowania kobiet z przyszłości. Betryzowanych kobiet.
To było posłuszeństwo! Posłuszeństwo wywołane lękiem o to, żeby dziki człowiek z przeszłości czegoś nie zrobił rywalowi, mężczyźnie, z którym była. Odczucie miłości jako jakiegoś szantażu? Czy tak wszystkie kobiety będą kiedyś myślały?
Nie dziwię się, że Hal tak zareagował. To gorsze niż litość.
Jeżeli coś kogoś wtedy uratowało, to uratowało Eri. Kobietę, która stanęła w prawdzie o sobie i miłości do kogoś.
Dokonała błyskawicznego wyboru i pokonując wszelkie narzucone chemicznie, biologicznie i kulturowo ograniczenia stanęła oko w oko z prawdą.
Miłość okazała się silniejsza. I ważniejsza.
Kobieta potrafiła naprawdę zaryzykować życie dla mężczyzny! :angelic-cyan:



Pomysł był dobry, ale sam pisarz zresztą tej swojej książki nie cierpiał i wielokrotnie tłumaczył, dlaczego jej czytać nie trzeba, a jeżeli już trzeba, to jak jej czytać nie należy. Pewnie nie chodziło tylko o tę sprawę, ale mimo wszystko nie trzeba być tak naiwnym.
Pani Agnieszce Gajewskiej nie przeszkadzało zachowanie betryzowanej Eri, która prawie zniszczyła siebie jako kobietę, honor mężczyzny i sprowadziła miłość damsko-męską do absurdu a czepiła się książki kucharskiej, po którą sięgnęła na stacji Solaris wskrzeszona Harey. Przecież ludzie muszą coś jeść. :)
Co w tym dziwnego czy niepoprawnego, że kobieta czy mężczyzna przygotowuje pożywienie.
A prawdziwa miłość szantażem nie jest. Życie i tak zafunduje niejedną próbę i nie da się wtedy udawać.

Hala Bregga uratowała Ziemia. Nasza kolebka i wyjątkowy klejnot w całej przestrzeni kosmicznej. Nasz jedyny dom. Wszechświat jest niesamowicie piękny i pociągający, dający możliwość zafundowania sobie bohaterskich przeżyć, jak też i odczucia śmiertelnej trwogi i zwątpienia, ale bez Ziemi, bez ciągłości istnienia, bez kontaktu z równoprawnymi nam istotami, które możemy zrozumieć a one nas, żadnym rajem nie będzie.

Pewnie już osoby związane z twórczością Lema znaleźli ten wątek w sieci. Jakiś schizofrenik (którym niekoniecznie jestem) bajdurzy o wspólnym problemie wszystkich książek Lema - paradoksie przerwy w istnieniu, "paradoksie statku Tezeusza", nieweryfikowalnym, ale rzeczywistym i obecnym wszędzie i wiecznie dziwnym zjawisku życia i śmierci naszej osoby, sprytnie wykorzystanym przez autora do tego, aby na jego podstawie tworzyć nieskończone, nieśmiertelne i samonapędzające się fabuły o całej reszcie świata, o bogactwie rzeczywistości materialnej.
Oczywiście w żadnym miejscu tego wątku nie roszczę sobie prawa do nieomylnej wykładni ani pretensji do udziału w jakiejś poważnej polemice. Piszę dla zabawy, bo takie mam hobby. :)

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Obejrzałem parę dni temu "Solaris" Tarkowskiego z 1972 roku i muszę przyznać, że wywarł na mnie większe wrażenie niż film Soderbergha z 2002 roku. Większe emocje były, Harey piękniejsza, dialogi bohaterów bardziej przypominały myśli z książki Lema, scena wskrzeszenia bardziej "realistyczna", jeżeli można to tak powiedzieć, no i te piękne klimaty Ziemi.
Film a książka to dwie różne rzeczy, mają też przecież różnych autorów, ale każdy twórca ma prawo oddać swoje subiektywne wrażenia. Tarkowski bardzo dobrze oddaje stany ducha bohaterów, nawet jeżeli wykraczają poza to, co było w fabule książki.
Muszę obejrzeć jeszcze raz, bo nasuwają mi się dosyć ciekawe refleksje, a nie chciałbym, żeby coś umknęło.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Oglądaliście?

Awatar użytkownika
Catastrophique
zaufany użytkownik
Posty: 10039
Rejestracja: pt maja 24, 2013 8:49 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: Catastrophique »

Nowe Solaris tak, chyba George Clooney tam grał.
Nuda totalna.
Face the true.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

To polecam Solaris z 1972 roku, ale najlepiej jak wcześniej poddamy się wzruszeniom z przeczytanej książki.

Awatar użytkownika
Catastrophique
zaufany użytkownik
Posty: 10039
Rejestracja: pt maja 24, 2013 8:49 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: Catastrophique »

Doceniam, ale nie czytuję Lema. Nie mój gust.
Face the true.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

W filmie Solaris 2002 roku fajny jest tylko końcowy moment. Twarz zmartwychwstałej Harey patrząca na stęsknionego, zmartwionego i zaskoczonego Krisa, który pyta:
-Żyję czy umarłem?
-Nie musimy już myśleć w ten sposób - słyszy w odpowiedzi - Jesteśmy razem. Wszystko zostało nam wybaczone. Wszystko.

Jeżeli nie życie i nie śmierć, to albo nirwana, albo oboje stali się swoimi nieśmiertelnymi kopiami po tym, jak stacja spadła na Solaris i zginął człowiek, którym był Kris. A może hollywoodzkie prawdziwe niebo.

W filmie Tarkowskiego ostatnia scena też podejrzana, ale o tym, jak obejrzę jeszcze raz.

Niestety w życiu nie zawsze kończy się tak pięknie.

A co tak naprawdę miało być wybaczone?
Ten dzieciak, pojawiający się znikąd na stacji pod koniec i ze śmiertelną powagą wyciągający w stronę leżącego Krisa palec, jak Stwórca w stronę Adama na obrazie Michała Anioła, albo jak nie daj Boże płód chwytający narzędzie lekarza przeprowadzającego aborcję, to prawdopodobnie dziecko Krisa i Harey, które rosło sobie i rozwijało w sferze astralnej po tym, jak ona usunęła ciążę kilka lat temu, a potem po straszliwej kłótni z ojcem dziecka popełniła samobójstwo. Taka przyczyna była zasugerowana gdzieś w filmie. W książce jest inaczej.
A może to po prostu zmaterializowane przez rozumny ocean wyobrażenie tego ich dziecka w obecnej chwili.
Z kolei Krisowi wybaczono to, że objechał porządnie swoją partnerkę za tę aborcję i spowodował kolejne jeszcze większe zło - jej samobójstwo.
Ale czy ocean miał prawo i możliwość wybaczać nam nasze błędy i ich konsekwencje? Przecież naprawdę ludzkość nie nawiązała z nim do tej pory żadnego rozsądnego kontaktu. Wszystko kończyło się dramatami i wiwisekcją psychiczną nas. Ale i nawet to nie było zupełnie pewne. Być może ocean działał zupełnie w innych, nieznanych nam kategoriach pojęciowych i dając możliwość życia wskrzeszonym bliskim po prostu nie wiedział, że dla nas oznacza to to, co oznacza. Nie był nami wewnątrz, od strony duszy i umysłu. Znał tylko postacie, skład i budowę, ewentualnie mógł wytworzyć warunki funkcjonowania naszego umysłu i ciała a dalej już żyliśmy sami. W książce też jest nawiązanie do Boga, Stwórcy przyrody, ale właśnie takiego - zewnętrznego, ułomnego, który stwarza, ale nie wie do końca co robi, nie zna wszystkich tajemnic rzeczywistości, którą przekształca w istnienie, nie zna wszystkich odczuć, konsekwencji bytu.

A może po prostu Lem miał pomysł, żeby sobie trochę zakpić z psychoanalizy, którą wyśmiewał wielokrotnie. Znając twórczość pisarza nie należy wszystkiego brać tak śmiertelnie poważnie.
Jak widać, wywlekanie automatyczne wszystkich męczących nieświadomych procesów życia psychicznego, wspomnień, żenujących sytuacji, wcale nie musi prowadzić do czegoś dobrego, szczególnie, kiedy robi to Obcy rozum.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

A może też inspirował się wiedzą psychiatryczną. Wiadomo, że przyjaźnił się z Noemi Madejską, która była psychiatrą i autorką książki "Malarstwo i schizofrenia" i napisał wstęp do tej książki.

Książka ta nie jest fachową pracą psychiatryczną, pocętkowaną odsyłaczami do korzeniowego systemu bibliografii wrośniętej w naukowy grunt jakiejś szkoły. Nie jest pracą historyka sztuki, który przesunął widmo swych zainteresowań poza granicę oddzielającą malarstwo nie nawiedzone od nawiedzonego chorobą duchową. Nie jest też kompilacją cudzych spostrzeżeń ani bezpretensjonalną popularyzacją uprzystępniającą oficjalne stanowisko psychiatrii w upatrzonym temacie. Czymże więc jest wobec tego? Wyrazem osobistych poglądów autorki, która niemal od ćwierć wieku leczy chorych psychicznie i zajmuje się ich twórczością. Co wyjawia ta informacja? Wszystko i nic. Alboż to nie jest tak, że każdy, pracując w jakimś zawodzie, ma na jego przedmiot jakieś poglądy? A skąd one mu się biorą? Stanowią wypadkową praktyki, lektur i cudzych poglądów. Jakże trudno o takie wypośrodkowanie miejsca wewnątrz tej kolizyjnej trójcy, żeby praktyka nie stała się rutyną, cudze myśli nie zjadły własnych, a lektury ani nie uschły, ani nie przygniotły. Jak można bronić się przed tymi zagrożeniami? Powołanie, krytycyzm, erudycja — to jeszcze mało. Potrzebne tu i zapamiętanie jako obojętność na ambicjonalne rachuby zawodowe, która czyni samą pracę ważniejszą od jej ewentualnie możliwych — książkowych, powiedzmy — rezultatów. Jednym słowem, taka bezinteresowność, której auspicjami jest klasyczne hasło adaeąuatio rei et intelleotus. Jakże jednak możliwa jest odpowiedniość rzeczy i intelektu w zamierzonym temacie, twórczości obleganej psychozą, skoro każdy odwód fachowej wiedzy, przywołany na pomoc, odznacza się kontrowersyjnością? Choroby umysłowe? Schizofrenia? Nie ma jedności między rzeczoznawcami. Rozwojowe linie malarstwa, jego teoria? I tu nie ma pełnej zgody historyków sztuki, zaś ich ościenni koledzy z antropologii i etnologii kulturowej objawiają jeszcze większą amplitudę stanowisk. Źródła procesu twórczego? Mechanizmy inspiracji? Osobnicza i zbiorowa funkcja twórczości? Legion nieuspójnialnych hipotez dawniejszych, do których — ale na prawach adwersarzy — przyłączają się dziś nowe dyscypliny, na przykład idące z teorii informacji. To, jakie są i jakie winny być relacje otwartego świata zdrowych i zamkniętego — chorych? Kontrowersje do potęgi, więc tu by encyklopedii trzeba, żeby zdać sobie chociaż sprawę ze wzajemnego usytuowania aktualnych opinii — a ponieważ trudno na tych terenach o jedną tezę nie wykraczającą przeciw któremuś autorytetowi, bezstronna relacja właśnie tylko encyklopedii przystoi, z czego zresztą najmniej korzyści odniósłby nie wprowadzony — niezdolny wybierać na takich rozstajach hipotez.
Noemi Madejska " Malarstwo i schizofrenia". Wstęp Stanisława Lema.

Lem często w swoich książkach nawiązuje do zjawiska chorób psychicznych i wiele scen wygląda tak, jakby były inspirowane objawami ludzi chorujących. (nawet jeżeli dotyczą one robotów, kosmitów czy innych układów).
Harey w Solaris zachowuje się jak kobieta z amnezją, derealizacją, depersonalizacją, epilepsją, zaburzeniami emocjonalnymi i tożsamości i w ogóle jak snująca się po korytarzach stacji zwiewna i biedna schizofreniczka nie mogąca na krok oddalić się od swojego ukochanego Krisa. Ale to tylko takie moje lekkie skojarzenie. Większość treści jest oczywiście pyszną mieszanką filozoficzno-naukowo-techniczną i to ma być do przetrawienia.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Co prześladowało Stanisława Lema?
"W książce, którą badaczka z Uniwersytetu Adama Mickiewicza określa jako "biografię wyobraźni twórczej", znajdujemy analizę tego, jak wątki żydowskie i Zagłady powracały w powieściach pisarza. - Interesują mnie obrazy i motywy, które prześladują Stanisława Lema. Niekoniecznie musiał być ich świadkiem. Tutaj ważne są sny, powracające obrazy i słowa - powiedziała Agnieszka Gajewska".
https://www.polskieradio.pl/8/3869/Arty ... slawa-Lema


"Według Stanisława Lema, tłumaczyła prof. Szpakowska, rozwój dwudziestowiecznej nauki doszedł do takiego poziomu, w którym ludzkość jest w stanie modyfikować swoje życiowe warunki, łącznie z możliwością zniszczenia globu czy sterowania genetyką. - Dlatego humanistyka powinna stanąć na straży naukowego rozwoju. Stąd to, co on pisał, było sklejeniem nauki i humanistyki, podczas gdy nikomu poza nim to się nie udawało. I chyba nawet nie próbowano - mówiła literaturoznawczyni.

Z jakich powodów zamiast "poważniej fantastyki naukowej" pisarze poszli raczej "śladem Tolkiena"? W audycji - której punktem wyjścia było wydanie "Planety LEMa" (wyboru Lemowskiej publicystyki) oraz wrocławski Kongres Lemologiczny - rozmawialiśmy również m.in. o tym, co słynnego pisarza trapiło najbardziej, a jakie lęki swoich czasów lekce sobie ważył; czy też: skąd się brała jego mizantropia".

https://www.polskieradio.pl/8/2382/Arty ... ego-zrobic


https://www.polskieradio.pl/9/398/Artyk ... -lemologow
https://www.polskieradio.pl/Stanislaw-Lem/Tag23433


Ostatnio wypadałoby przeczytać książkę: "Stanisław Lem, Ewa Lipska, Tomasz Lem. Boli tylko, gdy się śmieję... Listy i rozmowy".

https://www.polskieradio.pl/8/3866/Arty ... -z-rodziny

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

cezary123 pisze:epilepsją
Z tą epilepsją, to był jeden z najbardziej wzruszających momentów w Solaris.

"- Czemu to zrobiłaś, Harey?
- Nie. To... ja?
Oczami wskazała na drzwi.
- Tak. Nie pamiętasz?
- Nie. To znaczy, zobaczyłam, że cię nie ma, przestraszyłam się bardzo i...
- I co?
- Zaczęłam cię szukać, pomyślałam, że może jesteś w łazience...
Teraz dopiero zauważyłem, że szafa, odsunięta na bok, ukazuje wejście do
łazienki.
- A potem?
- Pobiegłam do drzwi.
- I co?
- Nie pamiętam. Coś musiało się stać.
- Co?
- Nie wiem.
- A co pamiętasz? Co było potem?
- Siedziałam tu, na łóżku.
- A tego, jak cię przyniosłem, nie pamiętasz? Wahała się. Kąciki ust opuściły
się w dół, twarz miała napiętą.
- Zdaje się. Może. Sama nie wiem. Opuściła nogi na podłogę i wstała. Podeszła do
strzaskanych drzwi.
- Kris!
Ująłem ją z tyłu za ramiona. Drżała. Nagle odwróciła się, szukała moich oczu.
- Kris - szeptała - Kris.
- Uspokój się.
- Kris, jeżeli, Kris, czy ja mam epilepsję? Epilepsja, dobry Boże! Chciało mi
się śmiać.
- Gdzie tam, kochanie. Po prostu drzwi, wiesz, tu są takie, no, takie drzwi..."

"Solaris" Stanisław Lem


No tak, z pewnością po prawdziwej, nieepileptycznej przerwie w istnieniu i wskrzeszeniu moglibyśmy mieć ciekawe problemy z zaadaptowaniem się do nowej swojej sytuacji życia na świecie. Może lepiej nie wiedzieć, że się kiedyś było zmarłym...

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

I jeszcze to rozliczanie się z przedśmiertnych grzechów poprzedniej swojej postaci...
Może wystarczy odczuć dalszy ciąg rzeczywistości, nieważne jak i w kim, aby godnie.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

"Ani przez chwilę nie wierzyłem, ze ten płynny
kolos, który wielu setkom ludzi zgotował w sobie śmierć, z którym od dziesiątków
lat daremnie usiłowała nawiązać chociażby nić porozumienia cała moja rasa, że
on, unoszący mnie bezwiednie jak ziarnko prochu, wzruszy się tragedią dwojga
ludzi. Ale działania jego kierowały się ku jakiemuś celowi. Prawda, nawet tego
nie byłem całkiem pewien. Odejść jednak, znaczyło przekreślić tę, może nikłą,
może w wyobraźni tylko istniejącą szansę, którą ukrywała przyszłość. A wiec lata
wśród sprzętów, rzeczy, których dotykaliśmy wspólnie, w powietrzu pamiętającym
jeszcze jej oddech? W imię czego? Nadziei na jej powrót? Nie miałem nadziei. Ale
żyło we mnie oczekiwanie, ostatnia rzecz, jaka mi po niej została. Jakich
spełnień, drwin, jakich mąk jeszcze się spodziewałem? Nie wiedziałem nic trwając
w niewzruszonej wierze, że nie minął czas okrutnych cudów".

"Solaris" Stanisław Lem.

W książce jest zasugerowane, że Kris jednak podjął decyzję o pozostaniu na stacji. Mógł wrócić na Ziemię, wtopić się w tłum, zająć codziennym życiem i zapomnieć powoli.
Wybrał jednak niezwykłą planetę i Tajemnicę. Może pociągał go nieznany, piękny Kosmos, może obecność - nieobecność swojej miłości, a może granice poznania ludzkiego, za życia i po śmierci. Odejście przedwczesne oznaczałoby brak możliwości poznania i udowodnienia prawdy o sobie i świecie. Przyszłość coś skrywała i wcześniej czy później wszystko stanie się jego udziałem.

Wychodząc z tego punktu można by się pokusić o napisanie "Solaris 2", w którym zagubiony bohater stopniowo i konsekwentnie odkrywa sens wszystkiego, poznaje piękno dalekich światów, nawiązuje kontakt, uwalnia się od błędów i ślepych dróg i staje w obliczu prawdy. :)

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Zakupić prawa od spadkobierców Lema i próbować. Niektóre scenariusze z pewnością będą grafomanią, ale może uda się komuś stworzyć sensowne dzieło.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Jacek Dukaj próbował symulować styl Lema dopisując tak jakby fragment "Próżni Doskonałej", czyli utwór "Kto napisał Stanisława Lema" z książki "Apokryfy Lema".
https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ks ... acek-Dukaj

W Solaris 2 nie tyle chodziłoby o naśladownictwo stylu, co o rozwinięcie historii i podróży wewnętrznej i kosmicznej bohatera i tu sprawdzą się nie komputery z ich mocą obliczeniową i analizą tekstu a żywy człowiek, który coś przeżył i potrafi znaleźć sens i cel.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 18292
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna

Re: Łamigłówka Stanisława Lema

Post autor: cezary123 »

Zanim obejrzę Solaris Tarkowskiego i napiszę, co mi się tam podobało a co nie, proponuję dla rozrywki coś lżejszego:

[youtube]Dj5ueu8aAGg[/youtube]

Wróć do „nauka”