wspomnienia... o pozytywnym myśleniu (abilify)

  -TMOVE_BUTT AMOVE_BUTT SMOVE_BUTT
BlindMasta
bywalec
Posts: 73
Joined: Sat Jul 31, 2010 12:56 pm
płeć: mężczyzna

wspomnienia... o pozytywnym myśleniu (abilify)

Postby BlindMasta » Sun Sep 04, 2011 1:42 pm

... o pozytywnym myśleniu (abilify)


Od pewnego czasu myślę bardzo pozytywnie. Poza jednym wypadkiem, który zdarzył się kilka dni temu. Rozmyślając o przyszłości popadłem w doły. Nic nie układało się po mojej myśli. Każda możliwa do wydarzenia się sytuacja postrzegana była przez ze mnie krytycznie. Wszystko miało swój czarny koniec. Rozmyślania te są objawem choroby, zwieńczone myślami samobójczymi. Taka mała depresja, która czasem mnie nachodzi. Poza tą sytuacją moje postrzeganie świata jest w jak najlepszej kondycji. Wprost emituje pozytywną energią. Mam niewyobrażalnie wielką chęć do tworzenia. I efekty płynące z niej dają mi niebywałą satysfakcje. Pierwszy raz w życiu czuje się spełniony. To wszystko za sprawą pisania. Wierzę, że dotychczasowe wspomnienia ukarzą się w formie książki. Mój warsztat pozostawia po sobie wiele do życzenia, ale wiem że mój wyżej postanowiony cel zostanie osiągnięty. Wydam własne wspomnienia. Niczego nie byłem tak pewien. I tak jest ze wszystkim. W niedalekiej przyszłości zamieszka u mnie moja dziewczyna. Prawdę mówiąc nie całkiem stać mnie na to. Prócz renty rzędu pięćset złotych i niewielkiej ilości zaoszczędzonych pieniędzy, z czego część pójdzie na wydanie książki nie mam żadnych dochodów. Wątpliwie rysuje się też ewentualne, możliwe przyjęcie mnie do pracy. Może dojść do tego, że będziemy zmuszeni utrzymać się z dwóch rent. Prawdę mówiąc starczy to tylko na jedzenie. Nie mam pojęcia co z resztą wydatków. Nie wiem jak zapłacę internet czy kupię sobie papierosy. Nie mówiąc już o ubraniach na zbliżającą się zimę. Pewnie będę zmuszony przechodzić w starej kurtce i butach kolejny sezon. Wszystkie te nurtujące mnie problemy mają tylko jedną odpowiedz: wszystko będzie dobrze. Zamieszkanie z dziewczyną pozwoli mi zwalczyć moją dotychczasową samotność. Nie będę osamotniony też w chorobie. A jeśli przytaczam sobie na myśl nawrót schizofrenii. Na pierwszy plan wysuwa mi się przeszłość i wyciągnięte z niej wnioski. Już walczyłem z tymi objawami. Wiem na czym polegają i jak je ignorować. Paranoje mnie nie złamią nie wiem dlaczego, ale mimo siły tej choroby nie są wstanie pokrzyżować mi planów na życie. Może piszę tak tylko bo jestem w remisji i nie mam żadnych problemów z psychiką, ale uparcie wierzę w swoją zaradność. Nawet dostrzegam piękno tej chorobie. Twierdzę , że dotychczasowe przejścia wywarły na mnie duży pozytywny wpływ. Przez schizofrenię dorosłem. Inaczej popatrzyłem na życie. Ograniczyłem ćpanie i zacząłem fotografować i pisać. Od niepamiętnych mi czasów zacząłem marzyć. Choćby o książce i wspólnym mieszkaniu. A cele te wydają się tak nieodległe. Tak możliwe do zrealizowania. Wszystko jest jakby w zasięgu mojej ręki.
Nie tak dawno na próbę spotkania się kogoś ze mną ukrywałem się w domu. Dręczyłem się pytaniami: co pomyśli ten ktoś o mojej chorobie? Czy mnie zaakceptuje. Po czym odrzucałem próbę i odwoływałem spotkanie. Trwało to blisko trzy lata. Przez ten okres z nikim się nie przyjaźniłem. Nie miałem z nikim kontaktu. Dziś jest inaczej spokojnie mogę zadzwonić do starego znajomego i zapytać choćby o samopoczucie. Spotykam się z ludźmi. Mam z nimi prawie codziennie kontakt. Tłumacząc moją trzy letnią nieobecność wspomniałem nawet o chorobie. I nie myślę co oni mogą o mnie sądzić. A oni mnie najwidoczniej akceptują. Tak wróciłem do starych wartości jaką jest przyjaźń. Może dlatego, że życie w remisji jest nieco prostsze i mniej skomplikowane jak życie w chorobie. Ale mój byt nabrał odpowiednich kształtów. Nie brakuje mi ludzi, mam ich wokół siebie.
Życie nauczyło mnie też cierpliwości. Wiem, że ona popłaca. Nie tak dawno będąc w chorobie miałem kłopot z przyswojeniem krótkiej prasowej notatki. Krótko mówiąc nie umiałem czytać ze zrozumieniem. Patrzyłem na zegar i po minucie nie pamiętałem, która jest godzina. Nie rozumiałem co się do mnie mówi. Byłem na skraju wyczerpania. Nie wierzyłem już w nic. Dziś czytam ze zrozumieniem Kafke i piszę codziennie kilku stronicowe wspomnienia. Bez większego problemu odbywam kilku godzinne rozmowy ze znajomymi. Naprawdę żyję... i to ze schizofrenią.
psychofototata

Return to “blind_masta”

Who is online

Users browsing this forum: CommonCrawl [Bot] and 0 guests